piątek, 15 lipca 2016

Wyjebanizm to straszna choroba

Magdalena siedziała pod jedną z klas na parterze i czytała lekturę na język polski. Od dawna wyznawała zasadę, że podłoga to najwygodniejsze krzesło. W końcu zadzwonił dzwonek na lekcję. Dziewczyna niechętnie zawlekła się do sali, dumnie zwanej pracownią biologiczną, po czym zajęła swoje miejsce. W zeszłym roku był z tym niezły cyrk. Ic liczyła wtedy trzydzieści dwie osoby, a krzeseł było tylko trzydzieści, dlatego jeśli na biologii jakimś cudem stawili się wszyscy uczniowie, pojawiał się problem, który został zauważony dopiero po czterech miesiącach. Uczennica nie posiadała wtedy własnego miejsca, siadała po prostu tam, gdzie było wolne. W tym roku jednak sporo uczniów się wykruszyło. Odpadli przede wszystkim ci, co mieli problemy z frekwencja. Madzia jako jedyna uchowała się z tego grona, dlatego miała teraz podwójnie przesrane.
Pani Sokół zaplanowała eksperyment z badaniem barwników w roślinie, dlatego kazała się podzielić podopiecznym na kilka zespołów. Magda nienawidziła pracy w grupach. W jej wypadku odbywało się to na dwa sposoby, albo czekała, aż uczniowie się dobiorą, i dochodziła tam, gdzie brakowało ludzi, albo nauczyciel rozdzielał ich losowo. W obu przypadkach koledzy nie byli zadowoleni z tego, że muszą  pracować z demonicą, a ona nie wiedziała, czy ma się starać jakkolwiek pracować i starać o dobrą ocenę, czy po prostu nie robić nic, co zazwyczaj próbowano na niej wymóc.
Tym razem jej się poszczęściło, trafiła do jednej grupy z Malwiną Piłatnik, a ona nie pozwalała jeździć po nikim.  Można by rzec, że była obrończynią moralności w tej szkole. Mimo to wszyscy ją uwielbiali, co w dzisiejszych czasach wydawało się raczej dziwne. Dziewczyna jakimś cudem podbijała serca swoją charyzmą i chęcią do pomocy. Pomogła jej w tym również uroda. Miała piękne, ciemne, kręcone włosy, oliwkową cerę, oraz figurę modelki.
Uczniowie zdążyli już poprzestawiać stoły. Przedstawiciele zespołów zaczęli kompletować na zapleczu niezbędny sprzęt, z którego zdecydowana większość pamiętała komunizm i Związek Radziecki. W tym samym czasie nauczycielka rozdawała liście oraz kilka innych, równie potrzebnych drobiazgów. Pokrótce wyjaśniła na czym miało polegać doświadczenie, po czym pozwoliła przystąpić do pracy. Madzi przypadło zadanie polegające na utarciu niezbyt dobrze ususzonych, różanych listków. Pracownia nie miała na stanie moździerzy, a wszystkie łyżki, sztuk dwie i pół, były zajęte przez inne grupy.
Dziewczyna założyła lateksowe rękawiczki, żeby nie musieć później wygrzebywać resztek chwastów spod paznokci. Gdy zaczęła ucierać zielsko w palcach, do klasy weszła dyrektor Barbara Trzeciak, jak zwykle sprawiała ona wrażenie kobiety z klasą. Złudzenie to znikało, gdy tylko się odezwała. Dyrektorka była po czterdziestce i zawsze ubierała się elegancko. Na pierwszy rzut oka wydawała się kimś godnym naśladowania. W jej tonie głosu było jednak coś wulgarnego. Oczywiście potrafiła grać prawdziwą damę, jednak na co dzień uczniom kojarzyła się z ordynarną fajką w ustach, bo chodź żaden jeszcze nie widział jej z papierosem, to wszyscy wiedzieli, że pali jak smok.
– Sosnowiecka, chodź tu na chwilę – powiedziała z typową dla siebie manierą, która jasno dawała do zrozumienia, że ma wszystko i wszystkich gdzieś.
Uczennica zdjęła rękawiczki i podeszła do Pani Trzeciak, przeczuwając, że jej wizyta nie wróży nic dobrego.
– Przyszłam tu, żeby oficjalnie wręczyć ci naganę za nieobecności – oświadczyła kobieta.
Magdalena czuła, że wszyscy na nią patrzą, niektórzy z pogardą, inni wręcz z satysfakcją. Jeszcze dwa lata temu zapadłaby się pod ziemię, jednak teraz była już zaprawiona w bojach z nieprzychylnymi jej idiotami. Mimo to wciąż miała w pamięci dawną siebie.
– A dlaczego tak publicznie? – spytała zirytowana nastolatka. –  Wie pani jak takie upokorzenie może wpłynąć na osoby ze słabą psychiką?
– A co mnie to obchodzi? Jak ktoś ma tyle nieobecności, to zasługuje na takie traktowanie – stwierdziła, jakby nigdy nic, dyrektorka. –  Upokorzenie jest dobrą karą i motywacją. Tak robi się to od lat i nie mam zamiaru tego zmieniać.
– A wie pani w ogóle na czym w ogóle polega na przykład fobia społeczna? – spytała Madzia.
– Powtórzę: Co mnie to obchodzi? Jak ktoś ma problemy ze sobą to niech sobie poszuka pomocy, mnie nic do tego.
– I pani jest dyrektorem? Boże, chroń nas przed takimi pedagogami…
– Chcesz, żebym dołączyła do nagany zawieszenie w prawach ucznia? – zagroziła dyrka. – Pamiętaj, że po naganie dyrektora następne jest ostrzeżenie o skreślenie z listy uczniów, więc lepiej się ogarnij.
Nastolatka podpisała dokument, zaraz po tym kobieta wyszła. Magda była na granicy wybuchu. Światło w klasie zaczęło migotać.
– Wszystko w porządku? – spytała Malwina.
– Tak – odpowiedziała, po czym odrzuciła kartkę z naganą, ta natychmiast spłonęła w powietrzu, co nie umknęło uwadze kilku osobą.
Dziewczyna starała się skupić na zadaniu, jednak coraz trudniej było jej utrzymać moc. Ogarnął ją strach, nerwowo zaczęła się rozglądać po klasie. Uczniowie szeptali między sobą, patrzyli na nią z satysfakcją, a jednocześnie z obrzydzeniem. Właśnie dostali kolejny pretekst do wyżywania się na niej. Sasek rzucił w jej stronę jakąś obelgą, jednak ona nie słuchała. Jedna z żarówek pękła, posypały się iskry.
– Muszę wyjść – powiedziała Magdalena, po czym wybiegła z klasy.
Gdy szła korytarzem, zostawiała za sobą płonące ślady, na szczęście ogniki szybko gasły, a demoniczna emanacja skutecznie zaburzała działanie wszelkiej elektroniki, dlatego kamery nie były w stanie jej w tym momencie uchwycić. Uczennica udała się do toalety, wyszła przez okno i wypuściła swoje ogromne, pokryte czarnymi piórami skrzydła. Chwilę później do łazienki wpadła Malwa, która zmartwiona postanowiła jednak pójść za koleżanką. Zastała jedynie szkarłatne płomienie pod parapetem, które jednak szybko zniknęły.

Wylądowała na spalonej polanie, oddalonej o jakiś kilometr od szkoły. O tym miejscu krążyły różne legendy. Niektórzy sądzili, że wylądowało tu UFO, inni, że jakaś sekta odprawiała rytuały. Prawda była taka, że Madzia wyładowywała tam swój gniew, podobną miejscówkę miała też w pobliżu swojego domu.
Dziewczyna schowała skrzydła. Jej ciało cały czas ogarniały płomienie. Spod grzywki wyłoniły się krótkie, czarne rogi, które były niematerialne, podobnie jak ogon. Magdalena potrafiła przyjmować formę demona tylko częściowo, jednak w emocjach nie zawsze nad tym panowała, a im bardziej ujawniała swoje demoniczne jestestwo, tym jej moc była potężniejsza.
Skupiła swój gniew na drzewie, magia rozsadziła je na kawałki.  Magda zaczęła się miotać się po polanie, imitując walkę. Zadawała ciosy nieistniejącym przeciwnikom i ciskała wokoło płomieniami. Była naprawdę świetną wojowniczką. Jako demon wojny miała do tego niesamowity talent. Podczas swoich treningów kopiowała ruchy z różnych gier, w które z powodu swojej samotności uwielbiała grać. Zaczęła je zapamiętywać podświadomie, jeszcze zanim jej moc się ujawniła. Do jej ulubionych ruchów należały te  pochodzące z Tekkena, Wiedźmina, oraz Aiona, w który grała ze znajomymi z internetu w czasie ostatnich wakacji.
Po godzinie wyładowywaniu gniewu dziewczyna leżała po środku spalonej polany, której średnica po raz kolejny się powiększyła się o jakiś metr. Zaczął prószyć śnieg, który nie miał jednak żadnych szans z gorącą aurą tego miejsca. Czarny, dymiący krąg, po środku lasu, pokrytego białym puchem, wyglądał dość malowniczo. Nastolatka była już spokojna, nie chciała tracić więcej czasu. Otrzepała swoje ubranie z pyłu, po czym ponownie wzbiła się w powietrze.
Po kilku minutach wylądowała w krzakach nieopodal szkoły. Właśnie trwała jej ostatnia lekcja. Przynajmniej miała pewność, że nie natknie się na swoich kolegów. Postanowiła załatwić sprawę jak najszybciej. Skierowała swoje kroki do sali biologicznej. Nauczycielka siedziała przy biurku i sprawdzała kartkówki.
– Przyszłam po swój plecak – powiedziała nieśmiało dziewczyna.
– Stoi pod szafą – odpowiedziała pani Sokół, nie odrywając wzroku od klasówek. – Malwina cię spakowała.
– To ja już pójdę.
– Gdzie się podziewałaś? – spytała kobieta.
– Źle się poczułam – odpowiedziała nastolatka.
– I właśnie dlatego wyszłaś przez okno w toalecie?
– Potrzebowałam świeżego powietrza – oznajmiła, po czym opuściła salę i skierowała się do wyjścia szatni.
Gdy z kurtką w ręku szła drzwi wyjściowych, usłyszała za sobą kroki, kiedy odwróciła się, jej wzrok napotkał szkolną pedagog, panią Jolantę Miszniak.
– Możemy chwilę porozmawiać? – spytała.
Nie słysząc sprzeciwu, kobieta zaciągnęła ją do swojego gabinetu i kazała usiąść przy stoliku. Pani Miszniak miała 39 lat i była dość ładna, jak na osobę lekko przy kości. Jej twarz była przyjemna i budziła zaufanie. Była w tej szkole jedynym pracownikiem, na którym można było polegać. Co prawda większość nauczycieli była całkiem spoko, jednak nie lubili się oni zagłębiać w osobiste problemy swoich uczniów. W razie najmniejszych kłopotów odsyłali ich do szkolnej psycholog, która zrobiłaby wszystko dla swoich podopiecznych.
Magda zawdzięczała jej zaliczenie pierwszej klasy. Gdy większość profesorów postawiła na niej krzyżyk, to właśnie pani Miszniak się za nią wstawiła, ona jako jedyna była pewna, że dziewczyna, w przeciwieństwie do innych wagarowiczów, wcale nie olewała szkoły. Było to przecież doskonale widać po jej ocenach.
Magdalena jednak nie potrafiła jej zaufać, nie po tym co ją w życiu spotkało. Ostatni raz  z własnej woli była u pedagoga w szóstej klasie. Chłopak, który siedział w ławce przed nią, pobił ją na lekcji. Nauczycielka nawet tego nie zauważyła. Wszyscy mieli z tego powodu ubaw, w końcu była dla nich jedynie zabawką, którą tak uwielbiali dręczyć. Uczennica poczuła wtedy, że przesadzili, głównie dlatego, że tydzień wcześniej, na godzinie wychowawczej oglądali film edukacyjny o fali w szkole.
Wezwano sprawcę pobicia na rozmowę, później przepytano uczniów, jednak wszyscy zgodnie zeznali, że nic takiego nie miało miejsca, a nauczycielka potwierdziła jedynie, że dziewczynka z jakiegoś powodu popłakała się na lekcji. Pedagog zdecydował, że nie ukarzę chłopaka, a dziewczynie wstawił uwagę i obniżył sprawowanie za „tak perfidne kłamstwo”. W gimnazjum również się jej nie poszczęściło. Kobieta, na którą trafiła, zdecydowanie nie powinna wykonywać swojego zawodu. W końcu jak można powiedzieć uczniowi w twarz, że te szykany są jego winą, bo nie dość, że jest inny, to jeszcze nie potrafi się bronić?
Pokój, w którym aktualnie znajdowała się Madzia, był niewielki, a dzięki temu przytulny. Pani Miszniak zadbała o to, aby jej podopieczni czuli się tam dobrze, w zeszłym roku udało jej się nawet wyegzekwować od dyrekcji pomalowanie ścian na kolor głębokiej, uspokajającej zieleni.
– Dlaczego uciekłaś dzisiaj z lekcji? – spytała kobieta, siadając naprzeciwko swojej podopiecznej.
– Czy będę miała z tego powodu jakieś kłopoty?
– A jak myślisz?
– Że gorzej już być nie może – odpowiedziała Madzia.
Pedagog po raz kolejny rozpoczęła swoje kazanie, starając się przemówić uczennicy do rozsądku i zagrać na jej uczuciach. Skoro nastolatka nie chciała rozmawiać o swoich problemach, czuła, że nie ma innego wyjścia. Można powiedzieć, że odniosła sukces. Światło w gabinecie zaczęło migotać. Po chwili pięści uczennicy, które zaciskała w nerwach, zapłonęły. Dziewczyna natychmiast za pomocą swojej mocy zbiła żarówkę, chciała w ten sposób odwrócić uwagę od dłoni, które właśnie schowała pod stołem.
– No co się dzieje z elektrycznością w tej szkole?! – Kobieta wstała, by przyjrzeć się żyrandolowi.
Dziewczyna wykorzystała okazję i wysunęła pazury, po czym mocno zacisnęła palce  i cicho jęknęła z bólu. Płomienie natychmiast zgasły. Na podłogę pociekło kilka kropel krwi, jednak demonica miała nadzieję, że kobieta w najbliższym czasie tego nie zauważy. Rany niemal całkowicie się zasklepiły, zanim pedagog zdążyła wrócić na swoje miejsce.
– To powiesz mi, co się stało? –ciągnęła pani Miszniak.
– Wie pani, jak się poczułam, gdy dyrektorka kazała mi podpisać naganę? – zaczęła. – Wystawiona na pośmiewisko. – Jej oczy na sekundę zapłonęły czerwienią.
– Przecież nie tylko ty zostałaś tak potraktowana, co roku prawie setka uczniów dostaje jakieś nagany.
– No tak, ale niewielu w tej szkole jest w takiej sytuacji jak ja – kontynuowała nastolatka. – Poza tym, miałam znajomych z większymi problemami: z depresją, fobią społeczną, brakiem akceptacji siebie. Wszyscy mieli kłopoty z szykanami w szkole, a nadanie nagany jest idealnym pretekstem do wzmożonego ataku.  Ja jakimś cudem jestem wystarczająco silna, ale oni mogliby już tego nie udźwignąć.
– Może masz rację – westchnęła kobieta. – Pogadam z panią dyrektor, może od przyszłego roku uda się zmienić procedury.

Z powodu rozmowy z panią Miszniak, Magdalena nie chciała pozostawać w szkole. Miała obowiązek być na miejscu przez najbliższe kilka godzin, dlatego postanowiła pospacerować w pobliskim parku. Łowcy nie byliby zadowoleni z jej samowolki, ale dziewczyna była na tyle blisko budynku, że nie miałaby problemu z zareagowaniem w razie potrzeby. Na terenie liceum znajdowało się jej terytorium, nawet będąc kilkaset kilometrów stąd wyczułaby, gdyby jakiś demon naruszył jego granicę. Stowarzyszenie miało poważne braki w ludziach, dlatego w dni powszednie to ona musiała brać większość dziennych wart.
Gdy wreszcie wróciła do domu było już po dziewiętnastej. Zostawiła kurtkę, buty i plecak w przedpokoju, po czym skierowała się do kuchni, aby odgrzać sobie obiad. Kiedy była zajęta posiłkiem, do pomieszczenia weszła jej matka.
– Jak było w szkole? – spytała.
– Beznadziejnie.
– To znaczy? – Kobieta, jak zawsze, była bardzo dociekliwa.
– Dostałam kolejną naganę za nieobecności – odpowiedziała dziewczyna.
– Aha…
– Aha? To wszystko, co masz do powiedzenia? – zdziwiła się.
– A co mam niby zrobić? Być zła, za co? Przecież od początku doskonale wiem o każdej twojej nieobecności, sama usprawiedliwiam ci każdą głupotę, jaką tylko się da, więc tak, nie mam nic więcej do powiedzenia.
– Aha – powtórzyła za matką.
– To była ostatnia nagana, prawda?
– Tak, następne jest już ostrzeżenie o skreśleniu z listy – odpowiedziała nastolatka, po czym skierowała się do swojego pokoju.
Zamknęła za sobą drzwi i rzuciła się na łóżko. Azazel wskoczył jej na brzuch, i zaczął udeptywać żebra, mrucząc przy tym. Kiedyś Madzia nie mogła tego wytrzymać, lecz ostatnio stawała się coraz mniej wrażliwa na ból. Zaczęła tarmosić swojego futrzaka za obróżkę, nie znosił tego, o czym doskonale wiedziała. Denerwowanie go czasem sprawiało jej radość, zresztą ten nie pozostał je dłużny. Ugryzł ją w nadgarstek, po czym obrażony zeskoczył z łóżka i ułożył się na jasnej bluzie, którą Magda nieopatrznie zostawiła dzień wcześniej na podłodze.


Takie udeptywanie żeber przez kota bardzo boli, serio, wierzcie mi na słowo. Tym razem wszelkie przykre wydarzenia niestety znowu są w 100% prawdziwe, możecie więc tak trochę zacząć mi współczuć.
Co myślicie o dyrektorce? Wbrew pozorom nie jest aż tak negatywną postacią, ona po prostu cierpi na wyjebanizm. O wiele gorsza jest wychowawczyni, którą poznacie w następnym rozdziale. Pamiętajcie, że poświęciłam dotychczasowe komentarze, bo byłam głupia i ustawiłam złą opcję, ale teraz wszyscy będą mogli komentować, więc może zacznijcie wreszcie to robić. Nawet nie wiecie, jak potrafi to zmotywować...
A teraz wybaczcie, ale idę łapać pokemony. Jak na razie jest to jedyna rzecz, jaka potrafi wywabić mnie z domu, dlatego trzymajcie za mnie kciuki:)

7 komentarzy:

  1. Ulala, też łapiesz poki? Kurde, mi się wszystko usunęło i musiałam zakładać konto od nowa... Taka byłam wnerwiona, że szkoda gadać.. No i trzeba zaczynać wszystko od nowa. ;d
    Co do rozdziału - bidna ta Magda. Szkoda dziewuchy. Ale moce to ma fajne. Jakby zaczęła ich świadomie używać, to może wreszcie zaczęliby się jej bać, zamiast szydzić? ;> Scena "wyładowania" Magdy, że tak to nazwę, świetna! Wyobraziłam sobie, jak musiała wyglądać ta polana po jej zabawie i, kurde, chciałabym zobaczyć to na jakimś obrazie. Żałuję, że cierpię na totalny brak talentu, bo sama bym to sobie namalowała.
    Sam fakt, że ta dyrektorka ma wyjebongo na wszystko i wszystkich źle o niej świadczy, wcale nie musi być tyranem. Mogłaby okazać trochę współczucia, no cokolwiek.
    Czekam na kolejny rozdział! (:
    Pozdrawiam, Sight
    [ wampir-kryminalista.blogspot.com ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dwa dni złapałam kilkanaście różnych poków. Moje osiedle to normalnie istny raj dla pokemaniaków, niby malutkie i na odludziu, a jest nawet sześć pokestopów. Szkoda, że jeden z nich umiejscowił się centralnie na Jezusie...
      A moce Madzi są jeszcze fajniejsze, ale nie było jeszcze okazji, by to pokazać, ale spokojnie, nadejdzie pora i na to:)

      Usuń
  2. Hejo!
    Kurde, tak mnie wkurza takie zachowanie nauczycieli. Brak mi słów na takich ludzi... Ale za to scena wyładowania gniewu przez Magdę była genialna. I gry, z których uczy się walki - świetny motyw.
    Znam ten ból, kiedy kot udeptuje żebra. Mój uwielbia tak robić, zwłaszcza rano przychodzi i tak robi.
    Kurde, a ja nie mogę zbierać pokemonów. ;-; Uwielbiam mój telefon (Lumia), ale strasznie mnie wkurza, że Microsoft nie lubi się z Google i przez to nie mam połowy tych fajnych aplikacji... ;-;
    Dobra, lecę nadrabiać następny rozdział!
    Pozdrawiam,
    E.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiłam na Twojego bloga z teenhunter-funfic.blogspot.com, bo zaciekawił mnie tytuł "opowiadania-demona." i miałam mega szok i radoche na twarzy, jednoczesnie, jak zobaczył Twoją szatę graficzą :D i sam tytuł "Ognie Niezbyyt Piekielne" i od razu zaczęłam czytać. I muszę powiedzieć, że jest super!
    Prolog bardzo mi się spodobał, opowiadanie demonicy, która jest wewnątrz dzoewczyny, która jest demonem - nie spotkałam się z czymś takim, nawet podobnym. Zaciekawiona czytałam dalej i doszłam, aż tutaj i stwerdziłam, że muszę w końcu napisać komentarz. Nie będę komentowała każdego rozdziału, bo lepiej mi się pisze opnie, jak przeczytam ze 2 czy 3, mam nadzieję, że mi wybaczysz :P
    Tytuł tego rozdziału jest dość... nie wiem jak to nazwać. Jest fajny, dosadny i po prostu klimatyczny do opowiadania. Liczę, że coś z tego zrozumiałaś xD
    Magda nie ma lekko, i czytając dopiski pod rozdziałami, uznaję, że ty też nie miałaś. Mega się zdziwiłam, że nauczyciel od angielskiego mógł coś takiego powiedzieć, że dyrektorka może się tak zachowywać... "co mnie to obchodzi?", ja w mojej poprzedniej szkole, średniej, też miałam porąbane (żeby nie wulgaryzować) dyrkę i babę od matmy, ale to co się dzieje w szkole Magdy jest, no gorsze. Współczuję jej.
    W ogóle mam pytanie. Jesteś ze Szczecina? Tak sobie pomyślałam, bo w pierwszym rozdziale pojawiło się to miasto "może niedługo i ze Szczecina zaczną drwić" (nie jest to dokładny cytat). Pytam ogólnie, bo ja jestem heh.
    Klątwa zmarnowanego żywotna? Ciekawe i to bardzo (może w podstawówce też miałam takową klątwe XD). Tak jak i to w jaki sposób spadło na Magdę noszenie demona i tejże klątwy. Szpital psychiatryczny, uwielbiam je, zawsze ciekawe rzeczy się tam dzieją heheh.
    Chciałabym coś powiedzieć o mamie Magdy, ale nie było o niej do tej pory za dużo, więc nie wiem co dokładnie mogłabym o niej powedzieć. Po protu wydaję się dość... zmartwiona tym, że córka jest tym kim jest, choć może i jej zachowanie tego nie pokazuje, ale czuję to jakby, jak wyobrażam sobie w jaki sposób mówiła, że usprawiedliwia jej każdą możliwą głupotę. To jak pije, po pracy.
    Retrospekcje (znaczy dopiero przeczytałam tę jedną) również są fajne. Uwielbiam takie odnośniki do przeszłości :3
    Kotek Azazel... Nie wiem, czy wiesz, ale Klakier to po jakiemuś właśnie Azazel :P. Bajki z dziciństwa po latach nabierają znaczeń xD. Ugniatanie żeber przez kota boli, znam to jak przychodzę do koleżanki, ale za to mój pies jak mi się uwali na brzuchu, to tracę dech xDD.
    Ogólnie bardzo fajnie i dobrze piszesz, czasem wkradnie się błąd, ale to jak każdemu. Ale jest ich mało bardzo, jedne czy dwa na rozdział :P. Klimatycznie piszesz, a przede wszystkim nie ma jakiś nieścisłości w tym, co do tej pory przeczytałam. Łatwo wciągnęłaś mnie w swój świat dzięki tym rzeczom, które wymieniłam.
    I najkrócej i ogólniej mówiąc, bardzo mi się podoba, totalnie moje klimaty, więc idę czytać dalej :D
    Uprzedzam tylko, że nie będę komentowała każdego, bo jak już wspominałam, lepiej mi pisać komentarze po przeczytaniu 2/3 rozdziałów :)
    Anielskie to opo! :3

    Pozdrawiam, weny i dużo inspiracji!
    anielskie-dusze.blogspot.com
    cieniste-senne-marzenia.blogspot.com
    sekretna-dusza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się z każdego komentarza, jak ktoś postanowi zostawić więcej niż jeden, to aż nie mogę w to uwierzyć:P
    Jeśli chodzi o mamę Magdy, to ciężko mi będzie coś sensownego napisać, o ona właściwie prawie w tej historii nie występuje. Możliwe, że zrobię to podczas retrospekcji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze powtarzałam, że szkoła jest złym miejscem, choć nie miałam w niej źle... Ale zdecydowanie jej nie lubiłam. Nawet po tylu latach nie lubię. Taka wylęgarnia znieczulicy i leczenia własnych kompleksów przez znęcanie się na innych – czy to psychiczne, czy fizyczne.
    Dyrektorka za takie a co mnie to obchodzi? powinna dostać od razu w pysk, i ja wcale nie żartuję. Tak, i to zdecydowanie Magda powinna poustawiać ich tam wszystkich do pionu. Zaczynając od głupich kolegów, poprzez nauczycieli i na dyrektorce kończąc. Chociaż na sam deser powinna zostawić sobie kolesia od angielskiego. I nie ma najmniejszego znaczenia, że on ma skrzywioną psychikę, bo się nad nim znęcali... Facet jest dorosły, a jak ma problemy ze sobą, to kłania się psychiatra, choć może najpierw niech spróbuje do psychologa.
    I nie dość, że Madzia ma przerąbane w szkole, to jeszcze matka raczej ma na nią zwis, bo raczej nie darzy jej szczególnymi matczynymi uczuciami, choć mogę się mylić. ale jednak podejrzewam, że Alicja patrząc na córkę widzi zawód. Chciała przecież mieć wspaniałą, śliczną córeczkę, a ma demona z problemami...
    Madzia – jestem serduchem z tobą!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.