wtorek, 2 sierpnia 2016

Retrospekcja

Luty, 2014 rok

Magdalena miała spędzić część ferii u ojca. Pan Sosnowiecki już od trzech lat mieszkał w małym miasteczku pod Dortmundem razem ze swoją nową rodziną. Rodzoną córką w ogóle się nie interesował, ograniczył się jedynie do zabierania jej do siebie dwa razy do roku. Robił to tylko dlatego, że tak wypadało. Tym razem miał jednak dodatkowy powód. Sprawa z alimentami posunęła się już naprawdę daleko, wniosek dotarł do niemieckiego sądu. Mężczyzna i jego nowa partnerka wszystko sobie przekalkulowali, bardziej opłacało się im wziąć dziewczynę do siebie, zwłaszcza, że w ten sposób dostali by trzecią dotację z Kindergeldu oraz alimenty od pani Alicji. Magda, mimo różnych zagrań ojca, nie chciała się zgodzić. Wiedziała, że jej macocha, która wychowywała jeszcze dwójkę swoich dzieci, była podłą osobą, a zgoda na przeprowadzkę groziła stworzeniem idealnych warunków do zostania kopciuszkiem.
Beata Bielińska, czyli nowa partnerka ojca Magdaleny, była kobietą zepsutą i wyrachowaną. Tak naprawdę nie kochała pana Sosnowieckiego. Szukała sobie jakiegoś jelenia, który pomógłby się jej utrzymać. Mężczyzna stanowił dla niej idealną zdobycz. Jako elektryk mógł sporo zarobić, do tego nie posiadał własnej osobowości i bardzo łatwo było go sobie wychować. Póki pan Maciej mieszkał w Polsce, i liczył się ze swoją żoną, zachowywał się przyzwoicie. Pozbawiony tego kontaktu zaczął szukać kogoś, kto by się nim zaopiekował. Gdy poznał Beatę wszystko się zmieniło. Kobieta wmówiła mu, że Alicja go już nie kocha, że go wykorzystuje, że okrada go z zarobionych pieniędzy, że na pewno od dawna go zdradza. Chłonął to wszystko jak gąbka, bez trudu dał się przekonać. Zostawił swoją żonę dla nowej partnerki, którą uważał za wcielenie niewinności i czystości, co było absurdalne, biorąc pod uwagę fakt, że miała ona trójkę dzieci, każde z innym facetem, do tego nigdy nie była w stałym związku dłużej niż kilka miesięcy.
Wygląd Beaty kojarzył się Magdzie z byłą dziwką, nawet burdelmamą. Kobieta była niska i miała dwadzieścia kilo nadwagi, jednak nie było to dla niej przeszkodą w noszeniu seksownych i obcisłych ubrań. Wyglądała po prostu tandetnie. Jej blond tlenione włosy były zniszczone ciągłym farbowaniem, podobnie zresztą jak jej twarz, która zawsze była pokryta grubą warstwą makijażu. Zdecydowanie nie wyglądała na swoje czterdzieści trzy lata. Magdalena dałaby jej ponad pięćdziesiąt, mimo to, jej ojciec uznawał swoją partnerkę za najpiękniejszą na świecie. Miłość jest ślepa, głucha, a przede wszystkim bezmózga…

Było dopiero po śniadaniu. Agata i Kuba, czyli dzieci Beaty, siedzieli w salonie i oglądali niemiecki program w telewizji. Chłopak miał jedenaście lat, jednak zachowywał się, jakby miał sześć, Magdalena coraz częściej zastanawiała się, czy nie jest on w jakiś sposób upośledzony. Córka macochy była jedynie rok starsza od Madzi, jednak dziewczyny niezbyt się dogadywały. Agata, mimo że odziedziczyła urodę po matce, uważała się za piękną i cudowną, a do tego była aż nazbyt typową nastolatką. Nie wychodziła z domu bez makijażu, cały czas przesiadywała na Facebooku, ponadto chorobliwie kochała się w One Direction i puszczała ich piosenki na okrągło. Ciągle się wymądrzała i co chwilę udowadniała, że charakterek również ma po mamusi, którą zresztą popierała w jej chorych przekonaniach.
Magda weszła do pokoju i usadowiła się na kanapie obok ojca, który rozkoszował się kawą. Nastolatka nie miała ochoty oglądać telewizji, zwłaszcza po niemiecku, dlatego przyniosła sobie książkę. Dziewczyna cały czas pragnęła bliskości taty, jednak nie potrafiła się z nim porozumieć. Mężczyzna był oderwanym od rzeczywistości gnojem, do tego całkowicie pod wpływem swojej kobiety. Mimo to jego córka tak bardzo go kochała…
– Twoja mama jest nieodpowiedzialna – podjął mężczyzna. – Jak mogła pozwolić ci przefarbować włosy? Ta czerń… Miałaś kiedyś takie piękne włoski, a teraz są takie nijakie.
Magdalena tylko westchnęła. Nie była przecież winna tego, że pewnego dnia po prostu obudziła się z nową fryzurą, poza tym, cieszyła się z tej zmiany. Włosy, z którymi się urodziła, miały odcień pomiędzy ciemnym blond a mysim brązem. Te cienkie, kruche kosmyki wyglądały po prostu beznadziejnie. Teraz za to posiadała długie, gęste, czarne pukle. Jej ojciec był dość staroświecki, jego zdaniem kobieta powinna być skromna i uległa mężowi. Agatki to oczywiście nie dotyczyło, ją uważał za świetnie wychowaną i odpowiedzialną, dlatego mogła robić co tylko chciała. Jeśli zaś chodzi o jego partnerkę, to zaślepiony miłością nie zwracał uwagi na żadnej wady.
– A ten tatuaż? – kontynuował. – Nie masz nawet szesnastu lat, to już zahacza o patologię. – Niezbyt delikatnie odgarnął jej włosy z karku, po czym spojrzał na symbol. – Dlaczego ten wzór przypomina pentagram? I skąd twoja matka miała na to wszystko pieniądze?
– To po prostu przypadkowa gwiazda, a pieniądze uzbierałam sama.
Nie za bardzo wiedziała, jak miała się wytłumaczyć z pieczęci łowców. Mężczyzna czepiał się jej o wszystko, stwierdził, że w ten sposób zdyskredytuje byłą żonę w oczach córki.  Starał się wzbudzić w dziewczynie nienawiść do matki. Przekręcał fakty, opowiadał różne kłamstwa, samemu kreując się przy tym na męczennika. Kilka razy próbował ją przekupić, jednak zaraz po tym żalił się, że nie ma pieniędzy, bo przecież wisiała nad nim groźba alimentów. Już sam gubił się w tych oszustwach. Opieka nad nastolatką nie była uregulowana sądownie, ale pani Alicja nie pozwoliłaby na przeprowadzkę swojego dziecka do Niemczech, aby zabrać ją do siebie, pan Sosnowiecki i jego partnerka potrzebowali mieć Madzię po swojej stronie.
Nastolatka lubiła słuchać, jak jej ojciec obiecywał, że wystarczy tylko jej zgoda, a wtedy zamieszka z nim i będzie im się cudownie żyło. Opowiadał o jej pokoju, który miałaby dzielić z Agatą, o szkole, do której uczęszczało już kilku Polaków, i że nie może się na to wszystko doczekać. Magdalena nie była głupia, wiedziała, że to wszystko jest kłamstwem, a w najlepszym wypadku marzeniami, jakim jej macocha na pewno nie byłaby przychylna.
– W takim razie nie powinnaś dostawać kieszonkowego – wtrąciła się Beata, która nagle weszła do salonu.
– Nie mam kieszonkowego, odkąd nie dostajemy alimentów, czyli od zawsze! – powiedziała podniesionym głosem Magda.
– Co to niby ma znaczyć?! Przecież doskonale wiesz, że twój ojciec nie ma pieniędzy – zirytowała się kobieta.
– No tak, bo nowe mieszkanie i samochód to ogromny wydatek. A to, że ja z matką nie mamy za co żyć, bo ojciec zostawił nas ze swoimi długami, to przecież nic wielkiego. Całą zimę chodziłam w zwykłych adidasach bo nie miałam pieniędzy nawet na głupie kozaki.
– Magda!   wrzasnął jej ojciec. – Masz natychmiast przeprosić! To dom Beaty, tylko dzięki niej możesz tu być. Powinnaś być jej wdzięczna.
– Po prostu zajebiście! – Dziewczyna poderwała się z kanapy. – Byłeś taki dumny, tak się chwaliłeś, że strasznie harowałeś żeby kupić ten dom, a teraz się okazuje, że on nawet nie jest twój! Zgaduję, że samochód też nie…
– Zamknij się, ty tępa dziewucho! – krzyknęła jej macocha.
– Dlaczego?! To wszystko twoja wina! Przestań wreszcie trzymać go pod pantoflem i traktować jak sponsora! Jak śmiesz zabraniać mojemu ojcu płacić alimenty, skoro sami dziadowaliście?! Byłam tu, kiedy sprowadziłaś Kubę, przecież przywiózł ze sobą żywność z opieki społecznej.
Magdalena nienawidziła tej kobiety. Miała ochotę przywalić jej łopatą w pysk, tylko po to, żeby zobaczyć, czy jej makijaż zostawi na szpadlu odcisk twarzy. Wiele razy zastanawiała się, dlaczego ojciec zostawił jej matkę dla Beaty, nie była ona ani młodsza, ani ładniejsza, ani mądrzejsza, czy nawet bardziej uległa. Zachowywała się za to jak szmata. Nawet swoje dzieci zaniedbywała, byleby tylko jej było dobrze.
Kiedy ona mieszkała już na stałe w Niemczech, dzieciaki zostawiła pod opieką babci, gdzie były w stanie w miarę godnie egzystować tylko dzięki różnym zapomogom. Bywały miesiące, w których nie wysłała rodzinie żadnych pieniędzy, po wolała pójść do spa albo zorganizować kolejną imprezę. Skutecznie jednak wyprała swoim dzieciom mózgi, gdyż te nie czuły się ani trochę zignorowane. Jedynie jej najstarszy syn nie chciał utrzymywać z nią kontaktu. Gdy kobieta wreszcie znalazła sobie kogoś, kto zapewnił jej stabilizację finansową postanowiła sprowadzić Kubę i Agatę do siebie. Od tej pory żyło im się o wiele lepiej, niestety nadal znajdowali się na drugim miejscu.
– Nie pozwolę ci mówić tak do ani do mojej matki, ani Macieja, który jest teraz moim tatą! – wtrąciła się córka Beaty. – Jak ci mało pieniędzy, to idź do pracy. Ja i Kuba nie raz zbieraliśmy jagody, przez kilka godzin dziennie, żeby mieć pieniądze na podręczniki. Powinnaś wziąć z nas przykład. Nie masz prawa żądać pieniędzy od swojego ojca.
– To oznacza jedynie tyle, że twojej mamusi nie chciało się złożyć wniosku o pomoc w przygotowaniu wyprawki szkolnej. No ale po co? Przecież nic by z tego nie miała – zakpiła Madzia.
– Spadłaś na samo dno – stwierdził jej tata. – Odkąd straciłaś ze mną kontakt zaczęłaś się zachowywać jakbyś pochodziła z marginesu społecznego. Jesteś porażką wychowawczą! Twojej matce powinno się ograniczyć prawa rodzicielskie. Powinnaś przenieść się do mnie, ja już bym cię ustawił!
– A ty niby jesteś dobrym tatusiem?! – Magda była naprawdę wściekła. –  Gdzie byłeś, gdy chcieli mnie wyrzucić ze szkoły?! Gdzie byłeś, gdy chciałam się zabić?! Gdzie byłeś, gdy trafiłam do szpitala z powodu zatrucia?! Gdzie byłeś, gdy płakałam po nocach w poduszkę… – Przerwał jej cios w twarz, który dostała od własnego rodzina.
– Dlaczego bronisz kogoś, kto całe życie nazywał cię demonem?! – wrzasnął.
– Wiesz co? – Starła z twarzy krew, która pociekła jej z ust. –  Miała rację!
Ciało Magdaleny ogarnęły płomienie. Wpadła w szał. Spojrzała na ojca i jego nową rodzinę z nienawiścią. Delikatnie podniosła ręce, wszystkie szyby momentalnie pękły. Po pomieszczeniu hulał nienaturalny wiatr, który rozrzucał wszystkie sprzęty. Niemal cały pokój płonął szkarłatnym ogniem. Wszyscy domownicy zostali rzuceni o ścianę i z przerażeniem patrzyli na demonicę. Dziewczyna zatrzymała swoją moc. Nie był to niekontrolowany wybuch złości, z tym świetnie radziły sobie zioła, które dostała od łowców. Zrobiła to umyślnie i z premedytacją.
Magda z wyższością spojrzała czerwonymi oczami na leżącego na ziemi ojca. Nikomu nie zrobiła poważnej krzywdy, nie była taka. Wystarczyła jej satysfakcja z okazania swojej siły. Dziewczyna rozejrzała się po pobojowisku i uśmiechnęła się. Nie miała już czego tu szukać. Wyskoczyła przez okno i wypuściła skrzydła gdy znajdowała się niecałe dwa metry nad ziemią. Kiedy leciała w nieznanym sobie kierunku, usłyszała syreny policyjne. Magdalena wiedziała tylko, że ma kierować się na północny wschód, nie miała pojęcia jak wrócić do domu.

Ivan był naprawdę wściekły. Ciągle miał z demonicą jakieś problemy. Męczył się z nią od prawie roku. Gdyby tylko nie podpadł szefowi, to jego życie byłoby prostsze. Swoją niesubordynacją uratował kolegów, którzy wpakowaliby się w pułapkę. Oficjalnie dostał za to pochwałę, jednak przy okazji podkopał ego swojego przełożonego. Właśnie wtedy napatoczyła się Madzia. Mężczyzna miał z niej zrobić łowczynię demonów. Dziewczyna była utalentowana i potężna, jednak jej trening zabierał mu kilka godzin wolnego czasu tygodniowo, i to za niemal zerową stawkę. Do tego jego podopieczna była wariatką oraz seryjną samobójczynią. Co chwile wszczynała kłótnie lub rzucała jakimiś kąśliwymi uwagami, a w tym była mistrzynią.
Po południu zadzwoniła do niego matka Magdy, którą uważał za jeszcze bardziej obłąkaną niż córka. Kobieta dostała telefon od byłego męża. Odezwał się tylko po to, aby ją zwyzywać za to, co zrobiła Magdalena. Jedynym, czym tak naprawdę się przejął, był fakt, że mieszkanie potrzebowało teraz kapitalnego remontu, na co oczywiście żądał pieniędzy od ekspartnerki. To, że jego dziecko jednak okazało się demonem mało go obchodziło. To, że nastolatka od kilku godzin samotnie błąkała się po obcym kraju, nie miało już żadnego znaczenia.
Kiedy pani Sosnowiecka zwróciła się do łowcy po pomoc, ten miał już wychodzić do domu. Był wkurzony, ale nie miał wyjścia, przecież odpowiadał za nastolatkę, a ta wpakowała się w poważne kłopoty. Chwycił kubek termiczny z kawą i wyruszył na poszukiwania. Już od kilku godzin był w trasie. Całe szczęście, dzięki pieczęci bez trudu mógł określić dokładną lokalizację demonicy.
Było już ciemno, gdy wreszcie ją zobaczył. Szła poboczem, ubrana była jedynie w jeansy i jasnoszarą koszulę, nie miała nawet butów. Kulała przy każdym kroku. Zatrzymał się kilka metrów przed nią. Dziewczyna rozpoznała jego samochód. Upadła kolana i skuliła się.
– Lena? Co się stało? – spytał mężczyzna.
– Skrzydła mnie zawiodły i spadając zahaczyłam o jakiś znak drogowy – odpowiedziała tępo patrząc się w przestrzeń.
– Nie o to pytam. Co tu robisz?
Magdalena nie odpowiedziała. Ivan dostrzegł łzy w jej oczach.
– O Boże, dlaczego ja? – szepnął.
Ukląkł przed nią i zrobił coś, czego sam się nie spodziewał. Po prostu ją przytulił. Nastolatka zaczęła głośno szlochać. Pogładził ją po głowie. Trwali w tej pozycji przez kilka minut.
– Wracajmy do domu – powiedział w końcu. – Twoja matka wariuje z niepokoju. Chyba nie chcesz, żeby się jej pogorszyło…
– Dobrze.
Nastolatka wstała i uśmiechnęła się, jednocześnie ocierając łzy. Zrobiła krok i syknęła z bólu, gdy zatrzymała się na chwile, adrenalina ją opuściła, a nadwyrężone kolano doszło do głosu. Mężczyzna westchnął i bez pytania wziął ją na ręce, po czym posadził na tylnej kanapie samochodu.
– Jutro pojadę po twoje rzeczy – obiecał, po czym usiadł na miejscu kierowcy i odpalił silnik.
W drodze powrotnej Magda opowiedziała swojemu opiekunowi o wszystkim, co miało miejsce w mieszkaniu jej taty, później jednak zasnęła. Ivan spojrzał na nią i poczuł dziwne ciepło w sercu. Wyglądała na taką spokojną i bezbronną.
Zrozumiał, że właśnie coś się zmieniło. Klątwa marnego żywota była czymś okropnym, dziewczyna nie mogła mieć łatwego życia. Jej własny ojciec doprowadził do tego, że zaryczana błąkała się po Niemczech. Nie miała nikogo. Nawet jej matka, mimo tego, że strasznie kochała córkę, niszczyła ją swoją chorobą psychiczną. Łowca pojął, że sam jest przyczyną kilku nieprzyjemności, które spotkały demonicę. Właściwie dlaczego? Czemu jej nie znosił? Przecież nic mu nie zrobiła.
Powodem było jego lenistwo oraz nienawiść do przełożonego. Poczuł się z tą myślą strasznie.
Ivan miał za sobą jedynie trzy godziny snu, ale tak jak obiecał, pojechał odebrać rzeczy Magdy. Dotarł na miejsce pod wieczór. Bez trudu znalazł blok, w którym mieściło się mieszkanie pana Sosnowieckiego. Tylko w jednym budynku część okien była zasłonięta deskami, co ciekawe, ucierpiały aż trzy piętra.
Mężczyzna wszedł po schodach i zadzwonił do drzwi. Otworzył mu facet, którego doskonale znał ze zdjęć stojących w domu jego podopiecznej.
– Czego? – spytał.
– Jestem opiekunem Magdaleny – odpowiedział, po czym pokazał legitymację łowcy demonów, którą nosił ze sobą właśnie na takie okazje.
Nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Już na korytarzu można było dostrzec ogrom zniszczeń. Ściany były pokruszone, a rzeczy dookoła porozrzucane. Salon miał się jednak o wiele gorzej.  Nie zostało w nim nic, co nadawałoby się do użytku. Pomieszczenie przypominało melinę jakiegoś zbieracza śmieci. Wszędzie walały się połamane meble oraz potłuczone szkło.
– No proszę, zdolna bestia –  stwierdził, po czym gwizdnął z podziwem. – Jak to się stało?
– Ten potwór wpadł w szał zupełnie bez powodu – odpowiedział pan Maciej. – Wznieciła ogień i zaczęła wszystko niszczyć. Rzucała nami po ścianach, chciała nas zabić, ale potem uciekła, zostawiając nas poważnie poturbowanych.
– Nic nie jest osmalone, nie ma nawet śladu po ogniu, zapewne był tylko ledwie ciepłą emanacją. – Ivan rozejrzał się wokoło. – Naprawdę zdolna… Przyszedłem po jej rzeczy – dodał po chwili.
Mężczyzna podążył za gospodarzem, przy okazji przyglądając mu się. Łowca nie zauważył żadnych zadrapań, ani siniaków na jego ciele. Nie mogła mu się stać żadna poważna krzywda. Magda zarzekała się, że uderzył jedynie plecami o ścianę, wszystko wskazywało na to, że nie kłamała.
Ivan znalazł się w innym pokoju, który ewidentnie należał do dzieci. Miał o tyle łatwiej, że Magdalena prawie się nie rozpakowywała, stwierdził, że zapewne nie czuła się w tym domu zbyt komfortowo. Dopakował do walizki wszystkie rzeczy leżące wokół niej, po czym ją zapiął.
– Gdzie pana partnerka? – spytał mimochodem.
– Pojechała z dziećmi na zakupy żeby jakoś to wszystko odreagować – odpowiedział pan Sosnowiecki.
– Magdalena mi wszystko opowiedziała – kontynuował. – Zapewniam pana, że gdyby chciała, to bez trudu by was zabiła. Mogłaby nawet zrównać ten budynek z ziemią. Jest naprawdę zdolna.
– Dlaczego broni pan tego pomiotu szatana? – prychnął.
– Mówi pan o swojej córce! – warknął łowca. – Zupełnie nie rusza pana to, że mieliście w domu atak demona?
– Nic nie obchodzi mnie ten rozchwiany emocjonalnie potwór. Nie mogę w dalszym ciągu uznawać tego pomiota szatana za swoje dziecko, takie wynaturzenia powinno się likwidować – stwierdził. –  Poza tym, pewnie nawet nie jest moja. Alicja musiała się puścić z jakimś demonem.
Ivan nie wytrzymał, znienacka uderzył mężczyznę w twarz. Trenowanie tajskiego boksu może i nie było zbyt przydatne w walce z demonami, ale na takich gnoi było jak znalazł. Ojciec Magdy rzucił się na niego z pięściami, mężczyzna zrobił unik i wyciągnął swojego glocka. Wiedziony kilkuletnim doświadczeniem, nigdy nie rozstawał się ze swoim sprzętem.
– Słuchaj koleś – powiedział, celując mu miedzy oczy. – Ona jest moim pomiotem szatana i nie życzę sobie byś ją krzywdził. Od teraz to ja będę dla niej ojcem, a ty nawet nie próbuj się do niej zbliżać.
– Ona jest demonem! Powinno się ją trzymać pod kluczem! – wrzeszczał gospodarz. – Policja już tu była, zniszczę was! Zapłacicie za wszystko!
– I co im niby powiedziałeś? – zaśmiał się. – Że twoja córka, która jest demonem, użyła magii? Ciekawe, czy ktokolwiek w to uwierzy? – drwił dalej. – Możecie sobie wymyślać z partnerką jakieś wiarygodne kłamstwa, ale nic tym nie ugracie. Magdalena jest już w domu, a ty wcześniej nie zadałeś sobie trudu, żeby zabrać ją choćby na spacer. Nie masz żadnych dowodów, że tu była, a jeśli będzie trzeba, to załatwię światków, którzy potwierdzą, że nie opuściła Polski.
– Załatwimy was – wysyczał pan Sosnowiecki. – Beata ma znajomości, nie uda się wam ta intryga.
– Stowarzyszenie Łowców Demonów ma jeszcze większe znajomości. – Przyłożył mężczyźnie lufę do czoła. – Organizacja jest ogromna, działa na całym świecie. Wszystko uda się nam zatuszować. A jeżeli będziesz za bardzo fikać, to zlikwidujemy ciebie i całą twoją nową rodzinkę. – Schował pistolet do kabury. – I zacznij wreszcie płacił alimenty. Moje plugastwo ma dosyć dziadowania.
Ivan chwycił różową walizkę i opuścił mieszkanie, zostawiając za sobą zdezorientowanego gospodarza. Pan Maciej miał teraz spory problem. Gdy jego partnerka dowie się o tym wszystkim, będzie jeszcze bardziej wściekła. W końcu to była jego córka. Nie dość, że nie udało mu się odebrać dziewczyny matce, to jeszcze będzie musiał się zachować w porządku wobec byłej żony, nie wspominając już o tym, że nie dadzą rady wyłudzić pieniędzy na remont. Ubezpieczenie również stanęło pod znakiem zapytania.

Minął tydzień. Ivan siedział przy biurku i konsultował się z innym łowcą w sprawie wypełniania dokumentów. Nienawidził tego, ale przynajmniej był już na tyle wysoko w hierarchii stowarzyszenia, że otrzymał własne biuro. Część tego sukcesu zawdzięczał trenowaniu demonicy.
Miał za sobą sporo pracy. Stawał na uszach, aby jego podopieczna nie miała problemów z powodu tego, co zrobiła u ojca. W gruncie rzeczy był z niej dumny. Od początku ich współpracy, dziewczyna po raz pierwszy porządnie się komuś postawiła i stanęła we własnej obronie. Do tej pory, gdy ktoś ją krzywdził, prawie nie reagowała. Potrafiła porządnie odpyskować, ale była kompletnie zaszczuta przez ojca, nauczycieli, kolegów ze szkoły, nawet własną matkę.
 Zrobiła się z tego sprawa międzynarodowa, ale udało mu się wszystko załatwić. W raporcie trochę poprzekręcał fakty. Winę zwalił na ojca, który wywołał u niej silne emocję, oraz zioła, które nie zadziałały. Stowarzyszenie zajęło się tuszowaniem tej sprawy w Niemczech, a Magdalenę zostawiono w spokoju. Dziewczyna miała szczęście, że stanowiła cenny nabytek dla organizacji. Z demonami o słabszej mocy nie postępowano by tak łagodnie.
Od tego nudnego zajęcia oderwało go pukanie do drzwi. Do gabinetu weszła jego podopieczna.
– Lena? Co ty tu robisz? – zdziwił się.
– Mama kazała ci przynieść ciasto w ramach podziękowania – odpowiedziała.
– Nie będę wam przeszkadzać. – Pracownik chwycił plik dokumentów i przesiadł się na kanapę w rogu pokoju.
– Może i jest wariatką, ale ciasta pieczę najlepsze na świecie – kontynuowała. – Wiesz, że wczoraj na nasze konto wpłynęła część zaległych alimentów? Niesamowite, że wywołałam u ojca taki strach, że aż z własnej woli zaczął płacić.
– No, nieźle – mruknął Ivan.
Nastolatka nie mogła wiedzieć, że to nie ona tak przestraszyła swojego tatę. Łowca nie miał jednak zamiaru zdradzać jej tego, że to on przemówił mu do rozsądku. Nie znał się na dyplomacji, ale na mordobiciu już tak. Uśmiechnął się na myśl o tym, był z siebie naprawdę zadowolony. Nagle jego wzrok padł na obandażowany nadgarstek Magdy.
– Lena, do jasnej cholery! Opamiętaj się, to była już twoja czwarta próba samobójcza! – krzyknął. – Co tym razem?
– Od niedawna potrafię przywołać miecz – odpowiedziała cicho. – Miałam nadzieję, że demoniczne ostrze będzie wystarczająco potężne, niestety i tym razem rana zbyt szybko zaczęła się goić.
– Upływ krwi nigdy cię nie zabije – westchnął zawiedziony postępowaniem dziewczyny. – Ja rozumiem, że dojrzewanie, a do tego klątwa i brzemię bycia demonem, ale spróbuj może jogi, tai chi, ewentualnie obij komuś mordę, ale przestań próbować się zabić, bo to akurat nigdy ci się nie uda, a mnie przysparza problemów. W końcu to ja musiałem cię ostatnio skrobać z chodnika...
Pierwszą próbę zaliczyła, gdy miała trzynaście lat, podcięła sobie wtedy żyły, rana zdążyła się jednak zasklepić zanim straciła przytomność. Po tygodniu nie było już nawet śladu. Rok później postanowiła skoczyć z trzypiętrowego budynku szkoły. Przez kilka godzin leżała połamana na betonie, cały czas zachowując świadomość. Dopiero w środku nocy Ivan, zaalarmowany przez jej zmartwioną matkę, znalazł dziewczynę. Wściekły zabrał ją na teren stowarzyszenia, gdzie jeden z ich lekarzy poskładał ciało demonicy. Nie minęło nawet pół roku, a postanowiła połknąć kilka opakowań leków przeciwbólowych. Poczuła się ledwie senna. Wtedy postanowiła zaniechać kolejnych prób, jednak ojciec doprowadził ją do takiego stanu, że znowu chciała targnąć się na swoje życie. Wiedziała, że jest gnojem, wiedziała, że zapewne znowu ją skrzywdzi, ale kochała go i pragnęła jego akceptacji.
– Postaram się, żeby to był ostatni raz. – Położyła pudełko z ciastem na biurku i skierowała się do drzwi. – Dlaczego właściwie zawsze mówisz do mnie Lena? – spytała po chwili.
– Bo to nie przystoi, żeby plugastwo nosiło takie święte imię – odpowiedział.
– A więc jestem plugastwem?
– Tak.
– Nawzajem. – Uśmiechnęła się i wyszła.
Ivan wygodnie rozsiał się w fotelu, po czym wziął jeden z kawałków pokrojonego już ciasta. Kiedy wziął pierwszy kęs, aż jęknął z zadowolenia. Uwielbiał słodycze, a jabłecznik pani Alicji był jednym z najlepszych wypieków, jakie kiedykolwiek jadł.
– Dlaczego tak się nią przejmujesz? – spytał mężczyzna, który do tej pory dyskretnie podsłuchiwał, siedząc na kanapie. – Przecież jej nie znosiłeś.
– Jak zobaczyłem to chuchro takie zaryczane, jak się we mnie wtuliła, i przy okazji zasmarkała mi kurtkę, to coś wie mnie pękło – wyjaśnił. – Zrozumiałem, że ona jest moim plugastwem i nikomu nie pozwolę jej krzywdzić.


Retrospekcje będą publikowane, gdy w opowiadaniu będzie pojawiał się większy przeskok w czasie. Wyjątkiem była retrospekcja nr. 3, jednak ona była po prostu potrzebna, aby wyjaśnić ważne wątki. Już raczej nie pojawi się więcej historii z przeszłości, które będą wnosiły coś ważnego do fabuły, będą to po prostu zwyczajne przerywniki.
Niestety mój ojciec oraz jego nowa szmata mają się dobrze. Żyją sobie razem w nowym domu, jeżdżą nowym samochodem i grają szczęśliwą rodzinkę. Tata ze mną nie chce mieć kontaktu, dopóki go nie przeproszę. Ciekawe za co... Rozmowa o jagodach była prawdziwa. Zostałam zwyzywana za to, że chciałam alimentów od własnego ojca... Nikt mnie nie uderzył w twarz, ale zamiast tego nowa dziwka taty groziła mi nożem, ale to mi tu nie pasowało. Ojciec wyzywał mnie i moją mamę, nawet kotu się dostało, bo niby darmozjad.
Chciałam, aby ta historia była mega dramatyczna. Mamy więc tyrana, konflikty rodzinne, oraz łowce, który występuje w roli księcia na białym koniu. Co myślicie o Beacie? Niestety nie dałam rady w pełni przedstawić jej sukowatości. 
Jak podobało się wam zachowanie Ivana? Chciałam pokazać, że wcale nie jest gnojkiem. Dla Magdy jest kimś w rodzaju ojco-brata i wyznaje zasadę: "To jest mój pomiot, i tylko ja mogę się na niej wyżywać."
Tak jak obiecałam, przedstawiam wam ilustrację do rozdziału. Zapewne zastanawiacie się w jaki sposób Ivan trzyma głowę. Otóż ta poza ma przedstawiać: " O boże, za jakie grzechy muszę przytulać zasmarkany pomiot szatana?". A tak naprawdę nie wiedziałam jak narysować zaczesane włosy z profilu... Jak wam się podoba rysunek? Na swoje usprawiedliwienie mam to, że od dwóch lat rysuję touchpadem od laptopa, bo mój tablet umarł 3 lata temu:/ Chyba czas zainwestować w nowy. 

12 komentarzy:

  1. Ivan urósł w moich oczach. Nie czuję, że będę go shippować z Magdaleną, ale na pewno chcę widzieć więcej scen z nimi ;)
    I czytając wszystkie sceny, gdzie Magda jest poniżana,bita czy coś w tym stylu, mam ochotę wejść do środka opowiadania i pozabijać tych gnoi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nikt tak nie stawał w mojej obronie...
      Naprawdę się cieszę, że podobała ci się retrospekcja. Ivan pojawi się również w następnym rozdziale, chodź tylko na chwilę. Jeśli chodzi o poniżanie Magdy, to wkrótce mam zamiar jej odpuścić:)

      Usuń
  2. Naprawdę wstrząsające rozdziały. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że bardzo współczuję, zarówno bohaterce jak i Tobie.
    Historia jest bardzo dopracowana! Uwielbiam takie, ponieważ przynajmniej wszystko ma jakieś sensowne wyjaśnienie. Ciekawi mnie bardzo sprawa tego artefaktu, którego ma pilnować Magda. Jak sądzę, to właśnie wokół niego w dużej mierze ma kręcić się akcja? :)
    Masz świetny styl; lekki. Nie ma wielu błędów, co jest ogromnym plusem, jedynie kilka literówek i powtórzeń się zdarzy :)
    Cóż, czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Charlotte Petrova

    Auror z wymiany
    Wschód słońca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mogłabyś wskazać w których miejscach są błędy?( jeśli to nie problem)
      Oczywiście artefakt ma tu spore znaczenie, ale puki co narrator go zignorował, bo jak pisałam w prologu, zdradzanie wszystkich szczegółów od razu jest nudne. Wszystko wyjaśni się za jakieś 2-3 rozdziały:)

      Usuń
  3. Jestem pod wrażeniem całego opowiadania. Świetnie piszesz. Ivan coraz bardziej mnie zaskakuje!

    Pozdrawiam i życzę weny. U mnie nowy post
    http://royal-love-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. witaj!
    Chciałbym Ci serdecznie powiadomić, iż zostałaś nominowana do LBA na blogu:
    https://jestemtwoimbratem.blogspot.com/p/lba-2.html
    po za tym mega rozdizał, w ogóle, bo się tu jeszcze nie wypowiadałem, ale masz strasznie porywający styl opisu? chyba tak to mogę ująć :)
    pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć, cześć!

    Twój blog walczy o miano blogu miesiąca wrzesień 2016! Sonda jest po lewej stronie na:
    Kocham Czytać Blogi

    Zapraszam!

    M. Sheriedan xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny rozdzialik :D
    Zapraszam na kolejny rozdział u mnie http://nie-zaznasz-szczescia-noszac-maske.blogspot.com/2016/08/2.html

    Poinformowałam cię, bo po komentarzu stwierdziłam, że ci się spodobało ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. "Ona jest moim plugastwem i nikomu nie pozwolę jej skrzywdzić" - och, uroczo :3
    Lubię tego Ivana, nawet imię ma fajne, nawet jak ten piosenkarz Ivan Komarenko od piosenki "jej czarne oczy" (uwielbiam tę piosenkę :D ).
    Biedna Madzia... Ojciec chuj (ja swojego też parę razy miałam ochotę zabić), macocha i jej córka - szkoda strzępić język, w szkole przesrane, w życiu też. Jedynie matka się nią opiekuje, ale też nie widać, aby wkładała w to wiele wysiłku, ale mimo wszystko jest lepsza od innych i w sumie ją lubię. A już najlepszy jest Ivan, swoją drogą szykuje się wątek miłosny, czy tylko mi się zdaje? Btw. Ile w ogóle lat ma Ivan? To jest relacja na zasadzie ojca i córki? Ale nie ważne, co jest i będzie, ktoś ją kocha :)
    Opowiadanie naprawdę super! Będę to powtarzała. Wszystko mi się w nim podoba, a zwłaszcza ta część odnośnie dupnego życia Madzi. Nie wiem czemu, może dlatego, że sama miałam podobnie? Zwłaszcza odnośnie ojca.
    Dziwi mnie tylko, że nie byli tak do końca zdziwieni, że wśród nich jest demon, i mam tu na myśli wszystkich, którym się ujawniła, dresom w szkole z poprzedniego rozdziału i teraz ojcu i reszcie jego głupiej rodzinki. Choć nie jest to błędem czy coś. Jest to ciekawe.
    I współczuję Madzi, ale jestem pewna, że jeszcze zazna w życiu szczęścia :) Ivan o to zadba, heh. A może i klątwa zostanie jakoś przełamana? Zdjęta?
    Opowiadanie jest mega super i mega dopracowane i przemyślane! Anielsko (taki paradoksik) się czyta to opo o demonicy, zarówno strona obyczajowa jak i ta fantasty jest super :)
    Lecę dalej :3

    Pozdrawiam, weny i inspiracji
    anielskie-dusze.blogspot.com
    sekretna-dusza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam xD
      Rysunek śliczny :)
      Też rysuję, ale na papierze i tylko ołówkami albo węglem.
      Uroczy obrazek i ładne cienie Ci wyszły C:

      Usuń
    2. Ivan ma 31 lat (30 w retrospekcji) i przykro mi, nie będzie z tego romansu. A jeśli chodzi o klątwę, to nie mogę za wiele zdradzić, ale zacytuję fragment prologu: "im mniej była człowiekiem, tym słabiej oddziaływała na nią klątwa zmarnowanego żywota."
      A cieniowanie to moja największa zmora, serio dziwię się, że ci się podoba:P

      Usuń
  8. Od momentu, gdy przedstawiłaś Ivana wiedziałam, że to w porządku koleś. I jak powiedział, że tera on będzie dla Magdy ojcem bardzo mi się spodobało, bo gdzieś na początku tego rozdziału, gdy się pojawił, tak właśnie o nim pomyślałam. Że mimo wszystko to właśnie on może być tym światełkiem, które pomoże Magdzie przejść przez ciężki okres.
    Pochwalam, że walnął ojca w ryj, tylko dlaczego raz? Koleś zasłużył sobie na znacznie więcej. Swoją drogą to jest przykre (wiem, że to zbyt lekkie określenie, ale przy takim pozostanę), jak ktoś może odwrócić się od własnej (rodzonej!) córki, bo ma nową rodzinę, a własnego dziecka nie rozumie. Z jednej strony żal mi ojca Magdy, bo on nie wie ile traci odwracając się od niej. Dziewczyna jest wyjątkowa i powinien to docenić, a nie ją gnębić. Ale jak ktoś ma wyprany mózg i brak własnego zdania, no to cóż... Tłumaczenia za wiele nie pomogą.
    Och, znam takie naciągaczki jak Beata i dziwi mnie, że niektórzy faceci się na to nabierają, a później szok! Bo koleś rogami haczy o sufit... Takie baby się nie zmieniają, znajdzie innego frajera z grubszym portfelem i ukochanego zostawi.
    Wspomnienie o samobójstwach sprawiło, że po kręgosłupie przebiegły mi ciarki... Wiem doskonale jak wygląda to po tej drugiej stronie i nikomu nie życzę, żeby przez to przechodził, bo w przypadku samobójców ofiar jest znacznie więcej, choć nie każdy o tym wie... A rysa na psychice nie pozostaje tylko w umyśle tej osoby, która chciała odebrać sobie życie... A tak naprawdę śmierć nie jest rozwiązaniem niczego.

    A tak poza tematem opowiadania, a bardziej w sferze życia prywatnego... Podesłałaś ojcu link do opowiadania? Co prawda jest opcja, że jeśli by przeczytał, to by się wqrwił, ale może by coś do niego dotarło? Tak sobie gdybam...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.