wtorek, 14 lutego 2017

Ludzie są Zabawni

Magdalena znowu była spóźniona, przez ten cały stres zapomniała o której powinna wyjść z domu, a autobus uciekł jej sprzed nosa. Całe szczęście tego dnia miała na drugą lekcję. Po ósmej godzinie komunikacja miejska zaczynała jeździć we miarę ogarnięty sposób. Ostatecznie dotarła tylko kwadrans po dzwonku.
Gdy wbiegała do budynku była pełna obaw. Dzień wcześniej pisała do Ivana. Chciała, aby poradził jej, jak powinna się zachować. Odpisał jedynie: „Rób co chcesz.” Zdążyła się przyzwyczaić do tego, że jej opiekun nadzwyczaj często miał ją w dupie, ale i tak w tamtym momencie miała ochotę do niego polecieć i poddać wyszukanym torturom.
Schodząc po schodach do szatni jednocześnie ściągała kurtkę. Na dole czekała na nią pani Trzeciak, która była już dość wkurzona. Magda nie mogła przypuszczać, że kobieta była tak zdesperowana, że jeszcze kilka minut i sama pofatygowałaby się do domu dziewczyny. Nie obchodziłby ją żaden sprzeciw, demonica była jej potrzebna w szkole.
Dyrektorka wyrwała jej kurtkę, po czym rzuciła ją cieciowi, który akurat pilnował szatni. Złapała Madzię za nadgarstek i zaczęła ciągnąć w stronę schodów.
- Jak twoje ramię? – spytała po drodze.
- W porządku – odpowiedziała skołowana uczennica.
Dotarły pod salę gimnastyczną. Dyrka bez żadnych wyjaśnień wciągnęła nastolatkę do środka. Na sali znajdowali się wszyscy uczniowie oraz nauczyciele. Nikt nie zadał sobie trudu, aby poustawiać wcześniej ławki lub położyć wykładzinę. Ludzie po prostu stali lub siedzieli na podłodze. Odkąd weszła, nikt również nie śmiał się odezwać.
- Dowiem się co się dzieje? – spytała Magdalena.
- W związku z wczorajszymi… niecodziennymi wydarzeniami, chciałabym abyś wyjaśniła nam parę rzeczy – odpowiedziała pani Trzeciak.
- Nawet nie wiem, od czego miałabym zacząć – wyjąkała.
- Najlepiej od tego artefaktu! – podsunął ktoś z tłumu.
Dyrektorka stanęła pod drzwiami. Dziewczyna stała po środku sali zupełnie sama, nie pomagał też fakt, że z wyczekiwaniem wpatrywała się w nią ponad setka par oczu. Panująca wokół cisza była nieznośna. Demonica czuła, że jest blisko utraty kontroli nad mocą. Odetchnęła głęboko. Skoro Ivan stwierdził, że może robić co jej się podoba, to miała zamiar opowiedzieć im o wszystkim. Może i była traktowana jak ostatnia szmata, ale ci uczniowie mogli wczoraj zginąć, zasługiwali na to, aby poznać prawdę o niebezpieczeństwie jakie im groziło. Uśmiechnęła się delikatnie. Przynajmniej przepadnie im matematyka.
- Dawno, dawno temu… - zaczęła swój wywód. – Gdy ludzie potrafili rozdzielić magię na dobrą i złą, po ziemiach polskich nadal latali poganie, a upadłym aniołom jeszcze chciało się cokolwiek robić, miało miejsce kilka bitew, od których zależał los tego świata. Istniało wtedy kilka demonów, które władały magią tak potężną, że bez trudu mogły rozsadzić tą planetę. Po wielu walkach, okupionych śmiercią prawie dziesięciu milionów ludzi, udało się ich pozbyć, jednak ich moc była niezniszczalna. Aby trzymać ją z dala od innych piekielników, każdą z pozostawionych energii zamknięto w artefaktach, które magowie ukryli głęboko pod ziemią. Ich położenie miało zostać na zawsze tajemnicą, tylko, że ponad tysiąc lat później, osłona jednego z artefaktów została uszkodzona i poczuły to wszystkie demony, które znajdują się poza piekłem. Na szczęście nie mogą poznać jego lokalizacji od tak, muszą najpierw trafić na trop, a ten są w stanie złapać nie dalej niż ćwierć kilometra od szkoły. To tyle.
- Dlaczego nas wcześniej nie ostrzegłaś?! – wrzasnęła jakaś dziewczyna.
- Pamiętacie, jak w marcu zeszłego roku wybuchła afera, bo ktoś rozwieszał po szkole ulotki z napisem: „Odejdźcie stąd, jeśli wam życie miłe”?
- Chcesz powiedzieć, że przez tydzień, każdej nocy, włamywałaś się do szkoły, aby rozwieszać te upiorne ulotki? – chciała się upewnić dyrka. – To by wyjaśniało, czemu monitoring wtedy wariował.
- Stowarzyszenie Łowców Demonów zobowiązało mnie do zachowania tajemnicy. Poza tym, już wtedy nie byłam zbyt lubiana. Nawet jakbym próbowała z kimś o tym porozmawiać, to tylko bym się ośmieszyła – wyjaśniła. – Z tego co pamiętam, jakiś tuzin uczniów jednak postanowił zmienić szkołę, zawsze coś.
- W takim razie dlaczego teraz nam to mówisz? – demonica rozpoznała głos Justyny, z którą chodziła do klasy.
- Cała szkoła już odkryła istnienie demonów, wczoraj dowiedzieliście się, że nosicie w sobie energię, która będzie przyciągać piekielników. Co macie zamiar zrobić z tą wiedzą? I tak macie przesrane. To wszystko.
- Opowiedz nam o demonach! – zawołał ktoś z tyłu.
- Co chcecie wiedzieć? – spytała Magdalena.
- Jak się bronić?
- Demony można zabić na wiele sposobów, wszystko zależy od rodzaju, a tych jest kilkaset. Jest również jedna uniwersalna metoda – zniszczenie serca. Na waszym miejscu jednak nie brałabym się za to. Piekielnika można odstraszyć za pomocą symboli religijnych, takich jak krzyż, różaniec, czy woda święcona. Pomoże też modlitwa, o ile naprawdę wierzymy w Boga, do którego się modlimy. Względnie bezpieczne są też kościoły, tam są w stanie wejść jedynie demony od drugiego poziomu wzwyż…
- Skoro twierdzisz, że nasza wiara się myli, to dlaczego odstrasza demony?! – przerwał jej ksiądz katecheta.
- Bo właśnie chodzi o wiarę. Ludzie zawierzali swoje bezpieczeństwo bogom, wierząc, że ich religia ich ochroni i tak się stało. Prawdziwą siłą jest symbol, a im więcej ludzi w niego wierzy, tym jest potężniejszy.
- W takim razie dlaczego ty jesteś inna?
- Demony to istoty, które utraciły swą duszę, aby przetrwać, muszą pochłaniać duszę innych ludzi, dlatego są potępione, jednak jest wyjątek – demony, które mają swoją własną duszę, one nie muszą zabijać. Można je rozpoznać przede wszystkim po skrzydłach upadłego anioła. Skrzydła zwyczajnych piekielników przypominają te należące do smoka, lub nietoperza.
- I tak jest z tobą? – spytała pani Tomaszewska.
- Zostałam po prostu przeklęta.
- A jaką mamy pewność, że nie wykorzystasz swojej mocy, by nas zabić?! – drążył Sasek.
Magdalena odwróciła się tyłem, odgarnęła włosy, następnie obciągnęła bluzkę, ukazując symbol na karku.
- To jest pieczęć łowców demonów – oświadczyła, po czym z powrotem zwróciła się twarzą do uczniów. – Nie mają zaufania nawet do takich jak ja, jeśli zabiję choć jedną osobę, ta pieczęć mnie powstrzyma, a łowcy się mnie pozbędą.
- Czyli nie wszystkie demony są złe? – spytał podejrzliwie Jasza.
- Nie są, i dotyczy to nie tylko tych, co zachowały swoją duszę. Sporo demonów to niewinni ludzie, którzy padli ofiarą piekielnych mocy. Piekło jest… Po prostu piekłem, niejeden stracił przez nie rozum. Wydaje mi się jednak, że demony z ludzkimi odruchami zdarzają się częściej, niż innym się wydaje. Jeśli chcą przeżyć na ziemi, muszą się żywić duszami.
- Próbujesz je rozgrzeszać?! – oburzył się ksiądz.
- Nie, chce je jedynie rozumieć. Istnieje różnica między potworem, który znajduje radość w mordowaniu ludzi, a piekielnikiem, który po cichu egzystuje na ziemi, żywiąc się raz na pół roku. Tego pierwszego zabiję bez wahania, temu drugiemu pomogę odejść bezboleśnie.
- Dlaczego to wszystko robisz? – spytała Malwina.
- Nie mam wyboru. Każdy demon, który zachował swą duszę, dostaje od łowców propozycję, albo się do nich przyłączy, albo będzie musiał pożegnać się z życiem. Poza tym, mam moc, dzięki której mogę chronić ludzi, więc chce jej użyć właśnie w tym celu.
- Powiedz nam coś jeszcze o demonach – poprosiła.
- Demony potrafią odebrać duszę na różne sposoby. Mogą  opętać człowieka lub zagnieździć się w nim jak pasożyt. Najczęściej jednak zabijają, bezpośrednio lub przez zesłanie choroby. Można też oddać swoją duszę dobrowolnie, ale to jest najgłupsze, co można zrobić. Nie wiadomo, co dzieję się z ludźmi bez duszy. Czasem sami zmieniają się w demony, ale to nieliczne przypadki.
Człowiek, którego dusza zostaje pożarta, zazwyczaj zmienia się w poddemona, jednak ten fakt jest znany tylko ofiarom tego systemu. Ani demony, ani ludzie nie zdołali jeszcze odkryć prawdy.
- Co się stało z magią? – spytała jakaś dziewczyna z trzeciej klasy.
- Serio? To was interesuje? – zdziwiła się Magda. – No dobra… Gdy Europa była jeszcze pogańska, czary były całkiem normalną rzeczą. Gdy nadeszły czasy chrześcijaństwa, kościół doszedł do wniosku, że magia jest grzechem, ponieważ pochodzi od demonów. Po części mieli rację, aby posługiwać się czarną magią, trzeba było zawiązać pakt z piekielnikami. Jednak istniała jeszcze biała magia, a żeby nią władać trzeba było mieć wrodzoną moc, lub nauczyć się wykorzystywać energię zebraną w powietrzu, co wcale nie było łatwe…
- Wiesz, że to co mówisz to herezja? – przerwał jej ksiądz.
- Trudno, taka jest prawda. Najwyżej wyląduję na stosie, jakoś specjalnie mnie to nie rusza – odpowiedziała Madzia, wywołując przy tym chichot u niektórych uczniów. – Inkwizycja zabijała każdego czarodzieja, jaki im się napatoczył. Często wystarczyło być tylko spokrewnionym z jakimś magiem, aby spłonąć na stosie. Podobnie postępowano z innowiercami. Ludzie ze strachu przestawali praktykować czary, kto chciał być chrześcijaninem był do tego zmuszony. Energia, która przestała być używana, zniknęła z tego świata, a magiczne geny zostały mocno zredukowane. Stowarzyszeniu udało się odtworzyć część zaklęć z dokumentów, które cudem uniknęły spalenia przez inkwizycję. Niewielu jednak jest ludzi, którzy mają magiczne zdolności.
- Czym właściwie jest to stowarzyszenie? – dociekał katecheta.
- Magia zniknęła, a wraz z nią większość sposobów obrony przed demonami. W tym samym momencie wzrosła siła symboli. Kościół powołał Stowarzyszenie Łowców Demonów, aby tępili piekielników dostępnymi metodami. Zbyt często jednak występował między nimi konflikt interesów, dlatego organizacja dość szybko postanowiła się odłączyć. Więcej powiedzieć wam nie mogę.
- Jakie to wygodne – sarknął ksiądz Tadeusz.
- A wracając do czarów… - Magdalena zupełnie zignorowała swojego katechetę. – Jedna z gałęzi magicznych przetrwała do dziś, ironicznie jest to nekromagia. Nekromanci specjalizują się we władaniu demonami przy pomocy piekielnych mocy. Żaden łowca demonów nie jest na tyle szalony, żeby próbować się tym parać. Oni właściwie też mogą chcieć zdobyć artefakt…
- Czemu ten artefakt jest taki cenny? – wtrąciła się pani Sokół.
- Jak już mówiłam artefakt zawiera moc demona, który był naprawdę niesamowicie potężny. Aktualnie każdy z was nosi w sobie odpowiednik siły pięciu demonów średniej klasy. Wchłonięcie tej energii oznacza dla piekielnika trwały wzrost jego potęgi. Jest was ponad setka, a cała ta moc stanowi mniej niż dziesięć procent potęgi artefaktu - przerwał jej dzwonek na przerwę. – Tyle chyba powinno wam wystarczyć.
Dyrektorka skinęła głową. Ludzie powoli zaczęli opuszczać salę gimnastyczną, jednak Magda zauważyła, że jej klasa nie ruszyła się z miejsca, uczniowie byli zajęci szeptaniem między sobą. Po chwili z tłumu wyszła Zosia, wysoka blondynka, która była przewodniczącą klasy.
- Przepraszamy, zachowaliśmy się tak trochę jak chuje – powiedziała.
- Trochę? – zaśmiała się Madzia.
- Nawet bardzo – dodał Gruby, wszyscy od razu przyznali mu rację, wszyscy, prócz Saska.
- Nie powinnam wam wybaczać, ale stowarzyszenie zabroniło mi zostawiać was bez ochrony, więc niech wam będzie.
Magdalena wyszła z sali, zostawiając za sobą skonsternowanych kolegów. Nie spodziewali się, że pójdzie im tak łatwo. Obawiali się zemsty godnej piekielnika, tymczasem demonica po prostu im odpuściła. Niektórym zrobiło się głupio z tego powodu.
Dziewczyna skierowała się na drugie piętro. Gdy szła korytarzem, poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
- Chodź z nami – usłyszała głos Klary.
Nastolatka chodziła razem z Madzią do klasy. Miała tlenione blond włosy i dość mocny makijaż. Ubrana była w jasne jeansy, ażurową bluzkę oraz skurzaną kurtkę. Wszystko oczywiście było markowe. Nie mogło być inaczej, skoro była rozpieszczoną dziunią, której ojciec był właścicielem całkiem dobrze prosperującej firmy. Za nią stały Justyna i Karolina, jej przyjaciółki o podobnym wyglądzie i statusie majątkowym.
Magdalena, wiedziona ciekawością, postanowiła przystać na propozycję i posłusznie poszła za nimi. Stwierdziła, że i tak gorzej już być nie może. Uczennice dotarły do pustej łazienki, Justyna rozejrzała się, aby się upewnić, czy na pewno nikogo nie ma.
- Dlaczego mam wrażenie, że czegoś ode mnie chcecie? – zaczęła Magda.
-  No dobra… - jęknęła niepewnie Karolina, bawiąc się przy tym włosami. – Chciałyśmy szybko zajarać, ale okazało się, że wcięło nam gdzieś zapalniczkę. Stwierdziłyśmy, że może zechcesz nam pomóc.
Dla Madzi cała ta sytuacja była tak abstrakcyjna, że ledwo udało się jej powstrzymać przed wybuchem śmiechu. Demonica pstryknęła palcami, po czym jej kciuk zapłonął. To była jedna z pierwszych sztuczek, jakich się nauczyła. Od kiedy jej mama rzuciła palenie, nie miała jej okazji używać. Dziewczyny, jedna po drugiej, odpaliły papierosy od demonicznego płomienia, po czym otworzyły okno aby nie nadymić w toalecie.
- U kogo robisz paznokcie? – Klara starała się przełamać niezręczną ciszę.
- U nikogo, one zawsze tak wyglądają – odparła Magda.
- Serio?
- Tak, tylko spójrz – dziewczyna rozprostowała palce, tym samym wysuwając pazury.
- Ale faza… Mogę dotknąć?
- Skoro chcesz…
Uczennica powoli zbliżyła dłoń, jakby bała się, że za ten czyn spotka ją kara. Ostrożnie przeciągnęła opuszkiem po jednym z pazurów Magdaleny, uważając przy tym by się nie skaleczyć.
- Jak to jest z tą twoją mocą? – spytała po chwili. – Dlaczego ona aż tak bardzo wariuje?
- Sama nie wiem. Właściwie od zawsze tak było – zamyśliła się.
- I nie jesteś w stanie nad tym zapanować?
- Kiedyś potrafiłam się lepiej kontrolować. Ciężko to wytłumaczyć. Moja moc utrzymuje się tak jakby za barierą, czuję to cały czas. Aby użyć magii muszę po prostu opuścić osłonę, ale żeby ją utrzymać, trzeba mieć czysty umysł, gdy emocję biorą górę, bariera robi się nieszczelna. Jeśli nie ukierunkuję tej energii, to dzieją się dziwne rzeczy. Im moja moc robi się potężniejsza, tym trudniej jest mi ją zatrzymać w sobie.
- Ale nie zrobisz nam krzywdy przez przypadek? – spytała podejrzliwie.
- Nie – uśmiechnęła się Madzia. – Na tyle jestem w stanie nad sobą panować.
- Do tej pory jestem pod wrażeniem tego, jaki pogrom zrobiłaś wtedy na matematyce – zaśmiała się Justyna. -  Mina Małej Mi była po prostu genialna. Szkoda, że nikt tego nie uwiecznił.
- No, a Łysy to prawie narobił w gacie – dodała Klara. – Musisz być naprawdę potężna, skoro takie rzeczy wychodzą ci przez przypadek.
- A to oznacza, że przy tobie jesteśmy bezpieczne.
Ludzie są zabawni. Będą krzyczeć: „JP na sto procent” i nazywać policjantów psami, dopóki ktoś nie okradnie im domu. Będą wyzywać organizacje charytatywne od złodziei, dopóki sami nie będą potrzebować ich pomocy. Będą wyzywać nastolatkę w ciąży od puszczalskich, dopóki nie dowiedzą się, że została zgwałcona. Będą wyśmiewać chorych i niepełnosprawnych, dopóki ich samym nie dotknie choroba. Przykładów można podać wiele.
Tak samo było z Magdaleną. Była demonicą, odmieńcem, którego wszyscy nienawidzili i wyśmiewali. Teraz okazało się również, że jest jedyną osobą, która może zapewnić im względne bezpieczeństwo. Ludzie nagle uznali, że jest jedną z nich, część z wdzięczności, część ze strachu przed brakiem jej ochrony. Jednak większość zmieniła zdanie, gdy poznali całą jej historię, poza tym mieli świadomość tego, że jej potrzebują. Momentalnie zapomnieli o tym, co działo się jeszcze dwa dni temu. Co z tego, że gnębili właściwie niewinną dziewczynę? Co z tego, że osądzili ją, nawet nie próbując jej poznać? Przecież teraz wszystko było już w porządku. Niemal każdy uznał, że w ten sposób został rozgrzeszony ze swoich win. Ludzie często bywają gorsi od demonów.



No żesz kurwa w dupę jebany mać!!! Dzisiaj orzeczono rozwód, wiecie z czyjej winy? Obojga!!! Bo sąd nie waży win, a 2% winy leżało po stronie mamy. Wiecie co było jej winą? Że nie w domu nie jadaliśmy wspólnych posiłków, a ojcu na tym zależało. Dokładnie to powiedziała sędzia, a to, że ojciec zdradził, w ogóle się nami nie przejmował ani nie robił nic domu się nie liczy. To, że mama pracowała i zajmowała się dziećmi (przez co nie miała na nic czasu), gdy on odpoczywał też się nie liczy. To, że mama (jak nie była pracy) jadała z nim te pierdolone obiady nie ma znaczenia, bo dzieci śmiały jeść zaraz po powrocie ze szkoły, nie czekając aż się wszyscy zbiorą. Biednemu tatusiowi brakowało miłości. Mama poświęcała mu tyle czasu ile mogła, ale dla niego to za mało. To jest chore. Adwokat mamy stwierdził, że to skandal i będzie składać apelację. Jeśli znowu trafi się taki pojebany sędzia, to chyba pójdę wysadzić budynek sądu w powietrze. Skoro araby mogą to ja też.
Nie będę się rozpisywać na temat rozdziału, bo jestem za bardzo wkurwiona. Odpowiedziałam na wszystkie wasze pytania, na jakie mogłam odpowiedzieć. Sporo dodałam też od siebie, dlatego może być ciężko przez to wszystko przebrnąć. Informacji jest cholernie dużo, ale u mnie po prostu wszystko musi się zgadzać. Do każdej pierdoły potrafię dorobić ideologię, to taki rodzaj pedantyzmu, mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
Z okazji pieprzonych walentynek postanowiłam stworzyć rysunek. Bluzka jest źle pocieniowana, pasemka odpierdalają co chcą a tło wygląda jakby było robione w paincie, ale przynajmniej jest.
Na koniec dodam jeszcze jedno:
KURWA MAĆ!!!