czwartek, 4 stycznia 2018

Retrospekcja

Maj, 2014 rok

Tego dnia Ivanowi, po raz pierwszy od dawna, udało się wyjść z pracy o czasie. Gdy jechał samochodem, jedyną rzeczą o jakiej myślał była kanapa, na której chciał się zaraz uwalić, aby rozkoszować się książką i szklaneczką whisky. Droga do domu miała mu zająć nieco ponad pół godziny.
Mężczyzna zaklął, gdy na jego drodze pojawiła się przeszkoda, auto nie zdążyło wyhamować, nie było na to szans. Łowca opuścił pojazd i był na siebie wściekły. Spojrzał pod koła, szukając przy okazji jakiś uszkodzeń. Nagle usłyszał szelest w krzakach przy drodze, odwrócił się natychmiast.
– To są jakieś jaja – mruknął.
Jego poczucie winy wzrosło, a marzenie o zasłużonym odpoczynku oddaliło się jeszcze bardziej.

Magdalena mieszkała na drugim końcu miasta. Nim Ivan dojechał pod jej dom było już ciemno. Mężczyzna nigdy nie rozumiał ludzi, którzy chcieli mieszkać w takich miejscach. Osiedle Miedziane, które zawdzięczało nazwę liściom wszechobecnych kasztanowców, które swego czasu dopadła zaraza, znajdowało się na samym skraju Szczecina, dalej były już tylko lasy i wsie. Większość ludzi nie miało pojęcia o istnieniu tego miejsca, a kurierzy i taksówkarze zawsze się tu gubili. Nawet GPS wariował i nie potrafił znaleźć jedynej drogi, która prowadziła do tej osobliwej lokalizacji. Nic dziwnego, skoro nikomu nie chciało się nadać nazw ulicom, a numeracja domów była dość niecodzienna.
Gdy łowca po raz pierwszy tu przyjechał, przez prawie pół godziny nie mógł trafić. Zrobił dwie rundy dookoła zabudowań, aż w końcu znalazł dom o numerze dwanaście, w którym mieszkała Magda. Fakt, że naprzeciwko znajdowała się posesja numer siedemdziesiąt trzy, wcale nie pomógł. Wolał nie sprawdzać, jak wyglądała sytuacja z blokami znajdującymi się na końcu osiedla, był jednak pewien, że zastał by tam coś równie popieprzonego.
Od tamtego momentu przestało go dziwić to, że dziewczyna, mimo ponadprzeciętnej inteligencji, chodziła jedynie do rejonowych szkół. Do jej miejsca zamieszkania dojeżdżał tylko jeden autobus. Ludzie planujący trasy komunikacji miejskiej z pewnego powodu postanowili pominąć ten niewielki region na obrzeżach. Droga do przystanku, na którym zatrzymywały się jakieś inne autobusy zajmowała około dwudziestu minut, wyprawa do centrum miasta trwała zaś ponad godzinę. Mężczyzna doskonale znał swoją podopieczną, była zbyt leniwa, aby chciałoby się jej dojeżdżać do szkoły z dwoma przesiadkami.
Gdy łowca przeszedł przez furtkę, skierował się do drzwi wejściowych i nadusił dzwonek. Ivan nie był pewien, czy jego plan wypali, ale lepszego nie miał, a za swoje błędy trzeba przecież brać odpowiedzialność.
– Ivan? Co ty tu robisz? – Otworzyła mu zaskoczona Madzia.
– Twoja mama jest w domu? – spytał.
– Nie, dzisiaj ma nockę.
– Może to i lepiej – mruknął. –  Mogę wejść? – Nie czekając na odpowiedź wprosił się do środka.
– Czego chcesz? – spytała podejrzliwa dziewczyna.
– Mam coś dla ciebie – oświadczył, po czym wyjął z kieszeni marynarki małą puchatą kulkę, która była czarnym kocurkiem.
– Ojej, jaki słodki! – Nastolatka pisnęła podniecona, po czym przytuliła kociaka. – Ale dlaczego mi go dajesz?
– Po tym wszystkim co cię spotkało stwierdziłem, że przyda ci się taki mały, puchaty przyjaciel…
– I? – Magda nie wierzyła w nagłą troskę swojego opiekuna.
– Przed chwilą przejechałem jego matkę – dodał zawstydzony.
– Jesteś okrutny! – Odsunęła się od niego ostentacyjne. – I to ja jestem demonem, tak?
– Tak wiem, jestem potworem – zbył ją. – Czy twoja mama nie będzie miała nic przeciwko?
– Będzie wkurwiona, ale na ciebie, więc spoko.  Uśmiechnęła się. Jak powinnam go nazwać?
– Może Śmierdziel, bo zasikał mi marynarkę – zasugerował zniesmaczony.
– A może… Azazel?


Udało mi się napisać kilka rozdziałów na zapas, dlatego pomyślałam, że wynagrodzę wam tak długą nieobecność, i wrzucę dwa w bardzo krótkim czasie, pozostałe będą się pojawiały średnio co tydzień lub dwa.
Ostatnio mam obsesję na punkcie tego opowiadania, w każdej wolnej chwili odtwarzam różne wątki w głowie, odczuwam przymus pisania, mam mnóstwo pomysłów, jakimś cudem historia poszła mi siedem lat do przodu, mimo że nie planowałam jej ciągnąć tak daleko. Nie mogę jednak się tym zająć, muszę się uczyć, muszę zrobić wiele innych, ważnych rzeczy i doprowadza mnie to do szału.
Na nowo muszę się zająć promocją bloga, nienawidzę tego robić, czuję się wtedy jak namolny akwizytor. Spadła mi liczba odwiedzin, nie ma żadnych nowych komentarzy, a na Fanpage nikt nie wchodzi. Chcę czegoś więcej niż kilkanaście wyświetleń dziennie.
Historia Azazela jest trochę drastyczna, ale to było do przewidzenia, że Magda nie może zdobyć przyjaciół w normalny sposób, klątwa nie mogłaby na to pozwolić. Historia zaczyna się nam powoli rozkręcać, już 13 rozdział, jednak do tej pory właściwie nic się nie działo, był to zaledwie wstęp do całej historii.
PS. Może niektórzy z was kojarzą, że jakiś czas temu miałam ochotę wysadzić w powietrze sąd, z powodu chorego wyroku w sprawie rozwodu moich rodziców. Adwokat mamy złożył apelację, sprawę rozpatrzono ponownie, tym razem całkowicie na naszą korzyść, więc nikt nie musi ginąć:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.