czwartek, 21 lipca 2016

Retrospekcja

Kwiecień, 2013 rok

Magdalena od jakiegoś czasu miała jeszcze większe problemy w szkole niż zwykle. Dziewczyna zaczęła stosować do obrony agresję słowną, kilka razy wdała się również w bójkę. Nauczyciele mieli ją za furiatkę, dodatkowo dopatrzyli się u niej depresji. Nie mogli wiedzieć, że demoniczna emanacja, która rośnie w siłę, połączona z dojrzewaniem i burzą hormonów, to prawdziwie wybuchowa mieszanka, której raczej nic nie powstrzyma. Do tego w domu nastolatki, po odejściu ojca, zrobiło się dość ciężko. Jej mama kompletnie się załamała, nie miała nawet siły myśleć o rozwodzie. Jakby tego było mało,  brakowało im na wszystko pieniędzy.
Decyzja dyrekcji i pedagoga była natychmiastowa, uczennice należało zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Matka Magdy nie chciała się na to zgodzić, jednak gdy zagrożono wydaleniem córki ze szkoły, nie miała wyjścia. Już tydzień później nastolatka trafiła na oddział.
To był najgorszy okres w życiu Madzi. Nie doczekała się właściwie żadnej pomocy, jedynie bezmyślnie faszerowano ją co rusz innymi lekami. Psychiatra miał ją gdzieś, podobnie jak pielęgniarki, a w szpitalu panowały bród, smród i ubóstwo. Magdalena czuła się jak więzień, traktowano ich tam, jak prawdziwych skazańców. Siedziała w zamknięciu prawie dwa miesiące, a wypuścili ją tylko dlatego, że NFZ nie płacił dłuższy za pobyt dla osób z taką diagnozą.
Pobyt w psychiatryku zniszczył ją jeszcze bardziej, a uczniowie z jej szkoły zyskali kolejny pretekst do dokuczania. Po tym wszystkim jednego była pewna, potrzebowała pomocy. Rozważając kolejną próbę samobójczą oraz ucieczkę z domu, przypomniała sobie rozmowę, którą prowadziła z Arashitorą niecałe dwa tygodnie przed trafieniem do szpitala.
Julka opowiadała o ostatnich imieninach swojego ojca. Zorganizowali skromną uroczystość, jednak, jak to w Polsce bywa, jej tata wraz ze swoim bratem nieźle sobie popili. Podczas jakże poważnej, pijackiej rozmowy, wujek dziewczyny zaczął opowiadać o swojej pracy w Stowarzyszeniu Łowców Demonów. Zarzekał się, że to wielka tajemnica, jednak alkohol nie pozwalał mu zamilknąć. Julia uznała to za zabawne i podzieliła się tym ze swoją przyjaciółką, wtedy nie była jeszcze świadoma tego, że jej rozmówczyni jest demonem.
Magda zaczęła szukać informacji. Nie mogła poprosić o pomoc koleżanki. Skoro istnienie stowarzyszenie wydawało się tajne, nie było szans, aby cokolwiek wyciągnąć z mężczyzny na trzeźwo. Po kilku dniach przeglądania odmętów internetu, i czytaniu różnych, dziwnych teorii spiskowych, w końcu trafiła na stronę, którą jej twórca skierował do ludzi zaatakowanych przez demony. Poszperała trochę dalej i metodą dedukcji odkryła prawdopodobną lokalizację najbliższej siedziby. Obszar jej poszukiwań miał powierzchnię ponad dwustu kilometrów kwadratowych. Normalnemu człowiekowi niewiele by to dało, ale Magdalena potrafiła latać, dlatego szansę na znalezienie budynku ukrytego w głębi lasu miała całkiem spore.

Poszukiwania zaczęła z samego rana, latała przez kilka godzin, co jakiś czas natykając się na różne ruiny i bunkry. W końcu znalazła to, czego szukała. Przyjrzała się niewielkiemu kompleksowi budynków, z których większość została wybudowana w barokowym stylu, po czym zanurkowała w dół. Wylądowała na placu, który był lądowiskiem dla helikopterów. Może było to nieco nierozważne, ale nie miała pojęcia w jaki sposób powinna się inaczej zapowiedzieć. Schowała skrzydła, po czym rozejrzała się wokoło. Spostrzegła dwóch ludzi, uzbrojonych w karabiny, Zmierzali w jej stronę z wycelowaną w nią bronią.
– Podaj cel swojego przybycia! – wrzasnął jeden z nich.
– Szukam pomocy – odpowiedziała, podnosząc ręce w geście poddania się.
– Pokaż skrzydła!
Dziewczyna nie za bardzo rozumiała o co chodzi, jednak posłusznie wypuściła swoje czarne, opierzone skrzydła. Mężczyźni przez chwilę jej się przyglądali, szepcząc między sobą.
– Pierwszy raz widzę, żeby przeklęty szukał pomocy, zazwyczaj powodujecie takie problemy, że sami was znajdujemy.
– Skąd wiecie, że jestem przeklęta? – drążyła Magda.
– Rozpoznajemy to po skrzydłach.
– Czyli mnie nie zabijecie? – spytała niepewnie.
– Jeśli będziesz grzeczna, to nie.
Dziewczyna została wprowadzona do jednego z budynków, zaskoczył ją nowoczesny wygląd wnętrza, który słabo współgrał z zewnętrzną fasadą siedziby. Gdy schodzili do podziemi, Magdalena zaczęła się zastanawiać, czy na pewno postąpiła dobrze. Jeden ze strażników cały czas celował do niej z broni podręcznej, ten drugi odłączył się od nich wcześniej, aby skontaktować się z dowództwem. Nawet jej mama nie wiedziała gdzie aktualnie przebywa, a gdyby nastolatka nagle zniknęła, nikt nie powiązałby jej zaginięcia z łowcami demonów. Właściwie to było jej wszystko jedno. Od dawna nie chciało jej się żyć, jednak popełnienie samobójstwa nie jest takie proste, gdy jesteś demonem.
Jej obawy okazały się bezpodstawne. Członkowie stowarzyszenia nie uważali jej za wroga, w końcu jej demonizm wynikał z klątwy. Wciągnęli dziewczynę do organizacji i zaproponowali układ. Mieli jej nie ścigać oraz pomóc z okiełznaniem mocy, a ona w zamian miała wykonywać ich wszystkie rozkazy.
Jeszcze tego samego dnia Magdalenę poddano rytuałowi, który miał zapewnić kontrolę nad nią. Nałożono na nią pieczęć, na jej karku pojawił się czarny symbol podobny do gwiazdy. Zaklęcie miało powstrzymać demonicę, gdyby kogoś zabiła. Chwilowo wyczerpaną Magdę pozostawiono w podziemiach. Jeden z agentów pojechał do domu dziewczyny, aby powiadomić o wszystkim jej matkę, przy okazji zawiózł kilka książek i podręczników, z którymi nastolatka miała obowiązek się zapoznać. Kobieta była przerażona, jednak starała się tego nie okazywać, strasznie bała się o córkę, niestety nie mogła nic z tym zrobić. Musiała czekać.


Wiem, że czekacie na epickie starcie: Madzia vs Ksiądz Katecheta, jednak będziecie musieli jeszcze poczekać. Rozdział dopiero się piszę, idzie mi całkiem nieźle, ale wciąż nie mam pomysłu na tytuł...
To, że Magda tak sama z siebie poleciała do łowców demonów, było mega nierozsądne, jednak nie można oczekiwać logicznego myślenia od czternastolatki, której wszystko jedno, czy ktoś ją zabije, czy nie.
Jak już pisałam przy okazji innego opowiadania, uwielbiam pisać o psychiatrykach, dlatego ten wątek pojawi się w jeszcze co najmniej dwa razy.
Nadal jesteście ciekawi tej nieszczęsnej lekcji religii, która pojawi się w siódmym rozdziale? A może macie jakieś pomysły na kolejne retrospekcje? Jestem otwarta na wasze propozycję:)
PS. Symbol, którym kończę każdy wpis, to właśnie pieczęć, która znajduje się na karku Magdy. Ładna?

8 komentarzy:

  1. Droga Rinkashi, mam ochotę Cię udusić. Martwisz się głupim tytułem rozdziału?!Tytuł to najmniejszy problem. Skup się na pisaniu, a jak skończysz to na pewno wpadnie Ci do głowy odpowiedni tytuł.
    Mówiąc szczerze to myślałam, że z Julką poznały się później, a organizacja sama ją jakoś znalazła. Nie skojarzyłam faktów o wujku. Co nie znaczy, że źle się historia potoczyła. ;)
    Nie lubię matki Magdy. Rozumiem, że jest załamana, bo ją facet zostawił, ma córkę-demona i ciągłe kłopoty z nią związane, ale ileż można? Ogólnie nie lubię osób zbytnio użalających się nad sobą. Choć wiem, że dla mnie błahy problem, dla kogoś innego jest wielkim problem, no ale trzeba walczyć z przeciwnościami losu.
    Okej, nie będę marudzić. Czekam na wspaniałą walkę: Madzia vs Ksiądz Katecheta w następnym rozdziale.
    Pozdrawiam,
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS.
      Jeśli chodzi o pierwszy akapit, to wiem, że nie masz 24/7 wolnego, by pisać opowiadanie. Chodzi mi o to, że tytuł nie jest ważny i jak już znajdziesz czas to się nim nie martwiła. ;)

      Usuń
    2. No właśnie sprawa wygląda tak, że mam ZAWSZE wolne... Mogę się zajmować jedynie innymi pierdołami, takimi jak rysowanie okładek na zeszyty do szkoły:)

      Usuń
    3. Ale przecież nie będziesz ciągle pisać opowiadań, nie? Inne pierdoły też są ważne. ;)

      Usuń
  2. Spoko rozdział ci wyszedł :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Super symbol :D a zastanawiałam się właśnie czy to taki o ozdobnik czy jakiś symbol heh.
    Retrospekcja super. I cieszę się, że akcja opo dzieje się w moim mieście ;P.

    Dobrze, że Magda poszukała sama pomocy. Widać, że chce z tym jakoś walczyć i mimo samobójczych myśli nadal jakoś sobie radzi, ledwie, ale jednak.
    Troszkę się uśmiałam jak krzyknęli: "pokaż skrzydła!" XDD Ciekawe by też było "pokaż rogi" xD
    Wiesz, sama bym chciała przeczytać te książki, co Madzia dostała heheh.
    Psychiatryki są fajnie, też lubie opo i historie z nimi. Horrory też xD
    Ja wiem czy to było takie nie rozsądne... Szukała pomocy. Ja chyba na jej miejscu też bym poleciała do nich, ale kto wie. Ja to nie ona, ja nie żyje w fikcyjnym wspaniałym książkowym świecie... A chciałabym. Życie jest do chrzanu :/

    Świetnie się czytało :D

    Pozdrawiam, weny i inspiracji :3
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Emm... Ten rozdział różni się od pozostałych i nawet nie chodzi o to, że to retrospekcja. Był inny i nawet nie potrafię do końca określić jaki. Zabrakło mi w nim emocji, akcji. Wydaje się być tylko streszczeniem tego co się wydarzyło; wytłumaczeniem jak Magda trafiła do Łowców i w sumie tyle. A szkoda, bo mógł być naprawdę mocny...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.