środa, 27 lipca 2016

O mój Boże...

Tej nocy znowu zdarzyło się jej zapłonąć przez sen. Strasznie się denerwowała. Mimo wszystko postanowiła skorzystać z rady Ivana, poszła nawet krok dalej. Dzień wcześniej przetrzepała całą szafę i wyrzuciła te ubrania, które wydawały się jej nijakie i bezosobowe. Od dawna ich nienawidziła. Nosiła je, ponieważ były modne, a musiała przecież sprawiać wrażenie jak najnormalniejszej nastolatki. Dziś miała na sobie bluzkę z wiązaniem gorsetowym z przodu, oraz czarną, rozłożystą spódniczkę z koronkową halką, którą sama zrobiła. Jej sytuacja finansowa nie była zła, ale nie mogła sobie pozwolić na zakupy w sklepach z alternatywną odzieżą, właśnie dlatego nauczyła się szyć. Kiedy jedną z twoich umiejętności jest telekineza, i nie potrzebujesz rąk do przytrzymywania materiału, to praca na maszynie do szycia jest banalnie prosta.
Gdy weszła do szkoły, starała się wyglądać na pewną siebie. Wszyscy się jej przyglądali, większość wyglądała na bardziej zaciekawionych, niż przerażonych. Do jej uszu dotarło też kilka podśmiechujek, udawała, że ma to gdzieś. Po zostawieniu kurtki w szatni, dumnym krokiem podążyła do sali od religii.
Katecheta nie zdążył jeszcze przyjść, jednak większość uczniów była już na swoich miejscach. Magdalena zajęła pierwszą ławkę, gdzie zazwyczaj siedziała, było to przyzwyczajenie jeszcze z gimnazjum. Stwierdziła wtedy, że jeśli znajdzie się na widoku, to nikt pod okiem nauczyciela nie zrobi jej już krzywdy.
Parę minut po dzwonku do klasy wszedł ksiądz Tadeusz Ordoński. Był on mężczyzną grubo po sześćdziesiątce, niskim, szczupłym, zgarbionym i prawie już łysym. Jego ogromne okulary przywodziły na myśl Tadeusza Rydzyka. Mimo że sprawiał wrażenie zasuszonego staruszka, duchowny był pełen energii, a jego uczniowie go uwielbiali.
Katecheta odczytał listę obecności, po czym zaczął grzebać w swojej torbie. Magda była pogrążona w myślach, z zadumy wyciągnął ją krzyżyk, którym rzucił w nią duszpasterz. Srebrny krzyż odbił się od czoła dziewczyny i wylądował na blacie. Uczennica chwyciła zawieszoną na czarnym rzemieniu błyskotkę, po czym dokładnie się jej przyjrzała.
– Dziękuję – powiedziała, po czym zawiesiła rzemyk na szyi. – Byłam na wszystkich rekolekcjach, nie zastanowiło to księdza?
Demony, które nie pochodziły z piekła, nie były zbyt podatne na religijne symbole, zupełnie jakby Bóg nie chciał ich karać za to, że po prostu mieli w życiu pecha. Magdalena co prawda odczuwała pewien dyskomfort w kościele, a srebrny krzyż powodował u niej lekką alergię skórną, jednak to było nic, w porównaniu z prawdziwymi pomiotami szatana, które wyły z bólu po zetknięciu z kilkoma kroplami wody święconej.
Po minie mężczyzny można by wnioskować, że cały jego światopogląd legł w gruzach. Nie mógł zrozumieć, dlaczego wiara go zawiodła. Gdy już się pozbierał, przystąpił do prowadzenia lekcji. Zazwyczaj urządzał zajęcia polegające na luźnej rozmowie o wyznaniu, ewentualnie puszczał jakiś film o tematyce zahaczającej o chrześcijanizm. Tym razem było inaczej.
Katecheta zaczął opowiadać o tym jak religia jest ważna, że wybawi ich od wszystkiego. Jego przemowa dotyczyła demonów i zła jakie wyrządziły. Kilka osób było tym przerażone, Magda jako jedyna wiedziała, że ksiądz gada kompletne głupoty. Nauki kościoła już od dawna mijały z prawdą. Całe zło przypisywano diabłom, jednak upadłe anioły nie miały ochoty ingerować w świat ludzi, a większość pomiotów nawet nie brała pod uwagę tego, czy ktoś jest dobry czy zły. Wiara, a dokładniej symbole religijne, mogły je jedynie odstraszać tak, jak spray na insekty odstrasza komary.
– Bzdura! – Magda w końcu nie wytrzymała. –  Demony nie zwracają uwagi na to, czy ktoś jest dobrym katolikiem, wszyscy ludzie są tak samo podatni na ataki, nikt nie może czuć się bezpieczny.
– Nie słuchajcie jej dzieci – oburzył się ksiądz. – Nasz Bóg nas ochroni. Przed nią też!
– Kolejna bujda. Demony reagują na symbole katolickie tak samo, jak na buddyjskie, muzułmańskie czy jakieś inne – kontynuowała spokojnie. –  Zdaje się, że nawet Kościół Latającego Potwora Spaghetti zdołał poskromić jednego demona najsłabszej klasy.
Kilka osób, mimo panującej grozy, zaśmiało się.
– Milcz pomiocie! – wrzasnął duszpasterz.
– Bo co? Jak już się chce ksiądz czepiać, to nie mnie, bo ja nic nie zrobiłam! – wrzasnęła. – Karol założył dzisiaj bluzę z logo AC/DC, a Gośka ma koszulkę z jednorożcem. – Uczennica wskazywała na poszczególne osoby. – Jednorożec, to też demon. Demoniczne zwierzę tak dokładniej…
– Nie będę słuchać tego, co ma do powiedzenia zło wcielone.
– A dlaczego? Ja przynajmniej wiem co mówię. Zabiłam już kilkadziesiąt demonów i uratowałam przy tym sporo ludzi…
– Madzia uspokój się, życie to nie anime – przerwał jej Sasek.
Cała klasa wybuchła śmiechem. Jeden raz przyszła do szkoły z mangą, a oni do tej pory wyzywali ją od mangozjebów. Z powodu tych idiotów, tomik, który wtedy czytała, oczywiście spłonął jej w rękach. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że dziewczynę niezbyt interesowała kultura japońska, po prostu Julka od czasu do czasu podrzucała koleżance serie, które jej zdaniem mogły zainteresować demonicę. Skoro coś miało mieć dobrą fabułę, to dlaczego się z tym nie zapoznać?
– No pewnie, że nie. W anime nie mieli nic przeciwko, żeby sam pieprzony syn szatana został egzorcystą – fuknęła Magda.
Magdalena wprost nienawidziła Mariusza Sasa. Może i chłopak uchodził za całkiem przystojnego, jednak był bardziej pusty, niż normy społeczne przewidują. Dla niego liczył się tylko wygląd, nie reprezentował sobą żadnych innych wartości. Najczęściej nosił kolorowe rurki i conversy, a swoje ciemne włosy stawiał na żel. Czasem można było na jego twarzy dostrzec ślady podkładu. Wszystko robił dla szpanu. Był typowym, facebookowym fejmem. Na jego profilu pełno było selfie z siłowni albo z melanży. Często też udostępniał wspólne statusy ze swoją dziewczyną, która byłą jeszcze bardziej tępą modnisią niż on.
Magda doszła do wniosku, że skoro jej demoniczna natura już się wydała, to może sobie trochę poużywać. Uwolniła swoją moc i delikatnie poruszyła palcem wskazujący. Bez żadnego wysiłku trzasnęła Saska w twarz książką od matmy, która leżała na jego ławce. Inni uczniowie zaczęli rechotać, dla nich każdy powód do śmiechu był dobry, zupełnie nie obchodziło ich to, że w pomieszczeniu działy się nadprzyrodzone rzeczy.
– Dobra, dość tego! – wrzasnął ksiądz. – Powstańmy i pomódlmy się razem za nasze dusze.
Po klasie rozległo się szuranie krzeseł. Magdalena dołączyła po chwili do swoich kolegów, i razem z nimi zaczęła wymawiać słowa modlitwy na głos. Nie uszło to uwadze duchownego, który znowu nie dowierzał temu, że nastolatka bez problemu może obcować z chrześcijanami.
Dziewczyna wyznawała ten sam światopogląd, co większość łowców demonów. Był on bardzo bliski deizmowi. Nie dało się udowodnić, która wiara ma rację, ale skoro wszystkie symbole religijne działały na demony, to znaczyło, że dla Boga nie ma to żadnego znaczenia. Po prostu był miłosierny, i nagradzał za dobro, nie za przynależność do religii. Madzia wychowała się w rodzinie katolickiej, dlatego też w taki sposób oddawała cześć stwórcy, uważała jednak, że jakiekolwiek inne modlitwy są równie dobre. Zebrane przez stowarzyszenie informację w pewnej mierze potwierdzają to, co głosi islam, judaizm oraz chrześcijanizm, to właśnie one były najbliżej prawdy.
Gdy lekcja wreszcie dobiegła końca, Magdalena pośpiesznie opuściła salę. Chciała się skierować do kolejnej klasy, jednak drogę zagrodził jej Jasza, który wyglądał, i zachowywał się, jak typowy dres. Był wysoki i chuderlawy, a z jego oczu bił brak inteligencji. Miał na sobie luźną bluzę i spodnie z bazaru, będące całkiem dobrą podróbką odzieży firmy Addidas.
– Jak to jest być demonem? – spytał.
– Chujowo – odpowiedziała uczennica.
Chciała sobie iść, jednak w tym momencie z męskiej toalety wyszli Zyga, Gruby i Łysy, czyli reszta kwartetu dresów. Chłopacy nie chodzili na religię, dlatego mieli czas, aby wszystko przygotować. Zagrodzili swojej ofierze drogę, zza pleców wyciągnęli zabawkowe pistolety napełnione wodą święconą. Madzia, kierując się logiką,  wyczuła co dla niej szykują, podejrzewała również, że pomógł im ksiądz katecheta. Oczywiście miała rację.
Każdy z wymienionej trójki w jednej ręce dzierżył broń, a w drugiej telefon, aby sfilmować cały ten cyrk. Wielu uczniów idąc ich śladem wyciągnęło swoje komórki. Dziewczyna nie próbowała uciekać, na zatłoczonym korytarzu i tak nie miała szans oddalić się wystarczająco szybko. Oprawcy wycelowali w nią, po czym przystąpili do ostrzału. Woda, po zetknięciu z ciałem demonicy, natychmiast zaczęła parować. Każdy, kto miał jeszcze jakieś wątpliwości co do prawdziwości plotek krążących po szkole, właśnie się ich pozbył. Na szczęście nawet najmniejsza emanacja skutecznie zaburzała działanie elektroniki, nie było mowy o tym, aby ktokolwiek to uwiecznił w jakikolwiek sposób.
Licealiści spodziewali się, że dziewczyna zacznie zwijać się z bólu, tymczasem nawet się nie skrzywiła. Z powodu jej irytacji zaczęło mrugać światło na korytarzu. Była naprawdę wściekła, ledwo powstrzymała się od przemiany. Już nie musiała uważać na każdym kroku, wreszcie mogła jakoś zareagować. Miała ochotę się zemścić na całej szkole, jednak postanowiła ograniczyć swój gniew jedynie do kwartetu dresów, który nie raz napsuł jej krwi.
Chuligani rzucali w nią różnymi obelgami, ale dziewczyna spojrzała na nich z wyższością. Jej dłoń ogarnęły szkarłatne błyskawice. Zacisnęła gwałtownie pięść, chwilę później telefony trzymane przez oprawców zaczęły dymić, a ich ekrany pękły.
– Co żeś zrobiła? – spytał zdezorientowany Gruby.
– Usmażyłam układy scalone. – Chciała uśmiechnąć się niewinnie, jednak wyszło jej coś w stylu uśmieszku psychopaty.
Uczennica spokojnie skierowała się do sali na piętrze. Jej prześladowcy nie przewidzieli, że będzie się bronić. Do tej pory praktycznie nie reagowała na wszelkie docinki. Teraz jednak nie miała już nic do stracenia, mogła wreszcie być sobą. Pytanie tylko, jak długo będzie mogła zostać w tej szkole? Z jednej strony chciała zdobyć wykształcenie, a z drugiej miała już dosyć sytuacji, jakie spotykały ją przez całą edukację. Nie było mowy o przejściu do innej placówki, aby ukryć swój demonizm musiałaby się przenieść daleko stąd, a stowarzyszenie nie mogło na to pozwolić, prędzej zmusiliby ją do rzucenia nauki. Artefakt ukryty głęboko pod terenem liceum był naprawdę ważny, a z powodu braków w personelu potrzebowali Magdaleny do jego ochrony.
Gdy dziewczyna usiadła pod klasą, zaczęła grzebać w torbie w poszukiwaniu swojego czytnika. Starała się nie zwracać uwagi na uczniów wokół, którzy szeptali miedzy sobą.
– Udław się! – krzyknął nagle Mariusz Sas, po czym rzucił w nią opakowaniem Laysów o smaku czosnkowym.
Bez trudu złapała paczkę w locie, po czym ostentacyjnie otworzyła ją i zjadła jednego z chipsów.
– Boże, jaki z ciebie idiota – mruknęła po chwili. – A tak w ogóle to czosnek działa tylko, i wyłącznie na wampiry.
Wszyscy śmiali się z tego miernego żartu, kilka osób podeszło nawet przybić Saskowi piątkę. Madzia przewróciła oczami. Nie spodziewała się, że ludzie w tej szkole mogą być aż tak głupi. Księdza jeszcze jakoś mogła zrozumieć, ale dlaczego banda nastolatków myślała, że dręczenie piekielnika to dobry pomysł? Klątwa po prostu stwierdziła, że o wiele ciekawiej będzie, gdy zamiast bać się demonicy, ludzie okażą jej jeszcze większą nienawiść.
Tylko umysł gimbusa mógł dojść do wniosku, że prowokowanie szatańskiego pomiotu jest czymś zabawnym. W obliczu tak bliskiego kontaktu z siłami nieczystymi paradoksalnie czuli się bezpieczni i bezkarni. Niestety mieli rację. Magdalenie nie wolno było skrzywdzić kogokolwiek, Stowarzyszenie Łowców Demonów tego od niej wymagało. Nie powinna nawet używać swojej magii do obrony, ale nie obchodziło jej to. Czuła, że jeśli szatańskie siły nie rozwalą wkrótce tej szkoły, to ona to zrobi.
– Zapowiada się zajebiście długi dzień, ale przynajmniej dostałam opakowanie Laysów, a to już coś – stwierdziła po cichu.

Przez kolejne kilka dni, dziewczyna wciąż nosiła srebrny krzyż, którym rzucił w nią ksiądz. Podmalowała go od spodu bezbarwnym lakierem, aby nie powodował u niej zaczerwienień na dekolcie. Był on dla niej symbolem tego, jak bardzo ma gdzieś tą całą nagonkę na nią, a przynajmniej takie starała się sprawiać wrażenie. Kilka osób się jej bało, jednak większość uczniów przepełniała po prostu nienawiść. Tak to już bywa, gdy liceum jest pełne mentalnych gimbusów. Magdalena kilka razy próbowała tłumaczyć, że nie jest zła jak zwykłe pomioty szatana, jednak nikt nie chciał jej słuchać. Ani razu nie zdążyła wspomnieć, że kiedy oni spokojnie siedzieli sobie na lekcjach, ona zabijała demony, które zbytnio zbliżyły się do budynku szkoły.
Gdy nadszedł dwudziesty drugi grudnia, Magda cieszyła się, że wreszcie nastaną dni, podczas których będzie mogła odpocząć od całej tej chorej atmosfery. Na wigilie klasową przyszła ubrana w bordową sukienkę, ozdobioną srebrną koronką. Stwierdziła, że mimo niechęci do Bożego Narodzenia, ubierze się w świątecznym stylu.
Obchody świąt standardowo zaczęły się od jasełek. Dziewczyna, wraz z innymi uczniami, siedziała na sali gimnastycznej i oglądała występ zorganizowany przez kółko aktorskie. Musiała przyznać, że byli całkiem nieźli. Uczennica zdążyła nawet na chwilę zapomnieć o tym, że wszyscy spoglądali na nią z nienawiścią.
Po skończonym przedstawieniu, pani dyrektor zabrała głos. Swoją przemowę zaczęła od opowieści o tym, jak ważne jest kultywowane tradycji, robiła tak co roku. Później przeszła do wręczania nagród za świąteczne konkursy. Po kolei wyczytywała nazwiska, a każdy zwycięzca dostawał brawa. Kobieta w końcu doszła do zaskoczonej Madzi, która napisała najlepszy świąteczny esej.
Magda średnio przepadała za językiem polskim. Ortografia była jej zmorą, nawet podczas przepisywania z komputera, który poprawiał błędy, potrafiła się machnąć. Mimo to nauczyciele od polskiego często chwalili ją za oryginalne podejście do tematów. Gdy inni uczniowie pisali głównie o przyjemnej stronie świąt, ona oddała pięciostronicowe wypracowanie o tym, jak w wiara w Świętego Mikołaja szkodzi dzieciom. Podała przy tym mnóstwo przykładów, opartych na artykułach z rzetelnych stron internetowych.
Magdalena wyszła na prowizoryczną scenę. Dyrektorka wręczyła jej dyplom oraz torbę prezentową z nagrodą, po czym jej pogratulowała. Właśnie wtedy wszyscy uczniowie zaczęli gwizdać i buczeć.
– Nie chcemy pomiotu szatana w naszej szkole! – zaczął Sasek.
– Plugastwo nie ma prawa chodzić między normalnymi ludźmi! Nie ma nawet prawa żyć! – dołączył się ktoś inny.
Magda poczuła, że zaraz straci kontrolę nad mocą. W jej stronę leciały kolejne obelgi. Światło na sali gimnastycznej zaczęło mrugać, nikt nie zwracał na to uwagi. Każdy zastanawiał się, jakby tu dokopać demonicy. Nawet kilku nauczycieli się włączyło. Chcieli się pozbyć problemu za wszelką cenę, liczyli na to, że osiągną swój cel tworząc nieprzyjemną atmosferę.
– Uspokójcie się! – wrzasnęła dyrektorka. – No i co z tego, że jest demonem? Nie mogę jej z tego powodu wyrzucić ze szkoły. Po pierwsze, nikt w kuratorium nie zaakceptuje tego argumentu. Po drugie, mamy teraz czasy nadzwyczajnej tolerancji, powie komuś, że dyskryminujemy ją z powodu pochodzenia, a zaraz nas zlinczują – stwierdziła kobieta. –  Nie mam prawa jej wydalić ze szkoły, tak jak wy nie macie prawa jej wyzywać. Koniec tematu.
Na sali zrobiło się zupełnie cicho. Pani Trzeciak, mimo swojej wulgarnej pozy, oraz tego, że cierpiała na wyjebanizm, miała w tej szkole spory autorytet. Zazwyczaj nie reagowała na takie rzeczy, ale skoro postanowiła się wtrącić, to sprawa była poważna i nie należało się kobiecie sprzeciwiać, bo mogło się to bardzo źle skończyć.
– Dziękuje – szepnęła Magda, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, jednak w głębi serca to wszystko bardzo ją poruszyło.
– Za co? – Dyrektorka zupełnie zbagatelizowała fakt, że właśnie wstawiła się, za gnębioną uczennicą. – Swoją drogą, mogłaś powiedzieć, że to ty powodujesz te spięcia. Wiesz ile budżetu poszło na naprawę?
Dziewczyna nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Olała wrogi tłum i opuściła salę gimnastyczną. To wszystko zaczęło ją przerastać, przypomniały jej się czasy gimnazjum. Nie było wtedy dnia, w którym by nie płakała, już nawet nie pragnęła spokoju, chciała po prostu umrzeć. Bała się każdego spotkania z ludźmi ze szkoły, była sama przeciwko całej swojej klasie. Nauczyła się natychmiast ripostować każdy przytyk skierowany w jej stronę, jednak nie miała siły przebicia, aby nie zwariować do reszty zaczęła ignorować każdego, kto chciał się do niej zbliżyć. Teraz wspomnienia niestety powróciły, dziewczyna miała wrażenie, że zaraz na powrót stanie się słabą i zaryczaną smarkulą.
Mimo wszystko postanowiła być twarda. Skierowała się do swojej klasy, gdzie chciała zostawić prezent, który miała dla Klary. Madzia zupełnie nie miała pojęcia, co powinna komuś, kto jej zdaniem idealnie wpisywał się w stereotyp tępej dziuni, dlatego kupiła pierwszą lepszą rzecz jaka przyszła jej do głowy. Padło na ostatnio modny kijek do selfie.
Magdalena spojrzała na choinkę, pod którą leżało już kilka paczek, przez chwilę rozważała, czy nie podpalić świątecznego drzewka po raz kolejny, ale dała sobie spokój. Starała się wmówić sobie, że inni uczniowie nie zasługują na to, aby się nimi przejmowała. Westchnęła, gdy zrozumiała, że to na nic, po czym dołożyła prezent od siebie. Nie miała ochoty czekać na wigilie klasową. Nawet jeśli byłaby interesowna, to Justyna, która ją wylosowała, już kilka dni wcześniej zapowiedziała jej, że nie ma zamiaru obdarowywać demona. Skoro sama miała nic nie dostać, to nie powinna zostawiać prezentu, jednak tu pojawiłoby się pytanie. Po jaką cholerę byłby jej ten kijek to selfie? Z powodu swoich szalejących mocy rzadko udawało jej się zrobić sobie zdjęcie zwykłym telefonem, poza tym nie lubiła się fotografować.
Magda zabrała z krzesła swoją kurtkę, po czym skierowała się do wyjścia. Chciała odejść, nim ktokolwiek inny opuści salę gimnastyczną. Przed opuszczeniem budynku spojrzała jeszcze do torby ze swoją nagrodą. Zaśmiała się, w środku znalazła dużą czekoladę, oraz kolorowankę antystresową. Dyrektorka, która kompletowała nagrody, doskonale odgadła czego potrzeba demonicy.


Mamy więc kolejny rozdział. Miałam trochę problemów z napisaniem go, ale chyba jest ok. Ostatnio w jednym z komentarzy przeczytałam, że pomysł z dziewczyną, która jest dręczona w szkole jest mimo wszystko oklepany. Przygotujcie się na długi wywód, bo nie do końca tak jest...
Pomysł na opowiadanie zrodził się, gdy wkurzona, po kłótni z matką, jechałam autobusem do szkoły. Pierwsza była scena, gdy Magdalena uwalnia swoją moc na matematyce. W ciągu 20 minut jazdy, miałam już dorobioną do tego fabułę, oraz sporo pomysłów na rozdziały. To moje problemy, mój ojciec, moja matka, moja szkoła, moi nauczyciele i moja nagana. Z licealistów jedynie Sasek jest prawdziwy, chodź reszta uczniów jest odbiciem tego, co spotkało mnie w gimnazjum. Niektóre fakty zostały podkoloryzowane, inne przemilczane, jednak podstawą jest moje życie. Ten wątek nie jest więc oklepaną historyjką, a moją biografią. Chciałam po prostu w ten sposób zostać zrozumiana.
Co myślicie o poglądach łowców? Wymyśliłam to ponad rok temu i nawet chciałam wysłać na konkurs, który polegał na wymyśleniu najbardziej pokojowej religii. Niestety moja słaba znajomość angielskiego na to nie pozwoliła:/ Oczywiście na potrzeby opowiadania został ciut okrojony, w końcu koncept demonów jest wzorowany na religii chrześcijańskiej.
Tak jak wcześniej zapowiadałam, dyrektorka nie jest aż tak złą postacią. Sama jednak nie mogę ogarnąć, czy wstawiła się za Magdą, aby ją obronić, czy po to, żeby nie mieć później problemów. Co myślicie?

3 komentarze:

  1. Haha, lekcja religii była piękna. I ten ksiądz! Moje ulubione zdanie: "Po minię mężczyzny można by wnioskować, że cały jego światopogląd legł w gruzach." Cudo! <3
    A dyrektorkę bardzo polubiłam. I jej wspaniały argument: "(...) powie komuś, że dyskryminujemy ją [było "ja"] z powodu pochodzenia, a zaraz nas zlinczują". Dyrektorce nikt nie podskoczy. Tylko ciekawi mnie, jak się będą zachowywać uczniowie po przerwie świątecznej.
    A odnośnie tego, że podobno pomysł z dziewczyną, która jest dręczona w szkole, jest oklepany - nie zgadzam się. A na pewno nie, jeśli chodzi o Twoje opowiadanie. Oklepane to by było, gdyby nagle taka dziewczyna znalazła swojego księcia z bajki, który sprawiłby, że przestałaby być dręczona. A tak, jest to ciekawa historia (mimo że oparta na niewesołej Twojej historii), warta przeczytania, w której bohaterka sama sobie poradzi (a przynajmniej prawie sama) z dręczycielami.
    Liczę, że coś się stanie w święta. Jakiś wybuch złości, który podpali dom albo zadanie od łowców, gdzie Magda będzie walczyć ze złymi demonami, albo też jakieś spotkanie ze silnym, złym demonem. Zdaję się na Ciebie i Twoją wyobraźnie, Rinkashi. ;)
    Pozdrawiam,
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział już poprawiłam, niestety Word nie poprawia takich błędów. Przy tym opowiadaniu nie korzysta również z pomocy korektora (Izulith mogłaby tego nie wytrzymać).
      Jeśli chodzi o rozwój wydarzeń to jeszcze przez chwilę będzie troch tragicznie (choć wydaje mi się, że kolejna retrospekcja pod względem rozpierduchy cię zadowoli:P), ale szykuje się epicka walka, która wszystko zmieni:)

      Usuń
  2. Może najpierw odniosę się do rozdziału jako historii, a później do Twojej wypowiedzi – bo chyba tak mogę to nazwać?
    Sytuacja z księdzem bardzo przypomina mi moją własną przygodę na religii w technikum. Wywiązała się między mną, a księdzem dyskusja na temat tego co nakazuje kościół, a tego co faktycznie sprawia, że jesteśmy dobrymi ludźmi. No cóż, ksiądz we mnie niczym nie rzucał i nie modlił się za moją duszę, ale nie chciał, żebym już więcej się odzywała, a najlepiej to żebym nie przychodziła. Wbrew pozorom dobrze wspominam te lekcje, bo się całkowicie wyłączałam i pisałam. :) Więc podsumowując scena wyszła mega realnie, tak po prostu.
    Zabawkowe pistolety z wodą święconą? No cóż... po licealistach spodziewałabym się czegoś bardziej wyszukanego, ale jeśli ktoś ma pusto w głowie, to chyba marne na to szanse.
    Ogólnie ciężko mi teraz patrzeć na to wszystko jak na opowiadanie, skoro sama nazwałaś to swoją biografią. Nawet nie wiem czy będę potrafiła zdystansować się na tyle, żeby ocenić wszystko obiektywnym okiem, a nie myśleć, że kryje się za tym czyjaś realna historia. Podejrzewam, że każdy spotkał się z takimi problemami w szkole czy w pracy, na podwórku czy w rodzinie, po jednej albo po drugiej stronie. I żeby nie było, nie mam zamiaru umniejszać Twoich problemów czy krzywd, po prostu rozumiem, przynajmniej po części i na tyle ile pozwalają mi własne doświadczenia.
    Chyba nie będę się bardziej zagłębiać w temat, bo to się zrobi wywód filozoficzny, a blog z opowiadaniem nie jest raczej miejscem ku temu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.