wtorek, 12 lipca 2016

Gimbaza to stan umysłu

Pani Maria Sokół była kobietą po sześćdziesiątce, jednak całkiem dobrze się trzymała, nikt nie dałby jej więcej niż pięćdziesiąt lat. Pracowała jako nauczycielka biologii w liceum ogólnokształcącym. Uważano ją za dobrą biologicę, niestety również strasznie wymagającą. Co roku jedna trzecia uczniów z profilu biologiczno-medycznego musiała pisać egzamin poprawkowy. Jej mottem było: „Dzień bez biologii, to dzień stracony”. Przy czterech biologiach w tygodniu łatwo przez to wszystko oszaleć.
Kobiecina rozdawała ostatnie prace klasowe i jak zwykle była niezadowolona z wyników, prawie połowa jej podopiecznych nie zaliczyła sprawdzianu. Od czasu do czasu rzuciła jakimś kąśliwym komentarzem, licząc na to, że zmotywuję w ten sposób nastolatków do pracy. W końcu zatrzymała się przy Magdzie. Dziewczyna również dostała jedynkę. To była już jej druga ocena niedostateczna z klasówki, a mieliśmy dopiero końcówkę listopada.
– Madzia, ty jesteś zdolnym dzieckiem, tylko że strasznie leniwym. Zacznij się wreszcie uczyć. Z takimi ocenami nic nie osiągniesz – upomniała ją kobieta. – Kim ty w ogóle chcesz zostać? – spytała po chwili.
– Weterynarzem – bez zastanowienia odpowiedziała Magdalena.
– A skąd taki wybór? – zainteresowała się nauczycielka.
– Bo ludzie mnie irytują – mruknęła nastolatka.
– Przecież ty też jesteś człowiekiem.
Magda nie wytrzymała i zaśmiała się szyderczo.
– Co w tym takiego śmiesznego? – drążyła biologica.
– Bo jest małpą – wtrącił Mariusz Sas, zwany również Saskiem.
– Nawet małpy mają lepsze riposty od ciebie – odgryzła się Magda.
Chłopak jak zwykle starał się zabłysnąć przed kolegami. Ludzie jego pokroju lubili wyżywać się na słabszych, dlatego dziewczyna starała się nie dawać mu tej satysfakcji. Nie dało rady tego po niej poznać, jednak ta uwaga wyprowadziła ją z równowagi, ogólnie bardzo łatwo było ją zdenerwować. Jej tęczówki stały się czerwone, zawsze tak się działo, gdy jej moc w jakiś sposób się ujawniała.
Natychmiast pochyliła głowę, zastanawiając się, jakim cudem do tej pory nikt nie zauważył tej niecodziennej przypadłości. Światło w klasie zaczęło migać, było to charakterystyczne dla demonicznej magii. Przynajmniej raz dziennie działy się podobne rzeczy, nikt jednak nie podejrzewał o to uczennicy, a pani Sokół, która była również wicedyrektorką, wciąż zmuszała fachowców do szukania źródła tajemniczej usterki powodującej zwarcia.
Liceum ogólnokształcące imienia Hugona Kołłątaja, było dość małą placówką. Mogłoby się wydawać, że do szkoły całkiem dobrze stojącej w rankingu, będą uczęszczać ludzie o co najmniej przeciętnej inteligencji. Nic bardziej mylnego. Magda często zastanawiała się, jakim cudem skończyła razem z kwartetem dresów, córeczkami bogatych tatusiów, ćpunką, imitacją Justina Biebera oraz kilkoma mniej barwnymi osobnikami. Inne klasy wcale nie miały się lepiej. Większość uczniów tej szkoły zatrzymało swój rozwój na poziomie gimbazy, a przychodzenie na lekcje z kosą dla obrony wcale nie byłoby przesadą.
Madzia do tej pory nie mogła sobie wybaczyć tego, że wybrała liceum, które znajdowało się najbliżej jej domu. Niestety na chwilę obecną Stowarzyszenie Łowców Demonów, któremu podlegała, nie chciało pozwolić na zmianę szkoły. Powierzono jej misję do wykonania i nie miała prawa odmówić.
Dziewczyna wcale nie miała łatwo, w całej IIc jedynie Malwina chciała z nią rozmawiać, ale uczennica była znana z tego, że litowała się nad słabszymi, dlatego Magdalena broniła się przed uznaniem jej zachowania za przejaw prawdziwej przyjaźni. Demonica nie była brzydka, głupia, czy słaba. W normalnej sytuacji uznano by ją za typową osobę, którą wszyscy mają gdzieś. Istniała jednak jedna rzecz, która kłuła w oczy wszystkich uczniów, a były to jej nieobecności. Jeśli Magda chciała utrzymać demonią naturę w tajemnicy nie miała wyjścia, wiele razy czuła, że nie da rady zablokować swojej mocy, wtedy po prostu opuszczała lekcje.
Zazwyczaj nie działo się nic groźnego dla otoczenia, jednak z płomieni ogarniających całe ciało, nie łatwo byłoby się wytłumaczyć. Czasem wychodziła w połowie zajęć, czasem w ogóle nie przychodziła do szkoły. Jej matka pisała usprawiedliwienia, jeśli tylko dawało się to zrobić w jakiś logiczny sposób. Mimo wszystko koledzy z klasy mieli do niej pretensje o zaniżanie frekwencji. Takie były skutki posiadania wychowawczyni, która miała fioła na punkcie obecności i nawet szczuła na Magdę innych uczniów i nauczycieli. Dziewczyna była szykanowana i dręczona, a to oczywiście skutkowało kolejnymi nieobecnościami. Nie mogła się nawet bronić, ponieważ w każdej chwili mogła się zapędzić za daleko i nieświadomie uwolnić swoją magię.

Następną lekcją był język angielski, którego Magdalena szczerze nie znosiła i nie chodziło tu o przedmiot, ale o nauczyciela, który za wszelką cenę chciał ją ośmieszyć. Grupy językowe stanowiły mieszankę wszystkich klas z danego rocznika, dlatego wszelkie informacje o kolejnych pomysłach anglisty szybko się roznosiły. Nikt na to nie reagował. W końcu kogo obchodzi to, że uwielbiany profesor dręczy jedną uczennicę, która też ma swoje za uszami?
Magda zajęła swoje miejsce, po czym wyjęła podręczniki oraz piórnik. Chwilę później do klasy wszedł pan Andrzej Krysiak, uśmiechnął się do swojej klasy, po czym usiadł za biurkiem i zaczął odczytywać listę obecności. Mężczyzna był dość atrakcyjny, miał trzydzieści sześć lat, a uczył w tej szkole od siedmiu. Nosił się elegancko, ale na luzie. Wiele uczennic się w nim podkochiwało. Zawsze był szarmancki, ciepły i pomocny, jednak to były tylko pozory.
Nauczyciel zaczął odpytywać z poprzedniej lekcji. Po kolei zadawał uczniom po jednym pytaniu. W końcu doszedł do Magdaleny.
– He asked: "Where are you going?" Zamień to na mowę zależną – polecił.
– He asked me where I was going – odpowiedziała bezbłędnie.
– Świetnie, mogłabyś zostać luksusową prostytutką – zakpił. – Chociaż nawet to może być dla ciebie za wiele.
Cała klasa wybuchła śmiechem, a Madzia  przygryzła policzek, gdy tylko światła zaczęły migotać. Niemal od razu poczuła w ustach krew. Ból pozwalał jej nas sobą zapanować. Nie raz przez tego skurwysyna, któremu uśmiech nie schodził z twarzy nawet podczas wygłaszania obelg, była na granicy wytrzymałości. Tego dnia niezbyt się popisał, ale to wystarczyło. Nie mogła się nawet odgryźć, wtedy to ona miałaby kłopoty. Wszystkie docinki starała się ignorować, udawała, że w ogóle ich nie dostrzega. Z zewnątrz wydawała się spokojna, w środku aż rozsadzało ją ze złości spowodowanej bezsilnością.
Mężczyzna czerpał satysfakcję z jej upokorzenia. Zawsze miał upatrzoną jedną ofiarę, i nie chodziło o to, że starał się ją uwalić z przedmiotu, akurat w tym przypadku był sprawiedliwy. Po prostu uwielbiał tę osobę poniżać. Inni uczniowie zawsze reagowali śmiechem i uwielbiali swojego belfra za poczucie humoru i rozrywkę, jakiej im dostarczał. Nieliczni współczuli gnębionemu uczniowi, jednak nie próbowali reagować. Skoro wszyscy na to przyzwalali, nikt nie chciał się wyłamywać.
Gdy anglista poznał Magdalenę, od razu zobaczył w jej oczach echo szykan, jakimi raczono ją w gimnazjum. Stwierdził, że jest idealną kandydatką na jego kolejną zabawkę. Nikt w tej szkole o tym nie wiedział, ale pan Krysiak sam był dręczony przez niemal całą swoją edukację. Posunął się nawet do próby samobójczej. Te wydarzenia nieodwracalnie skrzywiły jego psychikę. Dla mężczyzny liczył się jedynie poklask innych. Dość szybko doszedł do wniosku, że najłatwiej osiągnie cel, gdy stanie się takim samym katem, jak ci, którzy zniszczyli mu życie.
Budował popularność na łzach swojego kozła ofiarnego. Miał obsesję na punkcie opinii o nim. Na studiach zaczął ćwiczyć na siłowni i przesadnie dbać o siebie. Zawsze był perfekcyjnie ubrany i miły dla wszystkich. Skrupulatnie budował wizerunek uwielbianego nauczyciela, jednak gdy opuszczał szkołę i zostawał sam, na powrót stawał się chamem i zakompleksionym chłopcem. To wszystko przypłacił samotnością. Bał się, że jeśli kogokolwiek dopuści do siebie bliżej, ktoś w końcu odkryje, że wszystko, co do tej pory robił, było jedynie na pokaz. Jego nieszczęście jeszcze bardziej motywowało go do wyżywania się na niczego niewinnej uczennicy.
Kiedy nauczyciel był zajęty prowadzeniem wykładu, Magda po raz kolejny zaczęła wszystko podsumowywać. Uczniowie nie znosili jej za coś, co większości gimbusów powinno nawet imponować. Nauczycielka od matematyki, a jednocześnie wychowawczyni, pałała do niej nienawiścią i starała się uprzykrzyć jej życie na wszelkie możliwe sposoby. Anglista uczynił z niej kozła ofiarnego, a dyrektorka cierpiała na wyjebanizm i miała gdzieś wszystkie jej skargi. Dziewczyna była pewna, że większość z tych rzeczy spotkała ją z powodu klątwy marnego żywota, a wymieniła jedynie sprawy związane ze szkołą…

Lekcje dobiegły końca, tuż po dzwonku Magda natychmiast pobiegła na przystanek, ponieważ jej autobus miał przyjechać za dwie minuty. To był jeden z niewielu dni, gdy miała po szkole wolne, dlatego nie chciała tracić czasu na bezsensownie stanie na przystanku. Droga ze szkoły zajmowała jej zazwyczaj mniej niż kwadrans.
Mieszkała na osiedlu umiejscowionym na obrzeżach miasta, w niewielkim domku jednorodzinnym, który bardziej przypominał klocek niż dom. Budynek był jednopiętrowy, na parterze znajdował się salon oraz kuchnia, a na piętrze dwa średniej wielkości pokoje i łazienka. Wszystkie domostwa po tej stronie ulicy miały formę podobnych kloców, pod drugiej stronie zaś stały standardowe domki jednorodzinne.
Magdalena wiele razy zastanawiała się, dlaczego architekt postanowił pognębić biedniejszych mieszkańców marnych chałup, i kłuć ich w oczy pięknymi willami. Wyjaśnienie było zupełnie zwyczajne. Pięćdziesiąt lat temu było to jedynie niewielki osiedle dla zatrudnionych w pobliskiej fabryce, a po drugiej stronie ulicy znajdował się tylko las. Dopiero później, gdy zakład upadł, a mieszkania zostały wykupione przez byłych pracowników, nastała moda na mieszkanie na obrzeżach miasta, a ludzie zaczęli się tu budować.
Dziewczyna wyciągnęła pocztę z skrzynki przymocowanej do furtki, po czym skierowała się do drzwi wejściowych. Weszła do domu, zdjęła buty oraz kurtkę i zostawiła plecak w przedpokoju. Następnie skierowała się do toalety, potykając się po drodze o swojego kota, który wszedł jej pod nogi, gdy nagle postanowił, że jednak chce się z nią przywitać. Azazel przypadkiem dostał solidnego kopa i odbił się od ściany. Madzia zaklęła po czym zamknęła się w łazience. Rozebrała się z zamiarem założenia czegoś wygodniejszego. Spojrzała w lustro. Czy naprawdę nadawała się na luksusową dziwkę? Natychmiast skarciła się w myślach za tak durne pytanie. Była przecież potężnym demonem wojny, a nie demonem pożądania.
Jak przystało na prawdziwy pomiot szatana, nie była brzydka. Miała zgrabną, wysportowaną sylwetkę, jednak całkiem nieźle zaokrągloną tam gdzie trzeba. Rysy również miała ładne. Jej duże, zielone oczy, długie rzęsy  oraz czerwone usta byłyby marzeniem wielu kobiet. Czarne, lekko falowane włosy sięgały aż do pasa, a gęsta, prosta grzywka nigdy nie sprawiała problemów z ułożeniem jej. Całości dopełniały szkarłatne pasemka, które pojawiły się jakieś dwa lata temu. Dziewczyna spojrzała na wiecznie czarne paznokcie, które dość mocno kontrastowały z jej bardzo jasną, wręcz porcelanową cerą, i westchnęła.
Nigdy nie ingerowała w swój wygląd, taka po prostu była. Miała  świadomość swojej urody, jednak zazwyczaj czuła się zupełnie przeciętna. Po latach szykan wciąż miała zaniżone poczucie wartości, a  komplementy słyszała tylko od meneli wiecznie przesiadujących na ławce pod monopolowym. W szkole słyszała jedynie komentarze typu: „ruchałbym”. Swoją drogą to zabawne, że pijusy z marginesu społecznego byli bardziej elokwentni od typowego gimbo-licealisty.
Magdalena w końcu otrząsnęła się z zadumy. Ostatnio coraz częściej nachodził ją nastrój na filozofowanie, co szczerze zaczynało ją martwić. Gdyby zdarzyło się jej zapomnieć podczas walki, zapewne by zginęła. Już bez dalszego zwlekania przebrała się w ulubioną tunikę i leginsy, w których uwielbiała chodzić po domu.
Tuż przed opuszczeniem łazienki przypomniała sobie o komórce i komunikatorze łowcy, które wciąż spoczywały w kieszeni jej spodni. Wyciągnęła je, wróciła na dół po swój plecak, po czym skierowała się do swojego pokoju. Kilka sekund później dostała sms od Julii, która chciała porozmawiać na czacie. Madzia chwyciła więc swojego laptopa, po czym ułożyła się z nim wygodnie na łóżku. Odpaliła odpowiednią stronę internetową, wpisała swoją nazwę i weszła na kanał, na którym czekała na nią Arashitora.
Dziewczyny poznały się trzy lata temu na czacie przeznaczonym dla ludzi szukających nowych znajomych. Szybko przekonały się, że wykazują ten sam poziom zjebania umysłowego. Julia była jedynie o rok młodsza, tyle im wystarczyło, by zostać przyjaciółkami. Mimo że w internecie pojawiły się o wiele lepsze sposoby komunikacji, one z sentymentu nadal używały tego czatu. Miały tam swój własny kanał, co prawda od czasu do czasu ktoś dołączał do ich rozmowy, jednak niespecjalnie im to przeszkadzało.

Arashitora: Co tam?
NieJestemDemonem: To co zwykle, czyli chujnia…
Arashitora: O matko… Co znowu?
NieJestemDemonem: Uczniowie się na mnie wyżywają, a nauczyciel wyzywa od luksusowych dziwek. Typowy dzień w liceum.
Arashitora: Kiedy tak czytam o tym, co się w tej twojej szkole odpierdala, stwierdzam, że na podstawie twojego życia można by nakręcić kilkadziesiąt odcinków „Dlaczego Ja?”
NieJestemDemonem: Ja po prostu jestem przeklęta.
Arashitora: Mogło być gorzej, mogłaś się urodzić w Sosnowcu, tak jak ja.
NieJestemDemonem: A to nie pisałam ci jak mam na nazwisko?
Arashitora: Pisałaś, ale już zapomniałam.
NieJestemDemonem: Sosnowiecka
Arashitora:
NieJestemDemonem: To jeszcze nie wszystko, panieńskie nazwisko mojej mamy to Radomiak.
Arashitora: O fuck… serio jesteś przeklęta.
NieJestemDemonem: A najlepsze jest to, że klątwa zaczęła działać dopiero po ślubie moich rodziców i po tym jak zostałam poczęta, nazwiska były wcześniej. To moja wina, że Radom i Sosnowiec mają przesrane…
Arashitora: Żądam odszkodowania!!! Może być w ciastkach :3
NieJestemDemonem: Spoko, ale uprzedzam, że moje ciastka nie nadają się do spożycia.
Arashitora: A może los jakoś przewidział, że będziesz przeklęta i dobrał twoim rodzicom te nazwiska? Przecież to niemożliwe, żeby przez jedną osobę dwa miasta miały kompletnie zrujnowaną opinię.
NieJestemDemonem: Ta akurat… jestem pewna, że cała Polska zacznie w końcu szydzić i ze Szczecina.
Arashitora: Nie przesadzaj, w końcu Radom miał swoją chytrą babę, a Sosnowiec stał się pośmiewiskiem przez mamę Madzi.
Arashitora:
Arashitora: No dobra, to zabrzmiało już bardzo źle.
Arashitora: Okay, wierzę. Jesteś przeklęta.

Rozmawiały jeszcze przez godzinę, potem Magda przypomniała sobie o zadaniu domowym. Nauczycielka od biologii miała rację, zdecydowanie powinna się przyłożyć do nauki. Polecenia nie sprawiły dziewczynie żadnego problemu, uwinęła się w trzy kwadranse, dlatego resztę wieczoru postanowiła spędzić na czytaniu. Chwyciła swój czytnik, ułożyła się wygodnie na łóżku, po czym odpaliła ostatnio ściągniętego ebooka. Wolałaby czytać normalne książki, jednak te zbyt często stawały w płomieniach, urządzenie zaś jedynie się wyłączało, czasami zdarzało się niewielkie zwarcie, ale to można było naprawić za kilka złotych.
Magdalena z łatwością odtworzyła w swojej głowie świat przedstawiony w lekturze, w takim momentach zapominała o swojej szarej rzeczywistości. W ten sposób mogła udawać, że podoba jej się bycie outsiderką. Przeżywała przygody głównych bohaterów razem z nimi, zupełnie jakby oglądała film, albo grała w jakąś grę komputerową.
Straciła poczucie czasu, z zadumy wyciągnęły ją odgłos samochodu oraz skrzypienie drzwi od stojącej na podwórku lichej przybudówki, która pełniła rolę garażu. Dopiero wtedy zorientowała się, że jest już po dwudziestej. Właśnie o tej porze jej mama wracała z dniówki. Tym razem nie weszła jednak do domu. Dziewczyna stwierdziła, że pewnie znowu poszła pić do pobliskiego baru. Oczywiście miała rację…
Pani Alicja Sosnowiecka robiła tak za każdym razem, gdy wszystko zaczynało ją przerastać. Jej córka nie miała o to pretensji, w końcu to ona była sprawcą większości jej problemów. Nastolatka czuła wdzięczność za wszystko, co rodzicielka dla niej robiła, uważała, że nie ma prawa się skarżyć się na słabości matki.
Kobieta była pielęgniarką na neurologii. Wcześniej pracowała na psychiatrii, jednak przeniosła się jakieś dwa lata po tym, jak została przeklęta. Mama Magdy nigdy nie była do końca normalna, jednak po tym, jak mąż ją zostawił, wpadła w depresję. Trwała w tym stanie od prawie czterech lat, jednak do tej pory sama przed sobą nie przyznała się do choroby, a na wszelkie sugestie córki reagowała napadami szału. Pani Alicja starała się nie okazywać słabości, w domu jednak często puszczały jej nerwy. Nie raz wpadała w furię, żeby zaraz po tym rozpłakać się z bezsilności. Ten stan potrafiła wywołać taka pierdoła, jak krzywo ukrojona kromka chleba. Niestety zdarzało się jej też wyładowywać frustracje na swoim dziecku.
Magdalena nie miała zamiaru czekać, aż nachlana matka wtoczy się do domu, zazwyczaj wracała dopiero po północy. Dziewczyna zdążyła się już do tego przyzwyczaić. Od dawna nie potrafiła się tym przejmować, dlatego po chwili wróciła do czytania. Gdy wreszcie skończyła, było już późno. Niechętnie skierowała się do łazienki, przebrała się w piżamę, po czym wróciła do łóżka. Azazel wykorzystał tą sytuację i wskoczył na jej brzuch, stanowczo domagając się uwagi. Właścicielka pomiziała go za uchem, odpowiedział jej głośnym mrumraniem.
– Zobaczysz, kiedyś wypadną ci zęby od tych wibracji – szepnęła Madzia.
Zadowolony kot uwalił się obok jej poduszki, przy okazji wsadzając swojej pani ogon w oko.
– Przeklęty demon i czarny kot, wprost idealnie się dobraliśmy – mruknęła, po czym ułożyła się do spania.


Przed wami pierwszy, prawdziwi rozdział. Już na pierwszy rzut oka widać, że Madzia ma przesrane. Wszelkie tragedie spotykające ją w tym rozdziale, są wzorowana, na autentycznych wydarzeniach (większości moich:/).
Mam  nadzieje, że jesteście ciekawi dalszych losów Magdaleny. Co myślicie o puchatym Azazelu? Moim zdaniem jest uroczy, a przynajmniej starałam się, aby taki był. Czytacie to w ogóle?

4 komentarze:

  1. Kochanie, przeczytałam pierwszy rozdział, jednak tak samo jak prolog tylko na wersji mobilnej. Szablon masz naprawdę ładny i ta kolorystyka pasuje do opisanej akcji, ale... jest nieczytelny. Czerwony tekst zlewa się z czarnym tłem, ciężko to się czyta. Zmień kolor literek na biały np.
    Co do treści motyw jest bardzo dobrze znany i opisany w wielu książkach - wyjątkowa, szykanowana w szkole dziewczyna, jednak historia pisana od strony demona...z tym się chyba jeszcze nie spotkałam. Nadrobię zaraz zaległości i przeczytam wszystkie rozdziały.

    Na moim blogu pojawił się kolejny rozdział, który notabene wiele zmienia. Jeżeli jesteś zainteresowana: http://icedaughter.blogspot.com/

    Pozdrawiam i dużo weny życzę! 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co napisałaś jest bardzo dziwne, bo w wersji mobilnej ustawiłam najprostszy, czarno-biały szablon, właśnie dlatego, że ten zaadaptowany z mojego projektu zdecydowanie byłby nieczytelny... Będę musiała pogrzebać i jakoś to naprawić:/

      Usuń
    2. Coś źle sformułowałam i zafałszowałam przekaz. Miałam na myśli to, że przeczytałam ten rozdział tak samo, jak i prolog na wersji mobilnej, gdyż jest czytelniejsza.

      Pozdrawiam;)

      Usuń
  2. Cholera... znów mi się cały komentarz wykasował... Co ja to w nim napisałam...
    Tak... zauważyłam, że nie tylko ja nie lubię Biebera! O, i że migające światło jest absolutnym dowodem na to, że w pobliżu przebywa demon, a nie że to problem z elektryką. Wszak wystarczy obejrzeć wszystkie sezony Nie z tego świata i śmiało można zacząć polować na demony i inne stwory mniej lub bardziej im pokrewne. ^^
    W ogóle to w jaki sposób Magda znalazła się pod opieką IŁD? Matka ją do nich zatorgała? Czy może oni tak dla zasady sprawdzają każde niemowlę, które przyszło na świat? Poza tym skoro już ona im podlega, to powinni porozmawiać i wytłumaczyć wychowawczyni Madzi, że tak żaden pedagog się nie zachowuje. O panu angliście w ogóle nie wspominając, choć byłabym nawet bardzo zadowolona, gdyby Magda rzuciła nim o tablicę – tak dla przykładu.^^
    Na ogół nie zwracam uwagi na literówki, bo musiałabym je sobie gdzieś odnotowywać czy coś, a to odciąga od czytania, ale to jedno zapadło mi w pamięć, więc pozwól, że przytoczę.
    „Ból pozwalał jej nas [chyba nad] sobą zapanować, nie raz przez tego skurwysyna, któremu uśmiech nie schodził z twarzy nawet podczas wygłaszania obelg, była na granicy wytrzymałości, chodź [raczej choć] dziś niezbyt się popisał.”
    Rozmowa dziewczyn na czacie przypadła mi do gustu, choć sama nie wiem dlaczego. :) Może po prostu mam coś z głowa nie tak. :D Wyszło takie typowe gadanie z najlepszą kumpelą... Ehhh... te czasy już nie wrócą :'( choć osobiście za szkołą nie tęsknię i raczej nigdy nie zacznę. ^^
    Super imię dla kota, że ja na takie nie wpadłam i dałam mojemu Hypki... No ale, cóż, może następnym razem. :)
    Skoro wydarzenia wzorowane na Twoim życiu... czyżbyś była demonem? Zawsze chciałam poznać demona! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz. Zmotywują mnie one do dalszej pracy, więc zostaw coś po sobie drogi czytelniku. Bardzo interesuje mnie to, co myślisz o moim opowiadaniu.
Nie chce mi się tworzyć osobnej zakładki, więc jeśli chcesz zostawić swój link, to proszę bardzo. Pamiętajmy jednak, że istnieją granice dobrego smaku, a chamskie spamowanie będzie tępione jeszcze większym chamstwem.