czwartek, 6 października 2016

Walki dziś nie będzie

Święta minęły Magdalenie spokojnie. Jak co roku spędziła je w domu jedynie z matką. Gdy już nadchodziła wigilia, na kobietę przestawały działać przykre doświadczenia, wreszcie mogła zapanować rodzinny nastrój. Każda z nich kupiła prezenty, pani Alicja otrzymała trzeci z kolei kubek dla najlepszej mamy, a jej córka pluszowego smoka oraz nowe łóżko. Mimo tak kameralnych obchodów, trzymały się tradycji, tych dwanaście potraw jadły prawie przez tydzień. Dziewczynie ta beztroska atmosfera była bardzo potrzebna. Nareszcie mogła odpocząć. Jak zwykle świętowały samotnie, jedynie Ivan wpadł drugiego dnia świąt z prezentami. Pani Sosnowiecka była jedynaczką, a jej rodzice nie żyli od pięciu lat, a jeśli chodzi o rodzinę pana Macieja, to nie chcieli oni mieć kontaktu ani z nim, ani z jego byłą żoną. Czuli wstyd z powodu tego, jak mężczyzna się zachował, jednak nie na tyle, aby pomóc w wychowaniu jego porzuconej córki.
W styczniu nadszedł jednak czas powrotu do szkoły. Madzia musiała wysłuchiwać kto co dostał na święta, oraz jak bardzo najebał się w Sylwestra. Sama nigdzie nie była, nie czuła potrzeby uczestniczenia w noworocznej imprezie, nikt jej również nie zaprosił. Było jak co roku, jeszcze w gimnazjum czuła się źle z tego powodu, teraz było jej wszystko jedno. Przyzwyczaiła się, a przede wszystkim miała inne priorytety, niż większość gimbo-licealistów.
Jeśli chodzi o mowę pani Trzeciak, to można powiedzieć, że dotarła do większości uczniów. Skończyły się brutalne ataki na demonicę, jednak wciąż musiała się mierzyć z wyzwiskami, oraz otwartą wrogością, a i niebezpieczne w skutkach „żarty” również się zdarzały.

Magdalena snuła się bezmyślnie po korytarzach. Jej czytnik znowu się zepsuł, dlatego nie miała co robić. Ku jej uciesze większość osób nie zwracała na nią uwagi. Gdy zeszła na parter, zauważyła, że ludzie o czymś szepczą, i tym razem to nie ona była w centrum wydarzeń. Mimo hałasu usłyszała czyjś cichy szloch, po chwili dostrzegła dziewczynę, która siedziała skulona pod ścianą. Kojarzyła, że chodziła do pierwszej klasy.
Magdzie stanęło przed oczami jak dawniej sama ryczała po kątach. Czuła się kiedyś słaba, a prześladowanie jej było na porządku dziennym, już w podstawówce zaczęła poważnie myśleć o śmierci. Dokuczali jej z wielu powodów, bo miała za duży nos, bo miała krzywe zęby, bo była pulchna, bo chodziła kiedyś o kulach, bo dopadło ją coś w rodzaju łuszczycy, bo jej włosy były brzydkie, bo miała tanie ubrania, bo dobrze się uczyła, bo źle się uczyła… Zawsze był jakiś powód. Gdy dorosła nos stał się zupełnie proporcjonalny, zęby również się wyprostowały. Miała teraz idealną sylwetkę, oraz piękne włosy. Wyleczyła się z problemów skórnych, a skręcona kostka już dawno się zagoiła. Od kiedy ojciec płacił alimenty, stać ją było na normalne ubrania, szykany jednak nie ustały. Zawsze był jakiś powód. Musiała codziennie walczyć o chęć do życia. Wszystko się zmieniło pod koniec trzeciej klasy gimnazjum. Po tym, jak nauczycielka po raz kolejny ośmieszyła ją na forum klasy, coś się stało.
Dziewczyna przestała czuć. Zupełnie jakby jej umysł stwierdził, że już dosyć się nacierpiała, i wyłączył tę część odpowiedzialną za odczuwanie emocjonalnego bólu. Od tamtej pory niemal nie czuła smutku, jedynie gniew, i było jej z tym naprawdę dobrze. Teraz jednak wszystko zaczynało być po staremu, strach sprawiał, że jej bariera słabła.
Dziewczyna usiadła obok płaczącej pierwszoklasistki, ta nawet nie zwróciła na to uwagi.
– Jak masz na imię? – spytała Madzia.
– Anastazja – odpowiedziała zasmarkana.
– Powiesz mi co się stało?
– Pan Krzysiak, on się na mnie uwziął. Dzisiaj mnie zwyzywał, a potem kazał mi przyznać przed całą klasą, że jestem idiotką. Przez niego nie mam już żadnych przyjaciół. Wszyscy się ze mnie śmieją.
Uczennica zamyśliła się i doszła do wniosku, że faktycznie, odkąd wyszło na jaw, że jest demonem, anglista ani razu nie próbował się jej czepiać. Nie zauważyła, ponieważ jej głowę zaprzątały inne sprawy. Mężczyzna najwyraźniej się jej bał, dlatego przerzucił się na inną ofiarę. To wszystko było jej winą.
– Chodź ze mną. – Madzia chwyciła młodszą koleżankę za rękę.
Ciągnęła ją w stronę schodów. Była tak wściekła, że zostawiała za sobą płonące ślady. Dziewczyny dotarły w końcu do klas na drugim piętrze. Magda siłą wciągnęła Anastazję do sali od języka angielskiego. Pan Krzysiak akurat pisał listę słówek na tablicy.
– Co pan do cholery robi?! -  wrzasnęła Magdalena.
– Czego tu chcesz?! – Starał się nie okazywać strachu.
– Niech pan przeprosi Anastazję – warknęła.
– Nie będziesz mi mówić, co mam robić.
Zirytowana demonica w ciągu sekundy znalazła się obok nauczyciela, jej  ciało płonęło szkarłatnym ogniem, a rogi i ogon ujawniły się. Jedną ręką chwyciła mężczyznę za gardło, po czym podniosła go do góry i przygwoździła do ściany. Patrzyła na niego wyczekująco, obnażając przy tym kły. Wysunęła pazury i zacisnęła dłoń mocniej, delikatnie raniąc szyję belfra.
– Przepraszam – wycharczał w końcu.
– Już nigdy nie będzie pan nikogo dręczył. – Jej głos niósł się nieludzkim echem. – Już nigdy nie doprowadzi pan nikogo do płaczu, w przeciwnym razie znajdę pana, wypruję panu flaki, po czym sprawię, że będzie pan umierał przez kilka godzin, i to w męczarniach. – Wypowiedziała to niesamowicie spokojnie.
Zadzwonił dzwonek na lekcję. Magdalena upuściła nauczyciela i od razu wróciła do ludzkiej formy, następnie skierowała się do wyjścia. Zauważyła, że sporo osób przyglądało się jej z zaciekawieniem, po nikim nie było widać strachu. Oczy dziewczyny wciąż błyszczały czerwienią. Uśmiechnęła się do Anastazji.
– Dziękuje – wyszeptała przerażona pierwszoklasistka.
Demonica zaczęła przedzierać się przez tłum zgromadzony pod salą, po czym skierowała się na pierwsze piętro, gdzie miała lekcję. Weszła do klasy spóźniona kilka minut, mimo to, połowa uczniów wciąż była nieobecna. Zaczęli się schodzić dopiero po jej przybyciu. Gdy już wszyscy zajęli miejsca, po pomieszczeniu rozległy się dość głośne szepty. Nauczycielka nie była w stanie sprawdzić obecności.
– Czego się gapicie? – syknęła Magda.
– Zdaje ci się – odburknął Mariusz. – Nikt nie chciałby patrzeć na takie wynaturzenie jak ty.
– Mogę ci zrobić krzywdę na odległość, a ty wciąż próbujesz mnie zdenerwować. Jesteś upośledzony, czy co? – warknęła, po czym użyła swoich mocy, aby zdzielić Saska jego piórnikiem w twarz.
Zapadła absolutna cisza, właśnie wtedy zadzwonił komunikator. Dziewczyna wyjęła urządzenie, rzuciła wszystkim mordercze spojrzenie, po czym odebrała.
– Co jest? – westchnęła.
– Słuchaj Lena, jest sprawa. Dużo masz jeszcze lekcji? – W słuchawce rozległ się głos Ivana.
– A co?
– Bo znaleźliśmy sukuba i…
– I nie macie żadnej innej łowczyni pod ręką – dokończyła za niego.
– Ta…
Stowarzyszenie Łowców Demonów powstało w późnym średniowieczu. Wtedy jeszcze współpracowali z kościołem, jednak starali się być od niego niezależni. Ponieważ istnienie organizacji było tajemnicą, praca łowcy stała się rodzinną tradycją. Nie dziwota, że w tym okresie przyjmowano jedynie samych mężczyzn. Przyzwyczajenia zostały do dziś i kobiet pracowało bardzo mało, nie z woli Stowarzyszenia oczywiście. Oni szli z duchem czasu i stawiali przede wszystkim na rozwój, zdołali nawet połączyć magię z technologią. Po prostu wiele rodzin łowców nie chciało wprowadzać w tą tradycję swoich córek.
– Jak sprawa wygląda? – spytała Madzia.
– Sukubka piątej klasy, najadła się dwa dni temu, a teraz ukrywa się w opuszczonym skłocie pod Stargardem Szczecińskim, póki co obstawiliśmy teren.
– Będę za pół godziny.
– Chcesz tak po prostu opuścić lekcję? – zdziwił się.
– Ta, atmosfera jest dość… Gęsta. Wszystko jest lepsze niż to – jęknęła. – Po prostu wyślij mi adres.
– Trafisz?
– Pewnie, w komunikatorze jest przecież GPS.
Dziewczyna rozłączyła się, po czym chwyciła swoją torbę i przerzuciła ją przez ramię. Powstrzymała chęć wyskoczenia przez okno. Postanowiła, jak przystało na cywilizowanego człowieka, wyjść drzwiami.

Pani Barbara Trzeciak siedziała w swoim gabinecie i przeglądała dokumenty, paląc przy tym papierosa. Miała naprawdę dużo roboty. Za niecałe trzy tygodnie była rada pedagogiczna oraz wystawienie ocen. Do tego, w zastępstwie za chorą nauczycielkę, wzięła lekcje matematyki z trzema klasami. Pracę przerwało jej pukanie do drzwi. Po pomieszczenia weszła sekretarka.
–Magda Sosnowiecka zaatakowała nauczyciela – oznajmiła w progu.
– Kogo?! – Dyrektorka poderwała się z krzesła.
– Andrzeja Krzysiaka.
– E tam. – Kobieta usiadła i odpaliła kolejnego papierosa. – Pewnie sam sobie na to zasłużył.
– Jak może pani tak mówić?! – oburzyła się pracownica.
– Obie doskonale wiemy, co Krzysiak wyprawia na lekcjach, i że nie zwolniłam go tylko dlatego, że uczniowie podnieśli by bunt, a ja nie mam nawet żadnych dowodów. Zresztą, jak było?
– Anastazja Pawlak twierdzi, że Magdalena stanęła w jej obronie.
– No widzisz, miałam rację. Zdaje się, że Magda też była kiedyś jego ofiarą – zamyśliła się.
– Ale musi pani coś z tym zrobić. Nauczyciele się oburzają, mówią, że nie chcą pracować w miejscu, gdzie grasuje demonica. Kilka dni temu mieliśmy tu delegację kilku rodziców…
– Dobrze wiem, jak wygląda nasza sytuacja! – wrzasnęła dyrektorka. – Nadal mam jednak zamiar trzymać się zasad. Za zaatakowanie nauczyciela mogłabym ją najwyżej zawiesić w prawach ucznia, ale nie zrobię tego, bo nie ona pierwsza w tej szkole napada na nauczyciela. Dwa lata temu nauczycielka od historii wylądowała przecież w szpitalu ze wstrząsem mózgu.
– Dlaczego pani jej broni?
– Nie bronię, staram się być sprawiedliwa.
– Wszyscy żądają jej usunięcia, pani jako jedyna się jej nie boi. – Pracownica nie przestawała drążyć.
– Do tej pory trzymała swoje moce w ukryciu, nie sprawiała też żadnych poważnych problemów. Od pani Miszniak wiem, że to właśnie na niej wyżywali się inni uczniowie, a ona nigdy nie próbowała się bronić.
– A co z frekwencją?
– Odkąd jej moc wyszła na jaw, nie opuściła ani jednego dnia szkoły, najwyraźniej właśnie to było problemem – stwierdziła pani Trzeciak.
– Ale nauczyciele nadal domagają się wydalenia Sosnowieckiej.
– Powiedz tym zwłokom pedagogicznym, że podejmiemy decyzję podczas najbliższej rady.

Sukuby są demonicznymi kobietami, pozyskującymi duszę podczas stosunku seksualnego. Zazwyczaj nie mają one niemal żadnych zdolności bojowych, mimo wszystko są bardzo groźne. Potrafią hipnotyzować mężczyzn, którzy skuszeni ich mocą oraz wdziękami, bez mrugnięcia okiem zgodziliby się na śmierć. Ofiara sukuba wydaje swe ostatnie tchnienie podczas seksu, po czym zostaje z niej jedynie zasuszona skorupa.
Magdalena wylądowała obok zrujnowanej kamienicy umiejscowionej na odludziu. Prowadziła tu tylko jedna polna droga, było to wprost idealne miejsce na skłot. Ściany bloku pokrywało graffiti, niektóre malunki były całkiem udane, jednak większość była po prostu głupimi napisami wykonanymi przez wandali. Ponad połowa okien została powybijana i przykryta deskami. Teren wokół gmachu wcale nie miał się lepiej. Wszystko było zarośnięte chwastami, nawet chodnik prowadząca do wejścia był ledwie widoczny.
Ivan, wraz z dwoma innymi ludźmi, czekał na dziewczynę przy dwóch służbowych furgonetkach.  Wszyscy byli uzbrojeni. Pozostali pracownicy szeregowi obstawiali teren i pilnowali, aby żaden człowiek nie dostał się na teren działania.
– Macie dla mnie jakiś sprzęt? – spytała demonica.
– A nie masz swojego?
– Został w domu, nie sądziłam, że akurat dzisiaj zlecicie mi coś więcej niż pilnowanie szkoły.
– W samochodzie jest jakiś zapasowy pas z gadżetami – odpowiedział jeden z mężczyzn.
– To jak to wszystko wygląda? – zagadnęła, zajmując się ekwipunkiem.
– Sukubka dwa razy próbowała nas atakować, jednak nie pozwoliliśmy jej do siebie podejść. Teraz siedzi schowana na pierwszym piętrze i zapewne szykuje się do kolejnego ataku.
– No to idę – odpowiedziała bez namysłu.
– Tak bez przygotowania? – dziwił się Ivan.
– A po co mam się przygotowywać? Wchodzę.
­– Tylko nie miej do mnie pretensji, jak zginiesz – westchnął.
Gdy demonica wkroczyła do budynku, od razu uderzył w nią smród. W środku było jeszcze więcej graffiti. Po odpadkach walających się po podłodze od razu było widać, że bezdomni oraz różni ćpuni upodobali sobie to miejsce.
Zaklęła, gdy igła strzykawki wbiła się jej w podeszwę, na szczęście nie przeszła na wylot. Wściekła nastolatka wyrwała z buta narzędzie szerzące HIV, po czym odrzuciła je gdzieś w kąt. Przez chwilę rozważała, czy nie warto byłoby spalić tej całej kamienicy. Szybko jednak porzuciła swój plan. Nie chciała przypadkiem zabić jakiegoś żula, który mógł zakopać się w śmieciach.
Zmaterializowała w dłoni swój miecz, po czym ruszyła na piętro. Na korytarzu  panowała ciemność. Nastolatka po kolei sprawdzała wszystkie opuszczone kwatery. W końcu dostrzegła kogoś kulącego się pod ścianą.  Dziewczyna ostrożnie weszła do mieszkania, chwile później w jej stronę została wysłana fala mocy. Magdalena zasłoniła się swoją bronią, atak rozprysnął się na ostrzu, nie robiąc nikomu krzywdy.
Magda doskonale znała się na ludzkiej naturze i emocjach. Wiedziała kiedy ktoś kłamie, kiedy się cieszy, kiedy jest zły. Nie była pewna skąd to wie, ale nie dało rady ukryć przed nią prawdziwych uczuć. Teraz była pewna, że atakująca ją sukubka była przerażona.
– Chcę tylko porozmawiać! – krzyknęła nastolatka, puszczając miecz, który po chwili rozpłynął się w powietrzu.
W jej stronę poleciał kolejny cios demonicznej magii. Zasłoniła się na szybko stworzoną tarczą.
– Nie zrobię ci krzywdy. Też jestem demonem. – Pozwoliła ujawnić się swoim krótkim rogom i ogonowi.
Magdalena wyczuła, że przeciwniczka się wacha, po chwili wyszła z cienia. Jak każdy sukub była bardzo atrakcyjna. Miała idealną sylwetkę, duże piersi, oraz piękną cerę. Jej owalną twarz okalały długie, blond loki, które idealnie podkreślały piękne, niebieskie oczy. Z takim wyglądem nawet nie musiała używać mocy, aby zaciągnąć ofiarę do łóżka.
– Nie chcę wracać do piekła – szepnęła, po czym usiadła na zniszczonej kanapie i zaczęła szlochać.
– Łowcy nie mogą pozwolić, abyś kradła duszę kolejnym osobom – odpowiedziała Magda, po czym usadowiła się obok niej.
– Ale ja staram się nie robić jak najmniej  złego. – Rozryczała się na dobre. – Pożywiam się tylko, gdy nie mogę już znieść głodu, a na swoje ofiary wybieram tylko mężczyzn, którzy nie mają prawa chodzić po tym świecie. Wszystkie dusze, które wchłonęłam należały do morderców, gwałcicieli, pedofilii i damskich bokserów. Nikt nie był niewinny.
Magda nie wiedziała jak zareagować. Do tej pory uczono ją, że demony, które przybyły z piekła, nie mają normalnych uczuć, a spora część nawet nie potrafiła myśleć jak człowiek. Tymczasem kobieta, która teraz łkała obok niej, była niesamowicie ludzka.
– Przykro mi, najlepiej będzie jak oddasz się dobrowolnie – odpowiedziała po chwili dziewczyna.
– Nie chcę wracać do piekła – powtórzyła, zanosząc się płaczem.
– Pozwól, że wytłumaczę jak to działa. Jeśli teraz cię zabijemy, to stracisz całą moc, jaką nagromadziłaś w ciągu całego swojego istnienia, zanim będziesz mogła opuścić piekło minie co najmniej kilkadziesiąt lat. Jeśli po prostu się poddasz, będziemy mogli ci pomóc. Łowcy przetrzymają cię przez kilka dni i zrobią parę badań. Opowiesz też wszystko, co wiesz o piekle. W zamian odeślemy cię przez portal, zachowasz całą moc, i najpóźniej za dwa lata będziesz w stanie powrócić.
– Nie chcę! – krzyknęła, podrywając się do góry. – Przecież musi być jakiś inny sposób, ciebie przecież nie odesłali. Mogłabyś pomóc mi uciec…
– To niemożliwe – przerwała jej Magda. – Łowcy przyjęli mnie do siebie, ponieważ zmieniłam się w demona z powodu klątwy. Zachowałam swoją własna duszę, dlatego nie muszę się pożywiać. Przykro mi, ale nie mogę ci pomóc. Taka niesubordynacja zakończyłaby się moją egzekucją.
– Jeśli się nie poddam, to mnie zabijesz, prawda? – Magdalena odpowiedziała jej skinięciem głowy. – Rozumiem. – Ponownie opadła na kanapę. – Dobrze, poddam się. Szkoda, że ja nie miałam takiego szczęścia jak ty.
– Chcesz mi o tym opowiedzieć?
– Pewnie, skoro i tak mam wkrótce zniknąć z tego świata… To było na początku lat pięćdziesiątych, miałam wtedy dwadzieścia jeden lat. Od urodzenia mieszkałam na wsi, no a tuż po wojnie tamtejsze społeczeństwo było jeszcze strasznie zacofane. Przez niektórych byłam już nazywana starą panną. Rodzice też chcieli jak najszybciej wydać mnie za mąż, miałam nawet kilku adoratorów, jednak wciąż się stawiałam. Wszyscy dostępni mężczyźni w wiosce byli albo starzy, albo beznadziejni, albo zajęci. Już dawno przestałam marzyć o związaniu się z kimś, kogo bym kochała. Chciałam po prostu wyjść za kogoś, kto by mnie nie obrzydzał.
– Nie mogłaś odejść z domu, przeprowadzić się do innej wsi, albo miasta? – spytała Magda.
– To było raptem kilka lat po wojnie, pieniędzy ledwo starczało nam na życie, do tego kobieta nie znaczyła wtedy nic. Rodzice nie pozwolili mi nawet uczęszczać do szkoły. Zaliczyłam jedynie kilka klas podstawówki, nauczyłam się czytać, pisać i liczyć, według nich więcej nie potrzebowałam. Miałam pracować w polu oraz jak najszybciej wyjść za mąż i rodzić dzieci. Większość dziewcząt było w niemal identycznej sytuacji.
– A nie było wtedy nakazu edukacji?
– No niby jakiś był, ale co z tego, skoro każdy miał to gdzieś? Mieszkając na małej wsi łatwo było się od tego wykręcić. A wracając do historii… Był taki jeden Zbigniew, syn siostry sołtysa. Był ulubionym kandydatem mojej rodziny, w końcu posiadał jakiś tam majątek. Szkoda tylko, że był wdowcem, miał prawie czterdzieści lat, a do tego był obleśnym idiotą.
 Skrzywiła się na jego wspomnienie, Magdalena wyczuła, że sukubce naprawdę ciężko o tym mówić. Zastanawiała się, czy jej nie przerwać, jednak doszła do wniosku, że wygadanie się może przynieść ulgę.
– Podejrzewam, że miał też coś nie tak z głową – kontynuowała kobieta. – Ostatecznie wybrałam jednak kogo innego. Tadzik był najmniej beznadziejnym kandydatem ze wszystkich. Byliśmy oficjalnie zaręczeni, plotki o moim staropanieństwie ustały, rodzina zadowolona, a ślub już za miesiąc.
– W takim razie co się stało?
– To było dwa tygodnie po zaręczynach. Z samego rana poszłam do lasu nazbierać grzybów, zawsze wolałam to od pracy w gospodarstwie, a Zbigniew doskonale o tym wiedział. Napadł mnie w lesie, miał nóż, wykrzykiwał jakieś obrzydliwe rzeczy. Wrzeszczał, że jestem tylko jego, że to on musi być moim pierwszym, że już nikt mnie nie zechce… – Zamilkła na chwilę. – A potem mnie zgwałcić. Broniłam się, jednak nie miałam siły go powstrzymać. Był strasznie brutalny. Zostawił mnie w lesie półprzytomną, w rozerwanym ubraniu.
Głos piekiemnicy zaczął się łamać, po jej twarzy było widać, że przed oczami stanęły jej wydarzenia z tamtego dnia. Magda nie wiedziała, co ma robić. Potrafiła bezbłędnie dostrzegać uczucia innych, jednak rzadko je rozumiała, a nawet jeśli się to udało, to nie wiedziała, jak powinna zareagować.
– Gdy odszedł zauważyłam, że obok mnie leży jego nóż. Wzięłam go do ręki i podcięłam sobie żyły. Nie chciałam żyć z tym piętnem. Przez cały czas myślałam o tym, że chcę się zemścić, że ten gnój zasługiwał na śmierć przez brutalne tortury. W końcu umarłam. Gdy się obudziłam, znajdowałam się w piekle. Widząc koszmar wojny przestałam wierzyć w Boga, wtedy tego pożałowałam…
– To nie przez brak wiary trafiłaś do piekła! – przerwała jej nastolatka. – To tak nie działa! W chwili gdy umierałaś w pobliżu musiał znajdować się jakiś demon, który postanowił się karmić twoim bólem. Brak wiary sprawił, że byłaś bezbronna, jednak nie byłaś przez to złym człowiekiem! – Niemal wykrzyczała te słowa.
– Naprawdę? – zdziwiła się. – Już mnie to nie obchodzi, to było tak dawno. Obudziłam się wtedy już jako demon. Dostałam swoją szansę, mogłam na chwilę powrócić i dokonać wymarzonej zemsty. Potem czekała mnie jednak marna egzystencja w piekle. Ponad pięćdziesiąt lat czekałam aż będę mogła powrócić…
Przerwał im dźwięk komunikatora Madzi, dzwonił Ivan. Dziewczyna niemal od razu odrzuciła połączenie.
– Powinnyśmy już iść – westchnęła.
 – Jasne. – Kobieta uśmiechnęła się smutno. – Rób co musisz.
Magdalena pogrzebała trochę w kieszeniach od swojego paska, po czym wyjęła srebrne kajdany.
– Te łańcuchy całkowicie zablokują twoją moc, wtedy będę mogła zaprowadzić cię do łowców. Niestety będzie bolało – ostrzegła.
– Nie boisz się, że zmienię zdanie i cię zaatakuje?
– Nie, jestem od ciebie o wiele silniejsza, mogłabym cię zabić w kilka sekund.
Dziewczyna nałożyła na nadgarstki sukuba srebrne bransolety. Gdy zaklęcie zostało wyzwolone, ciało kobiety ogarnęła jasna poświata, pomieszczenie wypełnił krzyk. Po kilku sekundach było już po wszystkim.
– Jak masz na imię? – spytała Magdalena, pomagając się podnieść osłabionej piekielnicy z ziemi.
– Od dwóch lat używam imienia Sara, jednak naprawdę nazywam się Jadwiga, nienawidzę tego imienia. Zbigniew je wtedy ciągle szeptał.
– Ja jestem Magda – odpowiedziała krótko, po czym chwyciła ją za ramię i zaczęła prowadzić do wyjścia.
Gdy zeszły po schodach, Madzia zaczęła się obawiać kolejnego ataku wrednych strzykawek, jednak udało jej się tego uniknąć. Po opuszczeniu budynku od razu skierowały się w stronę łowców.
– Nie daj się złapać po raz drugi – szepnęła kobiecie, po czym przekazała ją jednemu z członków stowarzyszenia. – Sara poddała się dobrowolnie, nie zróbcie jej krzywdy – oznajmiła wszystkim po chwili.
– Jasne – odpowiedział mężczyzna, który zaprowadził sukuba do furgonetki.
– Ivan. – Dziewczyna zaczepiła swojego opiekuna. – Chcę z tobą  o czymś porozmawiać.
– Coś się stało? – zdziwił się.
– Ta sukubka, ona zachowała swoje człowieczeństwo.
–To się zdarza naprawdę rzadko – odpowiedział. – Demony, nawet jeśli za życia były dobrymi osobami, zazwyczaj tracą rozum od przebywania w piekle.
– Rozumiem – skłamała.
– Wracasz z nami?
– Nie chce mi się – jęknęła.
– A co mam napisać w raporcie?
– Napisz, że przerażona sukubka atakowała łowców, bo była przerażona, ale po długiej i wzruszającej rozmowie postanowiła się poddać.
Nie czekając na odpowiedź, nastolatka rzuciła pas z ekwipunkiem na ziemię, po czym chwyciła swoją szkolną torbę i odleciała rozmyślając o zadaniu domowym na język polski.


Walki dziś nie będzie. Więc kiedy? Odpowiedź jest prosta, w następnym rozdziale. Będzie to jedna z najważniejszych walk, która rozpocznie historię właściwą. Ten rozdział został ukończony jakiś tydzień temu, jednak tak bardzo nie chciało mi się go publikować... Najpierw była chora sytuacja w szkole, potem moje urodziny, a na końcu protest, na którym zmarzłam i umierałam na katarek... W sumie to nie rozumiem czemu ludzie tak krytykują czarny protest. Było bardzo kulturalnie.
Kilka osób pisało, że z powodu szablonu posty są nieczytelne. Od ponad miesiąca starałam się zabrać za zmiany, jednak nie miałam pomysłu na nowy wygląd. Teraz jednak wzięłam się do roboty i byłoby idealnie, gdyby nie to, że zakładki postanowiły odpierdalać coś dziwnego. Ale chyba nie jest źle? Podoba wam się nowy szablon? Jeślibyście zobaczyli ile trzeba napisać kodów na tak prosty szablon, to zaczęlibyście kwestionować zdrowie psychiczne programistów, ale ja taka już po prostu jestem. Uwielbiam pisać kody, bo wtedy czuję się taka mądra:)
Podobał się wam ten rozdział? Kilka osób domagało się poskromienia nauczyciela od angielskiego. Myślę, że taka pacyfikacja wystarczy.
W następnym rozdziale będziecie mogli przeczytać o epickiej walce na terenie szkoły. Dowiecie się również co Madzia robi w tym pieprzonym liceum i o co chodzi z tym artefaktem.
O czym chcielibyście przeczytać w kolejnych rozdziałach?


3 komentarze:

  1. Hejka. Chciałbym Cię zaprosić na konkurs na moim blogu, gdzie do wygrania jest książka :)
    http://zapiskizwyobrazni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć, przeczytałem sobie twoje opowiadanie i muszę przyznać, że jest niezłe, a sama historia niebanalna, mimo że pomysł na główną postać po przejściach jest oklepany.
    Szkoła, którą opisałaś nieco przypomina moje gimnazjum (wspomnienia wróciły). Gdy przeczytałem, że przeżyłaś coś podobnego i opowiadanie jest na podstawie twoich przykrych doświadczeń, to miałem ochotę cię przytulić :)
    Mam nadzieję, że nie porzuciłaś tej historii, bo dosyć się wciągnąłem i będę tu zerkać od czasu do czasu. Trzymaj się ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anglista w końcu dostał za swoje, choć może to i tak za mało. Taki ktoś nie powinien uczyć, a już w ogóle przebywać między młodymi ludźmi. No ale dyrektorkę popieram! I chyba jako jedna z nielicznych myśli tutaj racjonalnie, a nie o Boże! to demon! wypędźmy ją!. To chyba dość logiczne, że takie istoty należy mieć po swojej stronie? Zwłaszcza, że Magda jest dobra, a że jest demonem. Dla mnie to atut. ^^
    Sukkuba... Lubię takie mieszanie, że niby ktoś kto powinien być zły z natury, taki nie jest, a tutaj pojawia się podstawa – człowieczeństwo, którego sporo ludzi po prostu nie ma... Choć liczę również na takie złe demony, bo gdy wszystkie demony będą w porządku, a to ludzie głównie będą źli, to się chyba zawiodę... No ale w końcu nic nie jest czarno-białe, a świat ma wiele odcieni szarości, co jak najbardziej tu widać. Nikt nie jest jednoznaczny, każdy ma prawo do zmiany decyzji, wyboru własnej ścieżki... Zaczęłam filozofować, więc lepiej skończę. ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.