sobota, 16 lipca 2016

Nienawidzę świąt

Tego poranka Magda pokłóciła się z mamą o kolejną pierdołę, do tego nie zdążyła na swój autobus i nie miała szans zdążyć przed dzwonkiem na lekcje. Najlepiej by było, gdyby została w domu, jednak z powodu nagany nie mogła sobie na to pozwolić, i tak zdążyła już opuścić kolejne dwa dni. Ostatnio jej moc szalała. Zdarzyło jej się wzniecić płomienie przez sen. Od tamtej pory, żeby nie wyrządzić większych szkód, sypiała na prowizorycznym posłaniu w piwnicy, z której zostały wyniesione wszystkie łatwopalne rzeczy.
Dziewczyna wprost nienawidziła okresu świątecznego. Jakoś nauczyła się znosić wszystkie ataki matki, jednak przed Bożym Narodzeniem kobieta stawała się nie do wytrzymania. Magdalena na dłuższą metę nie miała o to do niej pretensji. Obwiniała swojego ojca, który był chujem.
Pan Maciej Sosnowiecki nigdy nie był dobrym ojcem, na początku nawet się starał, lecz po prostu nie dawał rady. Wychowywanie dziecka zostawił swojej żonie, a sam od ponad dziesięciu lat pracował w Niemczech, ponieważ nie potrafił znaleźć pracy w Polsce. Mężczyzna był zbyt nieporadny i nie potrafił utrzymać się przy jednym zajęciu dłużej niż trzy lata. Gdy jego córka miała siedem lat, w Szczecinie nie znalazła się już ani jedna firma, do której mógłby złożyć CV. Postanowił szukać szczęścia za granicą, jednak tam zmieniał miejsce pracy jeszcze częściej. Pozbawiony stałego kontaktu z żoną, która do tej pory musiała go prowadzić przez życie jak dziecko, z powodu swojej pychy i głupoty wdawał się w różne konflikty z kolegami z pracy. Często powodowało to tak poważne problemy, że kierownictwo musiało się go pozbyć.
Będąc z dala od domu wdał się w romans. Na portalu randkowym poznał Polkę, mieszkającą niedaleko niego. Jego nowa partnerka owinęła go sobie wokół palca. Po ponad pół roku w końcu postanowił to ujawnić przed rodziną, a zrobił to w najgorszy możliwy sposób.
Razem ze swoją kochanką jechali na wigilię do jej rodziców, mieszkających we wsi w województwie kujawsko-pomorskim. Pan Maciej po drodze postanowił wpaść do swojego domu i definitywnie zerwać z żoną. Alicja już wcześniej coś podejrzewała, jednak dla jego córki to był szok. W ten sposób mężczyzna zabił magię świat na zawsze, a jego byłą żonę, która niedługo po tym wydarzeniu wpadła w depresję, zaczęło irytować wszystko co było związane z Bożym Narodzeniem. Zawsze jednak starannie przygotowywała się do świętowania. Jej zdaniem o tradycję mimo wszystko trzeba dbać.
Pomimo tego, że Magdalena mieszkała na obrzeżach miasta, połączenie autobusowe do swojej szkoły miała bardzo dobre, dlatego była spóźniona ledwie pięć minut. Pierwszą lekcją była matematyka. Uczennica westchnęła, zostawiła kurtkę na korytarzu, po czym weszła do klasy umiejscowionej na parterze. Nauczycielka spojrzała na nią spod byka. Nastolatka przeprosiła za spóźnienie i pognała do pierwszej ławki, gdzie zazwyczaj siedziała. Nie próbowała się tłumaczyć. Dla matematycy nawet wypadek na drodze nie byłby dobrym wytłumaczeniem, o autobusie, który uciekł, nie warto było nawet wspominać. Rozjuszyłoby to kobietę jeszcze bardziej.
Pani Katarzyna Michalska niedawno skończyła czterdzieści trzy lata. Posiadała nieco ponad sto pięćdziesiąt centymetrów wzrostu i przypominała zasuszoną wiedźmę. Była drobniutka i miała brązowe włosy, ledwie sięgające za uszy, a do tego wszystkiego była jędzą. Nie bez powodu wśród uczniów miała ksywkę Mała Mi.
– Sosnowiecka, na środek! – warknęła matematyca.
Uczennica wstała. Kobieta, z nieznanego Magdzie powodu, tylko do niej zwracała się po nazwisku. Na tablicy były zapisane trzy dość skomplikowane równania z dwoma niewiadomymi. Dziewczyna była dobra z matematyki, ponad połowa jej kolegów z klasy była co najmniej przeciętna, jednak nauczycielka była na tyle surowa, że wszyscy mieli problemy z jej przedmiotem, nawet jeśli go rozumieli.
Magdalena na koniec gimnazjum miała cztery z matmy, jednak w pierwszej liceum pani Michalska wystawiła jej ocenę niedostateczną. Madzia zdawała egzamin poprawkowy i bez problemu zaliczyła go na tróję. Wtedy przyrzekła sobie, że nie da kobiecie drugi raz tej satysfakcji. Póki co wychodziła jej bardzo mocna dwója.
Można by rzec, że równania z niewiadomymi były dla demonicy ulubioną dziedziną matematyki. Zawsze szło jej z tym świetnie. Właśnie zaczęła trzeci przykład, wtedy nauczycielka jej przerwała.
– Za wolno – oznajmiła, chodź nie minęło nawet pięć minut.
– Słucham?! W tym czasie nie da się nawet tego zapisać, a co dopiero zastanowić się nad obliczeniami – oburzyła się Magda.
– Wmawiasz to sobie dziewczyno, średnio rozgarnięty gimnazjalista zrobiłby to szybciej. – Co ciekawe, ona naprawdę tak myślała. – A ty najwyraźniej nie radzisz sobie z równaniami.
– To jest pani zdanie, ja uważam, że poradziłam sobie całkiem nieźle. – Oczy dziewczyny stały się czerwone, prąd w klasie zaczął wariować.
– Owszem, to moje zdanie, dlatego mogę ci wstawić za to jedynkę – oznajmiła pani Michalska, nie zwracając uwagi na mrugające oświetlenie. – Nie było cię na pracy klasowej z tego tematu, dlatego uznam to zadanie za próbę zaliczenia sprawdzianu.
– Nie ma pani prawa – wysyczała uczennica.
– Owszem, mam. Wiesz, co to znaczy? – Na jej twarzy zawitał szyderczy uśmiech. – Niedługo wystawienie ocen, a tobie po raz kolejny wychodzi ocena niedostateczna.
Magdalena całkowicie straciła nad sobą kontrolę. Jej uszy stały się szpiczaste jak u elfa, w ustach pojawiły się kły. Z lamp podwieszonych pod sufitem posypały się iskry. Ciało dziewczyny ogarnęły nienaturalnie czerwone płomienie, nad czołem ujawniły się czarne rogi. Wszyscy patrzyli na nią z przerażeniem, nikt nie śmiał się nawet poruszyć. W pewnym momencie biurko nauczycielki zapłonęło. Nastolatce było już wszystko jedno. Stało się to, czego najbardziej się obawiała. Ludzie dowiedzieli się, że jest demonem.
Nie miała już nic do stracenia, dlatego dała radę się uspokoić. Ukryła swoją demoniczną formę, następnie zgasiła płomienie na blacie. Nie zwracając uwagi na innych, spakowała swoje rzeczy i opuściła klasę. Zgarnęła kurtkę, po czym spojrzała na choinkę stojącą na korytarzu. Chciała jakoś wyładować swój gniew. Wykonała nieznaczny ruch nadgarstkiem, drzewko zapłonęło szkarłatnym ogniem, po chwili płomienie przybrały bardziej naturalny kolor.
– Nienawidzę świąt – mruknęła.
Uderzyła pięścią w guzik włączający alarm przeciwpożarowy, zaraz po tym opuściła teren szkoły i nie zwracając uwagi na to, czy ktokolwiek patrzy, odleciała.
Po jej ataku gniewu, na polanie został jedynie popiół. Nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek znajdowały się tu jakieś drzewa. Magdalena miała ochotę wyć z bezsilności. Naprawdę bała się tego, co miało ją czekać. W końcu jednak odzyskała spokój. Była zmuszona podjąć jakąś odpowiedzialną decyzję i zacząć działać, a przede wszystkim musiała porozmawiać ze swoim opiekunem. Wypuściła skrzydła, chwyciła plecak i wzbiła się w powietrze. Wiatr otrzeźwiająco chłostał jej twarz. Potrafiła lecieć naprawdę szybko. Po niecałym kwadransie była na miejscu.
Z hukiem wylądowała pośrodku placu, podniosła się z kolan i ruszyła w stronę budynku, nie zwracając uwagi na przerażonego dozorcę, którego mijała. Weszła do siedziby łowców demonów i skierowała się na piętro.
– Dzień dobry pani Kasiu. Czy Ivan jest u siebie? – spytała kobiety stojącej przy recepcji.
Ładna blondynka, która wyglądała jak uosobienie idealnej sekretarki, uśmiechnęła się i skinęła głową. Madzia skierowała się do doskonale sobie znanego pokoju. Jej opiekun siedział przy biurku z nogami na blacie i czytał jakieś dokumenty.
– Nie spadaj tak z nieba, gdy lądujesz na naszym terenie, bo w końcu przyprawisz biednego pana Kazia o zawał – powiedział, nie odrywając wzroku od swoich papierów.
– Musimy porozmawiać – oznajmiła Magda.
–Tylko nie mów, że się zakochałaś…
Ivan miał trzydzieści jeden lat, lecz wyglądał na góra dwadzieścia pięć. Pochodził z Rosji, jednak pracował w Polsce od ponad pięciu lat. Mężczyzna był bardzo atrakcyjny, miał wysportowaną i całkiem nieźle umięśnioną sylwetkę. Blond włosy zawsze zaczesywał do tyłu, a w jego niebieskich oczach kochało się sporo kobiet.
– Uczniowie już wiedzą, że jestem demonem! – wrzasnęła zirytowana Magdalena.
Ivan aż podskoczył. Jego zadanie polegało pilnowaniu, żeby dziewczyna wypełniała wszystkie rozkazy stowarzyszenia oraz nie wpakowała się w tarapaty. Mieli poważny problem.
– Jak to się stało? – Próbował zabrzmieć spokojnie, ale słabo mu to wyszło.
– Pokłóciłam się z matką, potem matematyca znowu się mnie uczepiła. – Chodziła po pomieszczeniu rozdrażniona, wydawała się być na granicy płaczu. – To wszystko się na siebie nałożyło i nie wytrzymałam… Nie dałam rady powstrzymać swojej mocy.
– Twoja moc robi się za silna – stwierdził Ivan. – Szkoda, że te zioła pomagające w kontrolowaniu się przestały działać…
– Nie działają od ponad pół roku! Miałeś czas, by znaleźć coś innego! – Ciało nastolatki na kilka sekund ogarnęły płomienie.
– Lena, uspokój się! Żadne inne sposoby nie istnieją, nie potrafię ci pomóc.
– To co teraz? – spytała nieśmiało.
– Nie wiem. Doskonale wiesz, że nie możemy zabrać cię z tego liceum.
– Tak wiem, mam pilnować artefaktu. Dlaczego musieli go ukryć akurat w tamtym miejscu? – westchnęła. – To liceum w połowie składa się z gimbów, a moja klasa to już w ogóle zbieranina samych pojebów. Nie mam pojęcia jak na to wszystko zareagują, ale na pewno nie będą się przede mną chować po kątach. Po prostu boje się powrotu do szkoły.
– To pokaż im, że się nie boisz! – Starał się mówić ja najbardziej przekonująco. – Zabroniłem ci wcześniej nosić tej twojej ulubionej, alternatywnej odzieży, ale jestem pewien, że mimo wszystko zgromadziłaś trochę takich ciuchów. Idź jutro do szkoły i bądź sobą.
– Jakiej alternatywnej odzieży? Po prostu lubię trochę mroczniejsze ubrania, jestem demonem, więc to chyba nic dziwnego.
– No widzisz? Idź do szkoły i bądź mroczna ile wlezie. Pokaż, że masz gdzieś to, że się dowiedzieli.
– Wątpię, żeby cokolwiek to dało, ale nie mam już chyba nic więcej do stracenia – stwierdziła. – Jutrzejszy dzień zapowiada się wprost zajebiście. Pierwszą lekcją jest religia…

Magdalena wróciła do domu pod wieczór. Jej matka była jeszcze w pracy. Dziewczyna skierowała się do kuchni i wyciągnęła z lodówki gotowe krokiety. Nie potrafiła gotować, dlatego kiedy zostawała sama w domu, jadła coś z garmażerki. Położyła jedzenie na talerzu i podgrzała je za pomocą swojej mocy, nie miały mikrofalówki, a demonie płomienie działały o wiele szybciej niż piekarnik.
Gdy po niecałych trzech minutach posiłek był już wystarczająco ciepły, wzięła talerzyk i skierowała się do swojego pokoju. Gdy zatrzasnęła drzwi przy pomocy łokcia, spojrzała na spalone łóżko, które do niczego się nie nadawało, oraz na osmalone ściany. Westchnęła i usiadła przy biurku. Napisała sms do Julii, po czym odpaliła laptopa. Weszła na czat, podgryzając przy okazji krokieta.

Arashitora: Co się stało?
NieJestemDemonem: Dowiedzieli się, że jestem demonem.
Arashitora: Zdajesz sobie sprawę, jak komicznie to wygląda?
NieJestemDemonem: Julka! To jest powarzna sprawa.
Arashitora: poważna*
NieJestemDemonem: Julka!
Arashitora: Ok, Sorry.
Arashitora: Kto się dowiedział?
NieJestemDemonem: Moja klasa, ale jestem pewna, że wie już cała szkoła.
Arashitora: Aha…
NieJestemDemonem: Ty mi nie wierzysz, prawda?
Arashitora: Sorry Madzia, ale to brzmi dla mnie zbyt abstrakcyjnie.
NieJestemDemonem: A mówiłaś, że twój wujek prawdopodobnie należy do Stowarzyszenia Łowców Demonów…
Arashitora: No dobra, powiedzmy, że ci wierzę…
NieJestemDemonem: Nie mam żadnych przyjaciół w prawdziwym świecie, a ty jesteś przypadkową osobą z internetu. Żadna z nas nawet nie wie, jak wygląda ta druga, tylko tobie mogę się wygadać bez konsekwencji.
Arashitora: A jeśli jestem jakimś przypadkowym zboczeńcem napalonym na nastolatki z urojeniami?
NieJestemDemonem: Zmusiłam informatyka łowców, żeby cię sprawdził. W domu, z którego piszesz, jest zameldowana osoba o twoim imieniu i w twoim wieku. Nie gadałabym co chwilę o demonizmie z przypadkowym zboczeńcem. W najgorszym wypadku jesteś swoim ojcem, ewentualnie pijanym wójkiem.
Arashitora: Dobra, wierzę ci trochę bardziej niż wUjkowi, który się uchlał i zaczął się chwalić jaki z niego wielki wojownik. Możesz sobie być demonem, dziwniejsze rzeczy widziałam w internecie.
NieJestemDemonem: Dzięki. A twój wujek naprawdę jest łowcą, to też sprawdziłam.
Arashitora: A tak w ogóle, to a propos twojego nazwiska… Spotkałam dzisiaj kobietę, która ma na nazwisko Cipora. Ona chyba ma gorzej od ciebie.
NieJestemDemonem: I tak jestem przeklęta. Całe szczęście komunizm zdążył upaść zanim się urodziłam, inaczej nigdy byśmy się nie wyzwolili.
NieJestemDemonem: pokfifrhyeu
NieJestemDemonem: Sorry, to Azazel.
Arashitora: Co u futrzaka?
NieJestemDemonem: To co zwykle, szuka nowych sposobów na wkurwienie mnie, ale i tak go kocham.
Arashitora: Azazel jest czarny, prawda? Ten to musi być pechowy.
NieJestemDemonem: Ja jestem bardziej,  nawet urodziłam się 13 października do tego z przenoszonej ciąży, bo musiała urodzić się koniecznie trzynastego, całe szczęście klątwa nie kazała mi czekać na piątek trzynastego, bo ten był dopiero miesiąc później.
Arashitora: Ale przecież piątek trzynastego nie jest pechowy.
NieJestemDemonem: Może klątwa liczyła na to, że będę przesądna i się załamię? Pierdolona klątwa.

Madzia usłyszała samochód zatrzymujący się na ich podjeździe, chwilę później trzasnęły drzwi wejściowe.
– Wróciłam! – krzyknęła jej mama. – Magda, jesteś?
– U siebie! – odpowiedziała dziewczyna.
Kobieta skierowała się do pokoju swojej córki.
– Byłam na zakupach, jutro na obiad zrobię twoją ulubioną zapiekankę. – Pani Alicja uśmiechnęła się. – Coś się stało?
– Nic, dlaczego pytasz?
– Bo patrzysz się tępo przed siebie, zawsze tak robisz, gdy masz doła. Na pewno wszystko w porządku?
– Na pewno – mruknęła.
– W takim razie pomóż mi przynieść zakupy z auta.
Dziewczyna zakończyła rozmowę na czacie, po czym wstała i poszła za matką. Nastolatka nie chciała jej na razie martwić. Najpierw musiała się dowiedzieć jak będzie wyglądać sytuacja w szkole. Może nie będzie tak źle? W to akurat nie wierzyła. Klątwa na pewno zadba o to, aby się nacierpiała.


Można powiedzieć, że dobrnęliśmy do końca wstępu, dlatego od tej pory rozdziały będą pojawiać się ciut rzadziej. W ostatnim czasie wpadłam chyba w nałóg pisania, jednak muszę mieć przecież czas też na inne zajęcia, nie mówiąc już o tym, że trzeba jakoś rozreklamować bloga, bo ostatnio spadły mi wejścia. Mogę obiecać jednak, że w czasie wakacji kolejne rozdziały powinny pojawiać się nie rzadziej, niż raz w tygodniu... chyba, że jednak nie :P
Dotarliśmy do miejsca, w którym życie Madzi kompletnie się zmienia. Może jeszcze nie widać, ale to opowiadanie w znacznym stopniu jest szkolną komedią. Od tej pory wszelkie tragedie, wzorowane na moim życiu będą się pojawiać jedynie w retrospekcjach. Z tego miejsca chciałam również pozdrowić mojego ojca, który jest jeszcze większym chujem, niż pan Sosnowiecki, jednak mój wątły talent pisarski nie podołał pełnemu zobrazowaniu tej chujni.
Tak jak zapowiadałam matematyca jest prawdziwą jędzą. Jeśli chodzi o to nieszczęsne zadanie z równań, to nie potraktowała Madzi jakoś szczególnie surowo, takie chore wymagania ma dla wszystkich uczniów. Może się wydawać, że pięć minut na trzy zadania to sporo, jednak w praktyce takie zadania wymagają obliczeń, które zajmują pół kartki... Dokończcie sobie sami.
Co myślicie o Ivanie? Mnie osobiście kojarzy się z bohaterem Supernatural, chodź w życiu nie widziałam żadnego odcinka...
Jesteście ciekawi, co będzie dalej? Jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak będzie wyglądała ta nieszczęsna lekcja religii? Demon vs ksiądz katecheta, to może być coś. Czyta to ktoś w ogóle?

9 komentarzy:

  1. Nie da się przeczytać :v Musisz albo rozjaśnić tło, albo przyciemnić tę czerwień i zrobić biały tekst, bo twój rozdział jest zwyczajnie nieczytelny :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, bo sama nie zauważyła tego problemu... Czy teraz jest dobrze? Nie chciałabym za bardzo rozjaśniać, żeby szablon nie stracił swojej "mroczności"

      Usuń
  2. Hejo!
    Mi tam już pasuje szablon. Wcześniej miałam obiekcje, ale, o ile się nie mylę, coś tam zmieniłaś i jest idealnie.
    Współczuję Magdzie (i Tobie też), ma przerąbane dziewczyna. I ta nieszczęsna lekcja religii - już nie mogę się doczekać! Czuję, że będą niezłe jaja.
    Ivan może być ciekawą postacią, ale PÓKI co trochę mało go było. Zgaduję, że w następnych rozdziałach będzie lepiej przedstawiony.
    A skoro mowa o postaciach - zapomniałam w poprzednim komentarzu dodać, że Malwina wydaję mi się osobą, która się zbliży do Magdy. Ale to tylko takie moje przypuszczenia. A! No i liczę, że przyjedzie do Magdaleny Julka albo na odwrót. Chciałabym, żeby się spotkały.
    No i cóż? Czekam na kolejne rozdziały!
    Pozdrawiam,
    E.

    OdpowiedzUsuń
  3. Blog został dodany do Katalogu Euforia.
    Pozdrawiam, Białko :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczynam lekturę twojego bloga. Pewnie mi się spodoba! Uwielbiam takie klimaty.

    U nie nn
    http://royal-love-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ryczę! ...ze śmiechu! Ta matematyczka xD Boże jakbym widziała moją babę od niemca, nawet nazwisko się zgadza, tyle że na szczęście ona jest sprawiedliwa
    Nie wyobrażam sobie tej religii. Sama mam jełopa, a nie nauczyciele, więc jeśli stworzyłaś kogoś podobnego, to przysięgam, że poryczę się ze śmiechu xD

    OdpowiedzUsuń
  6. "– Szkoda, że te zioła powstrzymujące wzrost demoniej siły." - tutaj chyba Ivanek zapomniał czegoś dodać, chyba zapomniał o słowie "są zbyt słabe" albo "nie działają".

    Akcja się rozkręca ;3
    Wiesz, czytając tak o panu Sosnowieckim, przypomina mi się mój chujowy tatusiek... Co prawda nie zaliczył zdrady, ale reszt się zgadza... Mogę tylko współczuć Magdzie.
    Ivan kojarzy mi się z byłym Nocnym Łowcą (Dary Anioła - polecam). Trochę jak z Supernatural też jest, taki Dean troszkę, albo Bobbie (oglądałam wszystkie serie i nadal oglądam xD).
    Ciekawe jak tam Magda przeżyje dzień w szkole.
    Super opisany rozdział i emocje Magdy. Te chaty z Julią też spoko, widać, że mimo klątwy ma kogoś z kim może pogadać mimo że to przyjaźń internetowa.
    Alicja, mimo epizodycznej roli, również wydała się całkiem dobra(?)
    Lecę dalej

    Pozdrawiam i weny :)
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. No w końcu stało się to, na co czekałam! A niech wszyscy widzą jaka Madzia jest wspaniała! :) Może wyjdę na świra, ale co tam, no lubię demony! <3
    I tak, ojciec Magdy, to zdecydowanie chuj. Inaczej określić się go nie da. Co tu się dużo rozwodzić nad tematem...
    Okej, lubię Ivana. I nie, nie zakochałam się jak inne panny, tylko wydał się taki no, sympatyczny, a chyba nawet Magda go lubi, nie? I moja ciekawość odnośnie tego, dlaczego Madzia nie rzuci w pizdu szkoły, została zaspokojona. Artefakt! Robi się jeszcze ciekawiej. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.