wtorek, 2 stycznia 2018

Strach zmienia punkt widzenia

Gdy Magdalena jechała do szkoły, rozmyślała nad ostatnimi wydarzeniami. Od ataku minął prawie tydzień, a większość uczniów unikała jej, gdy tylko mogła. Już nikt nie próbował jej gnębić. Po tym, jak zobaczyli, do czego dziewczyna jest zdolna, bali się ją zdenerwować. Dopiero wtedy zrozumieli, że ich zachowanie nie tylko było chamskie i nie w porządku, ale również bardzo nierozsądne. Co gdyby demonica nie była pod kontrolą łowców? Ludzie z początku podejrzewali ją o najgorsze, nie wiedzieli przecież, że uczennica nigdy nie zabiłaby niewinnych. Czuła się ofiarą, ale nie uważała tego za powód do tego typu zemsty. Do tej pory nie chciała, aby jej demonizm wyszedł na jaw, dlatego nie reagowała. Gdy już wszyscy się dowiedzieli, miała ochotę uszkodzić tych, którzy ją skrzywdzili, a potem odejść. Przed tym krokiem powstrzymywała ją jednak umowa ze stowarzyszeniem.
Uczniowie powoli przechodzili nad wydarzeniami ostatnich dni do porządku dziennego. Wiedzieli, że nie mają możliwości ucieczki, ale przynajmniej zapewniono im jakąś ochronę. Od tamtej pory frekwencja w szkole była niemal stuprocentowa, sporo osób przesiadywało w budynku aż do jego zamknięcia. Zaczęli się już oswajać z myślą, że wśród nich znajduje się demon, powoli zaczynali rozumieć, że mimo wszystko jest takim samym człowiekiem jak oni. Skoro do tej pory nikomu nie zrobiła krzywdy, to musiało tak być. Ludzie z jej klasy nieśmiało próbowali nawiązać z nią kontakt, jeśli chcieli żyć w zgodzie, musieli się tego podjąć.
Kiedy Magdalena wysiadła z autobusu, natychmiast skierowała się do szkoły. Jej myśli zajęły słówka na kartkówkę z języka niemieckiego, które bezmyślnie powtarzała w głowie. Opamiętała się dopiero, gdy uderzyła w drzewo. Pocierając obolałe czoło, spojrzała w stronę ławki przy wejściu do pobliskiego parku, gdzie kwartet dresów urządził sobie poranne spotkanie przy papierosie.
Magda zaczęła się im dokładnie przyglądać. Z całej czwórki uczniów tylko Łysy miał skończone 18 lat, dodatkowo ich miejscówka znajdowała się naprzeciwko okien liceum. W tej szkole było to jednak normalne. Uwagę nastolatki przykuła dziewczyna, która im towarzyszyła. Była średniej budowy ciała i miała wściekle czerwone, długie włosy, zdecydowanie rzucała się w oczy. Przytuliła się do Zygi, pożegnała się i odeszła, nim Magdalena zdążyła zareagować. Postanowiła jak najszybciej to wyjaśnić.
– O stary, ale zajebistą laskę wyrwałeś! – Rozległ się podniecony krzyk Jaszy.
– Ale wiesz, że twoja dziewczyna jest demonem? – zagaiła uczennica.
– Marika? Niemożliwe, jest na to zbyt zajebista – odpowiedział Zygmunt.
– To dlaczego siedzicie tutaj, chociaż zazwyczaj macie jeszcze bardziej wyjebane niż dyrektorka i palicie pod wejściem do szkoły? Nie przeszkadzają wam nawet uwagi nauczycieli.
– Marika chciała usiąść na ławce…
– A dlaczego? Podpowiem ci – zirytowała się. – Cztery metry przed schodami do szkoły znajduje się granica mojego terytorium, gdyby w nie weszła, natychmiast bym ją namierzyła. Zwłaszcza takiego starego i potężnego demona jak ona. To przypadek, że ją dostrzegłam.
– To nie może być prawda. Marika ma 17 lat, dziesięć lat temu przyjechała do Polski z rodzicami z Rosji. Dziś mnie odprowadziła bo w jej szkole pękła rura i odwołali lekcje…
– Stary, Marika to na pewno nie ruskie imię – przerwała mu. – Poza tym, przyjrzałam się jej, ona nie ma duszy, a sądząc po emanacji jej mocy, jest na świecie od co najmniej stu lat.  Ile chcesz jeszcze dowodów?!
– To niemożliwe, byliśmy razem od prawie dwóch tygodni. – Załamany Zyga usiadł z powrotem na ławce. – Nigdy nie spotkałem tak cudownej dupy. Co  ja mam teraz zrobić?
– Minęło kilka dni od ataku, ludzie chodzą posrani ze strachu, boją się wracać do domów, a ty bezgranicznie ufasz lasce, którą dopiero poznałeś? – starała mu się przemówić do rozsądku. – W konkursie na największego debila naszego LO zaczynasz wysuwać się na prowadzenie.
– Jakim rodzajem demona ona jest? – wtrącił się zaniepokojony Gruby.
– Czymś podobnym do sukuba. Możliwe, że wampirem energetycznym, chociaż też nie… Musiałabym poszukać w leksykonie.
– To co teraz?
– Mam naprawdę złe przeczucia – powiedziała pod nosem Magdalena.
 Niewiele myśląc dotknęła klatki piersiowej Zygmunta. Gdy skupiła się, jej oczy zaczęły żarzyć się na czerwono. Po chwili wszystko już wiedziała.
– Tak jak myślałam, nie jest dobrze – stwierdziła.
– Co?! O co chodzi?! – spytał przerażony Zyga.
– Wasze serca są powiązane, na moje oko został ci jakiś tydzień życia, a potem twoja laska odbierze ci duszę.
– Co teraz?!
– Nic, to nie jest zlecenie od łowców, więc nie muszę interweniować. Twoja niedoszła narzeczona na  pewno będzie zadowolona ze zdobyczy wzmocnionej demonicznym artefaktem.
– Magda, zlituj się… Ja wiem, że byłem chujem, ale błagam, pomóż! – krzyknął.
– Byłeś chujem?! Tylko tyle masz do powiedzenia? Podkładaliście mi pineski do plecaka i butów, raz nawet zepchnęliście mnie ze schodów. Oblaliście mnie wodą święconą, chodź nie mieliście pewności, że to mnie nie zabije – wymieniała wzburzona. – O niemal codziennych wyzwiskach nie wspomnę.  To coś więcej niż bycie chujem.
– Błagam Magda ja nie mogę umrzeć. – Zygmund osunął się na kolana i zaczął szlochać. – Proszę ja mam rodzinę, siostrę która się puszcza, młodszego brata, który jest pierdołą, psa w ciąży… Zlituj się, oni mnie potrzebują.
– No tak, zwłaszcza ten pies w ciąży – prychnęła. – Dlaczego mam ci okazać litość, skoro ty nie zrobiłeś tego dla mnie? – drążyła dalej.
– Błagam – wyszeptał bezsilny. – Przepraszam za wszystko, absolutnie wszystko co kiedykolwiek ci zrobiliśmy.
– Niech ci będzie – westchnęła, od początku miała zamiar mu pomóc, po prostu czerpała satysfakcję z tego, że tym razem to ona dyktuje warunki. – Wystarczy mi to, że po zerwaniu więzi będziesz zwijał się z bólu.
– Ale jak to? – Zyga podniósł się i wydmuchał nos w rękaw.
– Takie zrywanie połączenia siłą bardzo boli, zupełnie jakby ktoś wypalał ci serce na żywca. Jeśli macie przy sobie jakieś dragi, to radzę zażyć, może będzie bolało odrobinę mniej niż bardzo kurewsko.
– Dasz radę znaleźć tą laskę? – spytał Łysy.
– Organizacji powinno się udać namierzyć jej komórkę, jak dostanę jej numer to powinno mocno zawęzić teren poszukiwań – odpowiedziała. – Masz może coś, co należy do niej? Albo cokolwiek, co trzymała przez dłuższą chwilę? – zwróciła się do Zygmunta.
– No wiesz… Tak się składa, że mam w plecaku jej majtki. Nadadzą się?
– Po pierwsze, dlaczego nosisz przy sobie jej gacie? Po drugie, ohyda. Po trzecie, masz u mnie ogromny dług. Po czwarte, nie wiem, zaraz sprawdzę.
Demonica niechętnie chwyciła czerwone figi i zaczęła się im przyglądać. Czasem potrafiła pochwycić aurę demona, który dotykał jakiegoś przedmiotu. Madzia westchnęła i zbliżyła bieliznę do twarzy, udało się jej wychwycić delikatny ślad demonicznej emanacji.
– Jeśli po raz kolejny rzuci jakiś durny żart o zboczeńcach, albo psach gończych, to uprzedzam, że zamorduję – warknęła dziewczyna, gdy przypomniała sobie ostatnią akcję z tropieniem piekielnika. – Złapałam trop, dam radę ją namierzyć. Jak znajdę Marikę, to dam znać przez Facebooka. Wy do tego czasu zaszyjcie się w jakimś bezpiecznym miejscu.
– Jak teraz sobie pójdziemy, to przepadną nam dodatkowe oceny za stuprocentową frekwencję…
– A z waszą zdolnością do nauki może to oznaczać poprawianie semestru – dokończyła za nich. – W takim razie weźcie moje rzeczy do szkoły i pilnujcie Zygi, jak dojdzie wiadomość, to przygotujcie go jakoś. – Magdalena rzuciła w chłopaków swoją torbą, po czym odeszła dalej, aby skontaktować się ze stowarzyszeniem.

Marikę namierzono w pobliżu wiejskiego osiedla pod Szczecinem, z tego powodu znalezienie jej nie było takie proste, lokacje na obrzeżach miały zbyt mało anten sieci komórkowych. Magdalena krążyła nad zabudowaniami około pół godziny, w końcu udało się jej pochwycić ślad aury. Wylądowała na skraju lasu, po czym podążając tropem demonicy dotarła do niewielkiej restauracji. Dziewczyna zajrzała przez okno, czarcica stała przy barze sącząc kolorowego drinka. Mimo bardzo wczesnej pory w lokalu było już kilka osób, Magda nie mogła zaatakować, postanowiła poczekać, aż Marika wyjdzie.
Madzia kwitła pod płotem około trzech kwadransów, w końcu jej cel postanowił sobie pospacerować. Dziewczyna szybko napisała do Zygi, po czym zaczęła śledzić demona. Trzymała się od niej w bezpiecznej odległości, starała się pozostać niezauważona. Idąc przez osiedle czekała, aż znajdą się w odosobnieniu. W końcu dotarły do lasu. Wchodząc coraz głębiej Magdalena układała w głowie plan, po raz pierwszy musiała pochwycić wrogiego demonicznego pomiota żywcem. Do tej pory wszystkich zabijała niezbyt zastanawiając się nad tym, co robi. Tym razem stawka była wysoka, każdy błąd mógł doprowadzić do śmierci jej znajomego.
Piekielnica w końcu się zatrzymała, w okolicy wyraźnie było czuć jej demoniczną aurę. Magda ledwo powstrzymała się od śmiechu. Niedoszła narzeczona Zygmunta również posiadała polanę w głębi lasu. Demonica zaczęła się rozbierać, jak na demona pożądania, jej figura była dość przeciętna. W pewnym momencie ciało czarcicy zaczęło się przemieniać, Magda wykorzystała ten moment, aby niepostrzeżenie się do niej zbliżyć. Trwało to jedynie kilka sekund, ale tyle czasu wystarczyło dziewczynie, aby znaleźć się za plecami swojego celu.
Marika wyglądała teraz inaczej. Urosła ponad dwadzieścia centymetrów. Jej skóra stała się pomarańczowa, czerwone pukle wydłużyły się i sięgały do kolan, które zginały się w drugą stronę. Pojawiły się ogromne kły i zakrzywione pazury. Stopy przekształciły się i przypominały teraz sarnie kopyta, oczy stały się całe czarne, a ogromne spiczaste uszy wystawały spod nastroszonych włosów. Jedynie rysy twarzy pozostały bez zmian.
– Nie wstydzisz się tak biegać nago po lesie? – spytała Magdalena.
– Co ty tu robisz?! – zaskoczony pomiot odwrócił się natychmiast. – Chwila… To  ty dzisiaj gapiłaś się na nas. Jesteś przyjaciółką mojego Zygi? – Mówiła niskim głosem, który idealnie pasował do jej aktualnej fizjonomii. – Życie ci niemiłe? Zyga jest mój, nie dasz rady go odbić – zaśmiała się.
– Czym ty właściwie jesteś? – zapytała zaciekawiona. – Nie kojarzę takiego okazu z podręcznika.
– Mogę cię rozszarpać jednym ruchem ręki, jak śmiesz się do mnie odzywać! – wrzasnęła, po czym rzuciła się  w stronę Magdy.
Dziewczyna uśmiechnęła się szyderczo, po czym wykonała unik. Jej przemiana oraz przywołanie miecza zajęły tylko moment. Gdy Marika zaatakowała po raz drugi, Magdalena uchyliła się, skierowała całą swoją moc w ostrze, po czym odrąbała nogi przeciwnika. Nawet te najstarsze i najpotężniejsze demony pożądania zazwyczaj nie były dobre w walce. Gdy piekielnica upadła, Madzia pozwoliła rozpłynąć się swojej broni w powietrzu, po czym usiadła okrakiem na czarcicy  i skutecznie unieruchomiła ją. Jedyne co musiała jeszcze zrobić, to zerwać połączenie.
– Nosz kurwa mać! – zaklęła wściekła na swoją głupotę, gdy miała już przystąpić do roboty.
Ignorując dzikie wrzaski Mariki wyciągnęła komunikator i zadzwoniła do swojego opiekuna, ten odebrał niemal od razu.
– Skończyłaś już zadanie? – spytał Ivan.
– No prawie, tylko… Kurwa!!! – wrzasnęła, kiedy jej przeciwniczka wykorzystała fakt, że dziewczyna ma jedną rękę zajętą, i przypuściła atak, zostawiając na jej policzku trzy głębokie szramy.
Rozjuszona nastolatka odrzuciła urządzenie i postanowiła odwdzięczyć się tym samym, wysunęła swoje pazury, po czym obiema rękami rozorała twarz Mariki, wydłubując jej przy okazji oczy. Po wszystkim wytarła dłonie o trawę, następnie użyła telekinezy by odzyskać komunikator. Tym razem wpadła na to, aby włączyć tryb głośnomówiący.
– Lena?! Co się tam dzieje do cholery?! Potrzebujesz pomocy?! – krzyczał zaniepokojony wrzaskami łowca.
– Wystąpiły drobne komplikacje, ale mam już wszystko pod kontrolą – wysapała. – Powiedz mi tylko… Czy jak się zrywa powiązanie między sercami, to zaczyna się od prawej komory czy od lewej?
– Lena, do kurwy nędzy! Powinnaś takie rzeczy wiedzieć!
– To od prawej czy od lewej? – naciskała.
– Od lewej – odpowiedział po chwili zastanowienia.
– Sprawdziłeś to w bazie danych, prawda? – spytała podejrzliwie.
– Mam papiery do wypełnienia, skoro wiesz co masz dalej robić, to ja się rozłączę. Przyjdź do siedziby, gdy już zrobisz to, co masz zrobić – niezbyt zręcznie zakończył rozmowę.
Magdalena skupiła się na sercu czarcicy. Rozpoczęła rytuał, odnalazła odpowiednie ścieżki energii i zaczęła je zrywać. Marika wrzeszczała z bólu, w końcu jednak opadła z sił. Gdy było już po wszystkim, dziewczyna ponownie przywołała miecz i wbiła go w to, co pozostało z serca demona, po czym poderwała się z ziemi, nim ciało pomiotu się rozpłynęło. Była już wystarczająco brudna, nie chciała się dodatkowo babrać w diabelskich płynach.
Magda czuła się lekko skołowana. Ostrożnie dotknęła policzka, był cały we krwi. Nie czuła bólu, jedynie nieprzyjemne pieczenie. Nastolatka cieszyła się, że pazury demonicy ominęły jej oko, nie była pewna, czy w razie czego by odrosło i wolała tego nie sprawdzać.
Dziewczyna niedbale udokumentowała wszystko co miało znaczenie dla łowców, po czym postanowiła się jakoś doprowadzić do porządku. Chwyciła koszulkę Mariki i delikatnie wytarła twarz, potem zabrała się za kurtkę, jednak ta była już nie do odratowania, krew martwego potwora zbyt mocno wżarła się w materiał. Nastolatka opróżniła kieszenie, po czym rzuciła swoje okrycie w miejsce śmierci przeciwniczki, to samo zrobiła z rzeczami pozostawionymi na polanie. Kilka sekund później przywołała ogień aby pozbyć się wszystkich śladów. Po kilku minutach z ubrań został sam popiół, który nastolatka rozrzuciła po okolicy przy pomocy telekinezy. Demoniczna emanacja, która przepełniała całą polanę, miała samoistnie zniknąć już za kilka dni.

Magdalena siedziała w gabinecie Ivana i zdawała pobieżny raport, w tym samym czasie lekarz opatrywał policzek dziewczyny. Co trzecia jej misja kończyła się w podobny sposób, jednak łowcy nadal nie zamierzali demonicy płacić. Przynajmniej tym razem dostała trzysta złotych na nową kurtkę. Za tą kwotę mogła sobie kupić dwie, albo sześć, ewentualnie trzysta. Wszystko zależało od tego, który ze swoich ulubionych sklepów by wybrała.
Po wyjściu sanitariusza Ivan westchnął:
– Czyli chcesz napisać, że twój kolega dał się poderwać demonowi, więc ruszyłaś w pościg, obezwładniłaś ją, ale potem dostałaś w mordę, bo zapomniałaś jak przeprowadzić egzorcyzm i musiałaś do mnie zadzwonić?
– Dokładnie tak było – stwierdziła nastolatka.
– Dlatego to ja piszę raporty gdy tylko mogę, a pani Kasia poprawia twoje wypociny zanim przekaże je przełożonym. Zdecydowanie nie radzisz sobie z oficjalnymi pismami. Co ty właściwie masz z języka polskiego?
– Nie mam pojęcia – odpowiedziała zgodnie z prawdą, od dawno nie potrafiła nadążyć za swoimi ocenami i frekwencją. – Właściwie to powinnam już iść, przydałoby się pokazać w szkole chociaż na chwilę.
– Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie – oznajmił, dokładnie przyglądając się swojej podopiecznej.
– Czego chcesz?
– Dlaczego masz te pasemka co jakiś czas w innym miejscu?
– Chuj wie. – Wzruszyła ramionami. – Nawet nie wiesz ile miała z tego powodu problemów w gimnazjum – zaczęła swój wywód. – Bo niby szkoła to nie dyskoteka i trzeba zachować skromność, więc żadnego makijażu, a o farbowaniu włosów nie było wolno nawet myśleć I nagle taka ja, dawniej znana jako szatynka, przychodzę do szkoły z perfidnie czarnymi włosami, a jakby było mi mało upomnień, to później doszły jeszcze oczojebnie czerwone pasemka. To cholerstwo nie chciało się nawet zafarbować na jakiś ludzki kolor – opowiedziała zirytowana. – Mogę już iść?
– Tak, później wyślę twojej dyrektorce usprawiedliwienie za dzisiejszą misję.
– Chwila… Możesz usprawiedliwiać moje nieobecności?
– Stowarzyszenie dogadało się z twoim liceum.

Cała akcja z Mariką zajęła prawie pięć godzin. Gdy Magdalena wylądowała przed szkołą, miała jeszcze dwadzieścia minut do następnej lekcji, postanowiła produktywnie wykorzystać ten czas, i pójść do pobliskiej cukierni po swoje ulubione ciastka z owocami leśnymi i galaretką. Sprzedawczyni dziwnie się na nią gapiła, ale przecież nie co dzień widzi się nastolatkę z opatrunkiem na pół twarzy, która dodatkowo paraduje w styczniu bez kurtki. Gaza, przyklejona do policzka, nie była Madzi potrzebna do szczęścia, ale budziła o wiele mniejsze podejrzenia, niż trzy wielkie szramy wyglądające jak po ataku niedźwiedzia.
Kiedy już dotarła pod klasę, rozsiadła się wygodnie na podłodze i wyciągnęła jeden z wypieków. Chwilę później zadzwonił dzwonek, dziewczyna westchnęła, nie lubiła się śpieszyć z jedzeniem słodyczy, a dziesięciominutowa przerwa na spałaszowanie wielkiego ciacha z kremem i owocami to dla niej stanowczo za mało aby odpowiednio rozkoszować się smakiem.
– Masz tą swoją babską torebkę, przez nią ludzie gapili się na mnie jak na  jakiegoś debila – powiedział Łysy, który właśnie przyszedł, po czym rzucił torbę tuż obok dziewczyny.
– Jak tam Zyga? – spytała Magda.
– Rany boskie, co ci się stało w twarz?!
– Nic wielkiego. Nie pierwszy raz oberwałam przez swoją głupotę. Ważne, że już po wszystkim – zbyła go, ścierając przy okazji krem z nosa. – Co z Zygą? – ponowiła pytanie.
– Jak do niego napisałaś, to wyszedł z lekcji do kibla i obalił całą setkę wódki, następna była matematyka, i akurat w momencie, gdy panowała zupełna cisza bo robiliśmy zadania, Zyga złapał się za serce, zleciał z krzesła i zaczął się drzeć… A potem się posikał. Plus jest taki, że momentalnie wytrzeźwiał i nie zaliczyliśmy żadnego przypału.
– A jak się z tego wytłumaczyliście?
– Normalnie, Gruby wyjaśnił, że Zygmunt bzyknął demona, a to co się odpierdoliło, to skutki uboczne ratowania jego duszy. Mała Mi o mało nie dostała zawału, ale szybko jej przeszło. W tej szkole nikogo to już nie zdziwi… A właśnie, co to w końcu był za rodzaj demona?
– Nazwę miał tak trudną, że nie potrafiłam jej wymówić, a co dopiero zapamiętać. To była jakaś kusicielka pochodząca z Azji, albo Afryki… Albo jakiegoś innego kontynentu na „A”.
– Jakiegoś innego kontynentu na „A”? – powtórzył za demonicą. –  Madzia, co ty miałaś z geografii?
– Jak to co? Dwóje, tak jak większość klasy.
Dziewczyna była z tego wyniku bardzo dumna, geograficzka była nie mniejszym postrachem szkoły niż Mała Mi, to właśnie jej zasługą było pozbycie się ze szkoły uczniów, którzy mieli słabą frekwencję.
– Gdzie właściwie podziała się reszta kwartetu? – spytała po chwili.
– Po tym całym cyrku do sali wpadła zaniepokojona dyrektorka, jak zobaczyła bladego i zasikanego Zygę leżącego na podłodze, to otworzyła nam gabinet pielęgniarki i kazała pilnować, by Zygmunt przypadkiem nie poszedł na tamten świat – stwierdził jakby nigdy nic. – Zapewniła, że to się nie odbije na naszej frekwencji, więc poszliśmy. Jak ostatnio ich widziałem, szukali dla ciebie jakiegoś prezentu na internecie, bo Zygmunt stwierdził, że niczym normalnym się nie zadowolisz, a musi  ci jakoś podziękować bo inaczej się obrazisz. Ja akurat zauważyłem, jak lądujesz na boisku i stwierdziłem, że przyda ci się twoja torba, zwłaszcza, że mamy teraz kartkówkę z niemca…
– O kurwa! Zupełnie o tym zapomniałam, a przecież miałam sobie powtarzać słówka na przerwach…

Dzisiejsze lekcje, z powodu rady pedagogicznej, zostały skrócone. Dokładnie o piętnastej rozpoczęło się zebranie. Sytuacja była dość napięta. Wielu nauczycieli oczekiwało momentu, w którym wszystko się wyjaśni. Pani Trzeciak była tym wszystkim mocno poirytowana, wiedziała, że to co ma zamiar powiedzieć, raczej nie spotka się z aprobatą.
– Zgodnie z obietnicą omówimy ostatnie niecodzienne wydarzenia, które miały miejsce w naszej szkole – podjęła ostrożnie. – Magdalena do tej pory nikomu nie zrobiła poważnej krzywdy, nie sądzę aby była groźna…
– Jak to nie?! –  oburzył się pan Krzysiak. – Przecież próbowała mnie zabić, inni uczniowie to widzieli, mogą poświadczyć…
– Jakim prawem mi pan przerywa?! – wrzasnęła dyrektorka. – Uczniowie mogą poświadczyć też parę innych rzeczy. Byli u mnie rodzice Anastazji Pawlak. Okazało się, że jej ukochany wujek ma sporą kancelarię prawną i jasno dano mi do zrozumienia, co stanie się z tą szkołą, jeśli Nastka znowu wróci do domu z płaczem. Tym razem źle pan wybrał ofiarę, a jeśli dotrze do mnie chodź najmniejsza skarga na pana, to wreszcie wyciągnę konsekwencję! Zrozumiano?!
– Tak jest pani dyrektor – odpowiedział cicho mężczyzna.
– Czy mogę kontynuować? – Nikt nie śmiał się odezwać. – Świetnie. Rozmawiałam z panią Miszniak, jej zdaniem Magdalena raczej nie jest zdolna do krzywdzenia innych ludzi. Przez lata była gnębiona, w naszej szkole również, a mimo to nigdy nie użyła swojej mocy aby obronić się przed przemocą z jaką się tu spotkała. Pana to nie dotyczy panie Krzysiak. – Posłała mordercze spojrzenie angliście, który znowu chciał się odezwać. – Pan na to zasłużył. Wracając do tematu… Magdalena jest pod kontrolą łowców demonów, ręczą za to, że jest niegroźna, obiecali również zabezpieczyć szkołę przed demoniczną mocą i pokryć koszty wszystkiego co Sosnowiecka zniszczy przypadkiem, lub w trakcie walki. Jedyne co musimy zrobić to przyjąć jej ochronę.
– Czy trzymanie demonicy w szkole to na pewno dobry pomysł? – nieśmiało spytała pani Sokół.
– Nie mamy wyjścia. Potrzebujemy kogoś kto zapewni nam ochronę, a Magdalena jest jedyną opcją, stowarzyszenie nie chce się tego podjąć, bo to mogłoby wzbudzić podejrzenia. – wyjaśniła dyrektorka. – Poza tym… Tydzień temu dostałam telefon z kancelarii prezydenta. Jeśli będziemy robić problemy, to wymienią całą kadrę pedagogiczną bo Sosnowiecka musi zostać w tej szkole dla dobra całego świata. Numery z wstawianiem jej jedynek na siłę również nic nie dadzą. Dziewczyna jest inteligentna, a statut szkoły zapewnia szereg poprawek, jeśli będzie oceniana surowiej niż inni uczniowie, to nas wszystkich zwolnią – ostrzegła, rozmowa z kimś tak wysoko postawionym zrobiłaby wrażenie nawet na pani Trzeciak. – Nie damy rady się jej pozbyć… A skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, to możemy przejść do spraw innych uczniów.


Zapewne zastanawia was, dlaczego o prawie roku postanowiłam opublikować kolejny rozdział. Odpowiedź jest  prosta, w styczniu mam osiem kolokwiów i powinnam się uczyć, ale tak jakoś wyszło, że przez przypadek napisałam pięć kolejnych rozdziałów (na razie).
Możliwe, że jesteście ciekawi co u mnie. Maturę zdałam całkiem nieźle, na ustnym z angielskiego doprowadziłam komisję do śmiechu, ale zaliczyłam na ponad 80%. Potem próbowałam się ogarnąć, ale mi nie wyszło. Dostałam się na studia. Zazwyczaj mam jedno kolokwium w tygodniu, czasem nawet więcej, mimo wszystko uwielbiam to miejsce. Ludzie na tym kierunku są jeszcze bardziej pojebani niż ja, nikt mnie tu nie wyzywa, nie szykanuje, wreszcie mam przyjaciół i mogę być sobą. Po raz pierwszy czuję się normalna.
Mój akademik to ruina, ciągle coś się psuje, jednak jestem zadowolona. Udało mi się jakoś ogarnąć, prawie nie miałam epizodów depresyjnych.
Mieszkam blisko rodzinnego miasta, mogłabym wracać do domu co tydzień, ale mi się nie chcę. Mam teraz dwutygodniową przerwę, więc wróciłam. Znowu zaczynam zamulać i na nic nie mam ochoty. Ten dom po prostu ma toksyczną atmosferę. Chciałabym wrócić do mojego azylu w akademiku i na powrót się ogarnąć, ale został jeszcze tydzień.
Mój laptop ledwie zipie, pisanie gdy kilka klawiszy ledwo działa, nie jest łatwe. Do tego wyszłam z wprawy, nie jestem nawet pewna, czy wyłapałam wszystkie błędy i literówki. Plus jest taki, że w ciągu tego roku zaplanowałam ponad 3/4 fabuły, nie powinnam cierpieć na brak pomysłów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.